Dzisiaj (a raczej wczoraj) w niedzielę 3 listopada 2019 roku dzięki uprzejmości telewizji TVP Kultura miałem pierwszy raz w życiu przyjemność obejrzenia filmu "Garsoniera" z 1960 roku. Od razu muszę przyznać, że film mi się bardzo spodobał, z miejsca trafił do moich ulubionych i najprawdopodobniej dostanie ode mnie ocenę 10/10.
Jack Lemmon i Shirley MacLaine
"Garsoniera" jest to czarno-biały amerykański melodramat, chociaż... być może to jest bardziej komedia romantyczna z 1960 roku. Producentem, autorem scenariusza i reżyserem filmu był Billy Wilder, którego wcześniej kojarzyłem ze świetnego "Bulwaru zachodzącego Słońca" (do dziś końcowe sceny przyprawiają mnie o ciarki na plecach) z 1950 roku, czy też mniej udane "Pół żartem, pół serio" z 1959 roku, z Marylin Monroe. "Garsoniera" trwa niewiele więcej niż 2 godziny, bo coś około 123 minuty. Zdjęcia do filmu trwały od listopada 1959 roku do lutego roku 1960 i były kręcone między innymi w Nowym Jorku oraz na przeciwnym wybrzeżu USA. Swoją premierę ten film miał 15 czerwca 1960 roku.
Jak dobrze Państwo wiecie, ja jestem miłośnikiem "starego kina", uwielbiam stare i klasyczne filmy, tylko nie mam jak i kiedy ich oglądać, a co za tym idzie, o nich pisać. Ponadto także jak Państwo zdążyli przeczytać moje notki na blogu, komedie romantyczne i musicale nie należą do moich ulubionych gatunków filmowych. Już bardziej wolę melodramaty bez wątków komediowych. Ale są takie filmy, dla których jestem gotów zrobić wyjątek. Myślę, że tuż obok "Śniadania u Tiffany'ego" z 1961 roku z Audrey Hepburn i Georgem Peppardem w rolach głównych, "Garsoniera" będzie jedną z moich ulubionych komedii romantycznych.
Jeszcze po krótce wyjaśnię znaczenie tytułu filmu, bo może nie każdy kojarzy. "Garsoniera" to po prostu... kawalerka. Małe mieszkanie dla singla lub singielki, przeważnie składające się z jednego pokoju i kuchni. Jest to element filmu, który odegra sporą rolę.
Fabuła filmu
Akcja filmu rozgrywa się w czasie świąteczno-noworocznym, chociaż rozpoczyna się ona w listopadzie na kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem. Głównym bohaterem filmu jest młody i przystojny Calvin Clifford Baxter (zagrany przez Jacka Lemmona), zwany także w firmie jako "Buddy", który jest szeregowym pracownikiem biurowym w ogromnej (korpo) firmie. Jest on jednym z 32000 pracowników umysłowych w pewnej firmie ubezpieczeniowej, a pracuje on od 3 lat w jednym z "boksów" na 19 piętrze firmowego buudynku. Jest on bardzo pracowitym i jednym z najlepszych pracowników w firmie, a ponadto bardzo ambitnym, który chciałby szybko awansować. Dlatego też udostępnia swoje prywatne mieszkanie, a raczej tytułową garsonierę, starszym i lepiej postawionym kolegom z pracy, którzy piastują kierownicze stanowiska, aby mogli szepnąć o nim dobre słowo "górze". Przez to główny bohater filmu ma kłopoty, ponieważ jego mieszkanie jest wykorzystywane... nie chcę powiedzieć jako dom publiczny... ale coś w tych klimatach. Baxter udostępnia na godziny swoje mieszkanie starszym