Alkoholizm...
Temat rzeka. O przyczynach i skutkach picia powstała niejedna książka. Wszyscy wiemy, że alkoholizm to swoistego rodzaju zaburzenie, polegające na utracie kontroli nad spożywaną ilością alkoholu. Towarzyszą mu również różnego rodzaju zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania. Tak naprawdę powstanie uzależnienia nie jest do końca wyjaśnione.
Objawem jest silna potrzeba spożywania alkoholu i niemożność kontrolowania tego.
Uzależniony najczęściej nie wie, że ma problem. Wydaje mu się, że wszystko jest w porządku, ze nie robi nic złego. To tylko świat wokoło niego jest jakiś inny, krzywy nie dostosowany do jego potrzeb. Mimo tych wszystkich mądrych definicji, które w jakiś sposób się sprawdzają, życie niestety nieco od tego odbiega.
Na początku moje małżeństwo było normalne. Zdarzały się zgrzyty, jak u każdego. Mieliśmy dom, dziecko, potem po wielu latach drugie...
Od pewnego czasu zaczęłam zauważać dziwne zachowanie mojego męża. Wiedziałam czym jest spowodowane, ale nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli. Przecież była nasza córka, która poza ojcem świata nie widziała. Tłumaczyłam sobie, że to może tylko tak, tylko na chwilkę. I nagle wszystko zaczęło pękać jak bańka mydlana. Ewidentnie było widać, że mój mąż lubi ten sport. Zazwyczaj robił to po kryjomu, tak żeby nikt nie widział. Przychodził do domu podchmielony, twierdząc, że on nic nie przecież nic nie pił.
Od tego się zaczęło.
Odkąd tylko sięgam pamięcią zawsze pracowałam, mój mąż natomiast uwielbiał luźny tryb życia. Najlepiej, gdyby o nic nie trzeba było się starać. Gdyby wszystko samo przyszło...
Zawsze pragnęłam, żeby było dobrze, starałam się więc nie zauważać tego , co się działo.
Kiedy wreszcie zaczął pracować, pojawiły się plany zrobienia poddasza mieszkalnego. Wzięliśmy kredyty. Najpierw on, a potem ja. Pomyślałam wtedy, że wreszcie sytuacja zacznie się klarować. Będzie dobrze. No, ale są przecież ,, życzliwi" ludzie. ,,Przypadkiem" dowiedziałam, że mąż znalazł sobie kochankę. Oczywiście załamałam się tym. Byłam wtedy w ciąży z drugim dzieckiem. Zostawiłam wszystko. Zaniedbałam starszą córkę, miałam w nosie to, że jestem w ciąży. Za wszelką cenę postanowiłam ratować małżeństwo. Teraz z perspektywy czasu stwierdzam, że nie potrzebnie.
Po wielkich bólach i troskach sytuacja nieco się unormowała. Urodziłam syna, zaczęliśmy prac przy poddaszu. Ja z małym dzieckiem na rękach, zakasałam rękawy i wzięłam się do pracy. W ramach oszczędności większość rzeczy robiliśmy na własną rękę. Dzięki temu fachura ze mnie nie byle jaki ( z resztą jak sama twierdzę, jest we mnie 5% pierwiastka męskiego). Na nasze upragnione poddasze wprowadziliśmy się po trzech latach. W międzyczasie zaczęłam pracę, którą bardzo polubiłam. W tym czasie mąż znalazł sobie kolejną kobietę.
No i zaczęło się. Zaczął nadużywać alkoholu coraz bardziej. Chciał tym zatuszować kolejną zdradę i swoją winę.
Stracił pracę w ramach redukcji etatów. Ja zaniedbałam ponownie dzieci, dla ratowania małżeństwa. Myślę, że każda z nas podejmowała błędne decyzje, które rzutowały potem na dalsze życie. Moje starsze dziecko, wówczas już kobietka w gimnazjum, potrzebowała wtedy matki, która ją olewała, próbując ratować to czego nie trzeba było. Nie rozmawiałam z nią, nie poświęcałam jej czasu. U syna ograniczałam się jedynie do karmienia i przebierania go.Były przecież ważniejsze sprawy.
Zaczęły się kłopoty finansowe. Z jednej wypłaty nie byłam w stanie spłacać kredytów. Bank wypowiedział umowy kredytowe i stanęłam przed spłatą wszystkiego w całości. Wszystko stanęło pod znakiem zapytania, mój mąż nie kwapił się by znaleźć pracę. Na szczęście banki poszły na ugodę i udało się uniknąć natychmiastowej spłaty całości.
Oczywiście byłam obwiniana o to, że nie dałam rady i miałam wytykany każdy jeden błąd. W międzyczasie mąż spowodował wypadek pod wpływem alkoholu i zabrano mu prawo jazdy na trzy lata. Wiązało się to z kolejnymi kosztami, które musiałam pokryć ja. On nadal jeździł samochodem nie licząc się z niczym.
Było coraz gorzej, bo pod wpływem alkoholu uaktywnił się u niego zespół Otella ( chorobliwa zazdrość objawiająca się notorycznymi podejrzeniami o zdradę). Przyjeżdżał do mnie do pracy, urządzał karczemne awantury, kiedy z kimś rozmawiałam, a w domu sprawdzał moje rzeczy, telefon, torebkę( w poszukiwaniu dowodów zdrady) i bił.
Awantura za awanturą, picie, bicie. Starałam się skrzętnie ukrywać ślady, aż do pewnego razu.
Według niego za długo byłam w pracy. Kiedy przyjechał po mnie był już pod wpływem alkoholu. Wiedziałam co mnie czeka, ale nie myślałam, że aż tak... Zaczął mnie dusić w garażu. Uwierzcie, myślałam, że to moje ostatnie chwile. Zaczęłam tracić przytomność i wtedy puścił. Do dziś nie wiem czemu. Zebrałam w sobie resztkę sił i zaczęłam krzyczeć. Bratanica męża przybiegła z pomocą. Zabrali mnie na obdukcję. Ślady duszenia, uderzeń itd. Policja założyła Niebieską Kartę, która po jakimś czasie w dziwny sposób zniknęła.
Na chwilę był spokój...
CDN