Wyjechałem wczoraj trochę wcześniej, żeby przed odbiorem żony z pracy wstąpić jeszcze do Merkury Market. Potrzebowałem kupić kilka listw PCV. Jedną aby wykończyć przejście podłogi między kuchnią a salonem.
Musieliśmy zrobić uskok w podłodze między tymi pomieszczeniami, żeby ratować i tak już bardzo małą wysokość pomieszczeń. W starej dece na długości całego domu mieliśmy prawie 5 cm różnicy wysokości. Zamiast wyrównać całość nową wylewką, odcięliśmy w tym przejściu i w kuchni zyskaliśmy dodatkowe 3 cm. Przy finalnej wysokości 215 cm to zrobiło różnicę i dzięki temu wiszące szafki zachowały zalecaną minimalną odległość od blatu kuchennego czyli 45cm.
Potrzebowałem listwę na wykończenie tego uskoku w podłodze. W zasadzie nie listwę a kątownik.
Dodatkowo dwa kątowniki, które mają uratować winkle dwóch ścian, w których remontowcy dali dupy. W sumie ogólnie się nie postarali przy gruntowaniu ścian pod malowanie. Wystarczy, że taśma odcinająca zostanie przyklejona na ponad godzinę i farba odchodzi płatami. Pomalowałem więc ściany bez odcinania i dwoma różnymi kolorami dojechałem do winkli, ale bez taśmy ciężko równomiernie wyprowadzić linię malowania, więc wygląda to nieciekawie. Teraz przykleję te listwy kątowe i powinno być elegancko. W przyszłości wystarczy mi przykleić taśmę na listwy bez narażania ścian na odrywanie płatów farby.
Specjalistą od takich prac nie jestem, więc radzę sobie po swojemu. Mogłem w zasadzie wezwać tu tych "fachowców", ale nikt nie chciał tu ponownie bałaganu i takich poprawek. Bo tu chyba jedynie całkowite ponowne gruntowanie wchodzi w grę w najlepszym wypadku. O ile sama gładź jest dobrze położona. Nie jestem do końca przekonany, czy każdą kolejną warstwę gipsu, gładzi itp kładli dając poprzednim warstwą odpowiednią ilość czasu żeby wyschnąć.
Sufit od ścian też mam "odcięty" listwami styropianowymi, więc właściwie nie muszę już nigdzie w przyszłości kleić taśm bezpośrednio na te powierzchnie.
Po odebraniu żony pojechaliśmy do Sarniego Stoku w Bielsku. Potrzebowaliśmy kupić kilka rzeczy w tym ubrać się na wesele, na które idziemy za 1,5 tygodnia. Przy okazji wypiliśmy też kawę.
Po powrocie żona namówiła mnie na oglądanie polskiej edycji "Love Is Blind". Nie jestem miłośnikiem tego typu programów, ale całkiem przyjemnie się to oglądało. Chodź niektóre sceny były bardziej niż dziwne.
W trakcie przejazdu z Żywca do Bielska w radiu wybrzmiała nowa wersja kawałka, którym już chyba się tu dzieliłem i który regularnie w ubiegłym roku "katowałem" - Tame Impala - Dracula. Nowa wersja różni się przede wszystkim udziałem JENNIE, która dołączyła tutaj wokalnie i uważam, że bardzo dobrze się wpasowała do tego, co Kevin Parker stworzył wcześniej.
Przypomnę, że Kevin sam odpowiada za cały projekt Tame Impala. Jest autorem tekstów, wokalistą i producentem. Ma oryginalny i wyszukany styl, a sam utwór "Dracula" uważam za jeden z najbardziej udanych w jego karierze. Z wokalem JENNIE nabrał dodatkowej dynamiki, której i tak mu nie brakowało i nieco więcej tajemniczości w moim odczuciu.