kolegom, którzy sprowadzają tam swoje kochanki i zdradzają swoje żony. Przez to główny bohater filmu miewa kłopoty. Nie dość, że nie może korzystać ze swojego mieszkania, nawet późno w nocy kiedy trzeba iść spać. To właśnie z tego powodu zostaje po godzinach (bezpłatnych) w robocie, lub się szlaja po mieście i sypia na ławkach w parku. Ponadto też sąsiedzi skarżą się na hałasy dobiegające z jego garsoniery. Ponadto C. C. Baxter podkochuje się w pięknej windziarce z firmy, w pani Fran Kubelik (tę rolę zagrała Shirley MacLaine), która wcześniej ze względu na problemy z ortografią nie dostała posady sekretarki. W niej także podkochuje się szef Baxtera (a może to był nawet prezes lub dyrektor firmy), niejaki Jeff D. Sheldrake (w tej roli Fred MacMurray), który z nią ma romans. Pech chciał, że szef dowiedział się o kluczu od mieszkania Baxtera, który "wędruje" pomiędzy wydziałami firmy. Sheldrake wzywa Baxtera na "dywanik" i każe mu wyjaśnić o co chodzi z tym kluczem. Kiedy sprawa się wyjaśnia, Sheldrake chce aby Baxter mu udostępnił mieszkanie na krótką noc z Panią Kubelik... w zamian za awans na kierownika działu. Czy Baxter się zgadza? Oczywiście. Ale to też będzie tylko początkiem dalszych kłopotów naszych bohaterów. Więcej fabuły nie chcę zdradzać, bo i tak streściłem chyba pierwsze pół godziny filmu, a może i dalej.
Mogę tylko podpowiedzieć, że po tym awansie akcja filmu się przenosi kilka tygodni w przyszłość do okresu przed Bożym Narodzeniem. W firmie jest organizowana "wigilia" (jak ja nienawidzę "wigilii" firmowych, czy wcześniej szkolnych, bo trzeba składać życzenia ludziom, których nienawidzę - nie wszystkich) wraz z zabawą taneczną. Oczywiście leje się alkohol, ludziom "rozwiązują" się języki i... Więcej już nic nie piszę.
Podsumowaniee
Jak już wspomniałem na początku tej notki, to był mój debiut jeśli chodzi o ten film. Nigdy wcześniej nie miałem okazji obejrzenia tej produkcji, ale muszę przyznać, że zakochałem się w tym filmie od pierwszego wejrzenia, podobnie jak to było ze "Śniadaniem u Tiffany'ego" z 1961 roku, jak ja nie znoszę komedii romantycznych. Ten film mi się spodobał i nie będzie to chyba spoilerem, jeśli napiszę, że film u mnie zasługuje na 10/10. Już wcześniej obił mi się ten tytuł o uszy, ale do dzisiaj (wczoraj) nie miałem okazji go obejrzeć. Na pewno wrócę do tego filmu niejednokrotnie, o ile będę miał okazję go obejrzeć.
Oczywiście producentem filmu, autorem scenariusza i reżyserem był nie kto inny jak sam Billy Wilder, autor choćby takich filmów jak : "Bulwar zachodzącego Słońca" z 1950 roku z Glorią Swanson, "Sabrina" z 1954 roku z Audrey Hepburn, ze "Słomianego wdowca" z 1955 roku z Marylin Monroe (z tego filmu pochodzi słynna scena z sukienką), "Pół żartem, pół serio" z 1959 roku także z Marylin Monroe i wielu innych. Billy Wilder uchodzi za jednego z najwybitniejszych filmowych twórców. Do Oscara był nominowany aż 21 razy. Złotą statuetkę rycerza z mieczem odebrał aż 7 razy, w tym w 1988 roku odebrał specjalnego Oscara za całokształt twórczości.
