
Wczoraj po robocie posiadówka z kolegami, z którymi wspólnie jeździmy do pracy wymieniając się co zmianę. Przy 45 kilometrach w jedną stronę to naprawdę robi różnicę. Sam ten dojazd jest męczący i pochłania prawie 2 h z życia licząc w dwie strony.
Dla nas właśnie wczoraj po pierwszej zmianie zaczął się weekend, który potrwa do jutrzejszej nocki. Weekend w środku tygodnia. Dobrze że pogoda dzisiaj lepsza niż wczoraj.
Niestety od przeprowadzki na wieś czas który tracę na dojazdach nadrabiam poświęcając sen i robi się z tego lekki problem zdrowotny, ale co zrobić, kiedy roboty wszędzie w cholerę. Wszystko rozgrzebane, nic nie dokończone.
Nic się nie zmieniło. Odpowiedniej ilości snu zaznaje jedynie przy drugich zmianach i ewentualnie w dni wolne, ale też nie zawsze. Pierwsze zmiany i nocki to średnio 5,5-6 h snu dziennie przy intensywnym wysiłku w pracy i pracach domowych, których zamiast ubywać, to wciąż przybywa. Kiedy to się skończy?
Widzę ten koniec, ale jeszcze jest odległy. Jednak sam fakt, że gdzieś na horyzoncie go widać trochę buduje i daje motywację, żeby to wszystko ogarnąć.
Z pozytywów tego wszystkiego zdecydowanie warto wymienić, że w zaledwie 7-8 miesięcy od przeprowadzki mamy już gruntownie wyremontowane, ocieplone i wykończone pół piętra wliczając w to nową instalację elektryczną i wodną. Zostało mi jedynie kilka drobnych rzeczy typu gdzieś listwę przykręcić, tam trochę farbą przemalować, coś podregulować. Ale to już wszystko na spokojnie.
Dzisiaj w planach miałem wymianę opon w jednym z samochodów, ale przy okazji chciałem też wymienić na szybko lusterko boczne. Okazało się, że do mechanika dotrze ono dopiero jutro, więc przełożyłem. Zamiast tego dojadę więc do żony w Bielsku kiedy będzie kończyć pracę i wspólnie pojedziemy do galerii na shopping.