Wczoraj musiałam się ruszyć do Kato zdać kartę z pracy (bo long story short: wykopali nas znienacka z biura i musimy poszukać nowego) i w sumie nie było to złe, bo pomimo ponurej aury wycieczka autem do Kato, wyzwanie nie lada w postaci parkowania w Supersamie, szybkie foto z dachu galerii, szybki marsz do biura i z powrotem - to wszystko napędziło mnie jakąś siłą. A najlepsze doładowanie dostałam wieczorem, kiedy znienacka zza chmur wyszło mocne, jaśniutkie słońce. Okna mamy na zachód, więc poświeciło prosto na mnie i poczułam, jakby mi ktoś zastrzyk energii zrobił, dosłownie.
Oprócz tego dzień intensywny: Dzieci były tego dnia pierwszy raz od 2 tygodni w placówkach i wróciły wściekłe jak osy - chyba przebodźcowani. Jednak z mamą w domku jest znacznie spokojniej, nawet jak mama nerwowa :d Ale wieczorem mieliśmy małą okazję do świętowania, było więc świętowane, i było cudnie (choć w srogim bałaganie).
Yesterday I had to go to Kato to hand in my office card (because long story short: we were suddenly kicked out of the office and have to find a new one), and it wasn't so bad, actually. Despite the gloomy weather, the car trip to Kato, the challenging parking lot at Supersam, a quick photo from the gallery's rooftop, a quick walk to the office and back – all of this somehow energized me. And the best boost came in the evening, when a bright, bright sun suddenly emerged from behind the clouds. Our windows face west, so it shone directly on me, and I felt like someone had given me an energy boost, literally.
Besides that, it was an intense day: the kids were at daycare for the first time in two weeks and came back furious as wasps – probably overstimulated. However, with Mom at home, it's much calmer, even if Mom is nervous :D But in the evening, we had a little chance to celebrate, so we did, and it was wonderful (albeit a complete mess).
This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io