Pomimo faktu, że od rozpoczęcia zdjęć do tego filmu minęło praktycznie 60 lat, to przesłanie tego filmu jest raczej ponadczasowe, uniwersalne. Można powiedzieć, że ten film jest swoistą krytyką i zestawieniem w krzywym zwierciadle ówczesnego amerykańskiego społeczeństwa. Mamy tutaj tak zwany "wyścig szczurów" wśród tak zwanych "korpoludków", który też jest obecny w dzisiejszych czasach. Mamy tutaj typowy kapitalistyczny wyścig za karierą zawodową, po trupach do celu, chęć awansu i wzbogacenia się, choćby za cenę utraty prywatności (udostępnienia mieszkania podstarzałym żonatym mężczyznom, którzy zdradzają swoje żony z kochanka mi). Nie wiem jak na przełomie lat 50 i 60 XX wieku w USA postrzegano zdrady małżeńskie, zwłaszcza wśród starszych mężczyzn, czy to było moralnie napiętnowane, czy to był temat tabu. Niestety w tej kwestii obyczajów ówczesnych Amerykanów nie mam pojęcia, ale wydaje mi się, że wtedy społeczeństwo było o wiele bardziej konserwatywne niż teraz. Być może będzie trzeba się doedukować, ale myślę, że to nie było pochwalane wśród amerykańskiego społeczeństwa. Nie mam pojęcia czy przed "Garsonierą" powstawały już filmy o zdradach małżeńskich, które w taki otwarty sposób poruszały ten temat. Być może "Garsoniera" była pierwszym, albo jednym z pierwszych filmów, które dotykały tej społecznej patologii. Będę musiał musiał kiedyś nadrobić o obyczajach ludzi w latach 50 i 60 XX wieku. Chyba, że ktoś ma większą wiedzę na ten temat, to najwyżej może mnie poprawić.
Uwaga! Małe spoilery!
Ciężko też jest przypisać jeden gatunek filmowy "Garsonierze". Ogólnie można powiedzieć, że jest to komedia romantyczna w połączeniu z taką głupiutką komedią pomyłek (jak ja nie znoszę tego typu komedii), gdzie mamy miłosny trójkąt bohaterów i oklepany schemat. On (Baxter) kocha ją (Kubelik), ale o tym nie wie i dopiero uświadamia sobie pod koniec filmu. Ona (Kubelik) kocha żonatego Sheldrake'a, ale ten ją używa jako narzędzie i dziewczyna próbuje popełnić samobójstwo poprzez połknięcie całej butelki tabletek nasennych, ale w ostatniej chwili zostaje uratowana przez głównego bohatera. Potem sobie uświadamia, że kocha Baxtera. Model oklepany, ale sprawdza się w tym filmie. Można też powiedzieć, że na przykładzie bohaterki granej przez Shirley MacLaine, w jak przedmiotowy sposób były traktowane kobiety przez mężczyzn na przełomie lat 50 i 60 XX wieku. Jest tutaj wymowna scena kiedy Jeff Sheldrake daje prezent bożonarodzeniowy pani Fran Kubelik (100 dolarów i mówi jej, żeby kupiła sobie co chce). W tej scenie wzięła mnie taka złość, podobnie jak Panią Kubelik. On potraktował bohaterkę graną przez Shirley MacLaine niczym prostytutkę. Pamiętam jej to złowrogie spojrzenie w reakcji na jego "prezent", jakby chciała powiedzieć : "wsadź sobie tą stówę w...". Film też pokazuje ile człowiek zdolny jest do znoszenia upokorzeń, aby awansować w danej pracy (przykładem jest Baxter), ale pod koniec filmu nie wytrzymuje i w końcu mówi BASTA. W końcu udało mu się awansować na fotel zastępcy Jeffa Sheldrake'a, ale co z tego, bo przełożony chce znowu wynająć jego mieszkanie i to właśnie z Panią Kubelik. W końcu Baxter robi to, co powinien zrobić już na początku filmu, czyli nie zgodzić się na udostępnienie mieszkania. A następnie rzuca robotę, podobnie jak pani Kubelik i oboje rzucają się sobie w ramiona.
Chyba najlepsza scena i dialog w tym filmie. :D
Koniec spoilerów
"Garsoniera" została okrzyknięta najlepszym filmem roku 1960. Została nominowana do Oscarów za 1960 rok aż w 10 kategoriach. Ostatecznie film w 1961 zdobył 5 statuetek : za Najlepszy Film, Najlepszą Reżyserię, Najlepszy Scenariusz Oryginalny, Najlepszy Montaż i Najlepszą Scenografię w filmie czarno-białym.
Jak dla mnie, do tej pory, jest to najbardziej pozytywne filmowe zaskoczenie roku 2019.