Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Bardzo źle spałam, a rano nie mogłam się podnieść z łóżka. Zawsze staram się wstać odpowiednio wcześnie, żeby iść z psem na długi spacer, ale dzisiaj po prostu nie dałam rady i zaliczyliśmy spacer tylko toaletowy. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, ale bezwład ciała po prostu mnie pokonał.
W pracy zajęć umiarkowanie, ale do przeżycia. Cieszyłam się na spotkanie z HR, ponieważ miałam wielkie nadzieje, że pomoże mi zrobić porządek z jegomościem, z którym pracować się po prostu nie da. Ogarnęłam kilka ważnych spraw i o ósmej zadzwoniła do mnie kierowniczka, żebym przyszła do biura. Bardzo się zdziwiłam, ale poszłam. Usiadłyśmy i oznajmiła mi, że wczoraj wpłynęła na mnie skarga do HR. Były w niej zawarte takie zarzuty, że cytuję: jestem jak Hitler, pomiatam ludźmi, jestem agresywna, wulgarna, wyżywam się na ludziach, wszyscy się mnie boją, terroryzuję ludzi i parę innych epitetów. W pierwszej chwili myślałam, że to żart, ale okazało się, że to prawda. Gdy już rozpadłam się na milion kawałków pojawił się gwóźdź do mojej trumny, ponieważ kierowniczka mi powiedziała, że POTWIERDZIŁA te oskarżenia, ponieważ raz jej zdaniem byłam opryskliwa. Po prostu odjęło mi mowę. Myślałam, że się rozpłaczę. Tak, ta kierowniczka, z którą chodzę sobie na obiadki, wysyłamy sobie memiki i jest ogólnie fun. Potwierdziła takie oskarżenia wobec mnie. I co teraz? Nic. Nikt nie będzie ze mną na żaden temat rozmawiał. Nie mam prawa się bronić ani skonfrontować z zarzutami. Nie należy mi się nic. Za to HR przeprowadzi wśród pracowników anonimową ankietę, aby mnie ocenili i jeśli wypadnę w tej ocenie negatywnie no to cześć. Piszę te słowa i znowu się popłakałam. Dwa lata ciężkiej pracy, moje zgłoszenie, że nie radzę sobie z pracownikiem i co? I to wszystko jest na nic, bo moje słowo nie ma żadnego znaczenia, bo wystarczy, że ktoś skontaktuje się z kadrami, powie co wymyśli i jestem automatycznie skreślona i dostaję na czoło łatkę potwora. Jak tak można? Jak można tak bezpodstawnie oskarżać ludzi, jak można nie pozwolić się człowiekowi bronić i jak można potraktować poważnie skargę, która zawiera sformułowanie "jest jak Hitler"? Moje serce rozjebało się dzisiaj na milion kawałków. To, co zrobiłam źle to fakt, że rozmawiałam z pracownikami sam na sam. Nie chciałam robić im problemów, więc nie wystawiałam notatek i nie angażowałam kierowniczki. Chciałam po prostu być dobra. To teraz mam. Z nikim dzisiaj nie porozmawiałam bez świadków w postaci innych liderów lub kierownictwa. I tego będę się utrzymywać. I od teraz za każdy jeden błąd pracownicy będą mieli oficjalne spotkania i formalne notatki sporządzone z tych spotkań. O ile nadal będę liderem. Bardzo mnie to boli. Po paru godzinach dostałam do podpisania moją upragnioną umowę na czas nieokreślony, ale nie ucieszyło mnie to wcale. O 13:30 miałam spotkanie z HR, przedstawiłam swój problem z pracownikiem i niby dostałam ofertę pomocy rozwiązania tego problemu w poniedziałek, ale czy jest ona coś warta? Nie sądzę. Po tym czego doświadczyłam jestem niemal pewna, że rozmowa obróci się przeciwko mnie i będę miała jeszcze większe problemy.
Po powrocie do domu po prostu płakałam. Najzwyczajniej w świecie. Jak dziecko. Tuliłam się do psa i płakałam. Nie wiem co mam powiedzieć. Czuję tak potworny ból, że ciężko mi to opisać słowami. Nie zrobiłam nic złego. Nic. Jedyne co mogę sobie zarzucić to fakt, że byłam zbyt dobra i pozwoliłam sobie wejść na głowę, a jak próbuję zrobić z tym porządek to obróciło się to przeciwko mnie. Najbardziej jednak boli mnie postawa mojej kierowniczki. Po prostu mnie boli i rozdziera mi serce. Haruję za nią, wykonuję jej obowiązki, gdy ona siedzi z nosem w telefonie, widzi jak pracuję, widzi jak rozmawiam z ludźmi i potwierdza tak poważne oskarżenia mimo, że nigdy nie była świadkiem takiego zachowania z mojej strony? Jak tak można? Gdzie lojalność, a przede wszystkim jakaś elementarna uczciwość?
Gdy przestałam płakać spisałam sobie punkty do poniedziałkowej rozmowy z krnąbrnym pracownikiem, ale mam poczucie, że ona totalnie nie ma sensu. Skoro w oczach HR jestem kompletnym potworem, któremu nawet nie należy się obrona to zaraz wyjdę na jeszcze większego potwora skoro będę mówić o przewinieniach biednego magazyniera. Kochałam swoją pracę. Kochałam swoją firmę. Ale dzisiaj to wszystko runęło. Gdy ja jestem dręczona przez magazyniera to nie można zrobić z tym nic, muszę kilka miesięcy zgłaszać problemy, które i tak nie są rozwiązywane, bo przecież brakuje rąk do pracy, a wobec mnie wystarczy wysnuć oskarżenia niepoparte żadnymi dowodami i po prostu cała moja dotychczasowa praca nie ma znaczenia? Nie rozumiem..
Wieczorem poszłam z psem na spacer i zdzwoniłam się z przyjaciółką. Opowiedziałam jej całą sytuację i po prostu się rozpłakałam. Nie mogła uwierzyć, że zostałam tak potraktowana. Ja też nadal w to nie wierzę. Nadal myślę, że to tylko jakiś koszmar, z którego zaraz się obudzę. Ale ten koszmar już za długo trwa.. Chodziłam z psem, rozmawiałam i płakałam, bo nie mogę się pogodzić z tym co mnie spotkało.
Czuję, że to będzie bezsenna noc. Czuję się tak tragicznie, że ciężko mi to ubrać w słowa. Nie wiem co to będzie. Jutro mam wolne, bo miałam już wcześniej zaplanowane, ale tak czy siak wcale nie chcę wracać do pracy. Umowę podpisałam, ale to może się trzeba na spokojnie, jak emocje opadną zastanowić czy ja chcę pracować w takiej firmie i z takimi ludźmi, a przede wszystkim z takim kierownictwem..
Do jutra.