Wytrzymałam w korpo rok, pracując na dwie zmiany. Zatrudniając się do korpo miałam swoje wyobrażenie pracy tam. Myślałam rozwój, kariera. trochę się pomyliłam.
Przeszłam 3 etapową rozmowę kwalifikacyjną. Miesięczne szkolenie. Wydawało się wszystko spoko. Do czasu.
Jestem osobą dynamiczną, która lubie próbować wielu rzeczy. Dużo gadam, lubię ludzi. Korporacja zabiła we mnie te cechy.
Jak w Truman Show 📽
Przychodząc do pracy na dzień dorby odbijałam się na portierni dystkietką po raz pierwszy. Drugi raz przekraczając pierwsze drzwi i kolejny wchodząc na open space.
Było dane mi pracować w biurze z 15 osobami tylko 2 miesiące. Przenieśli nas do ogromnego open space w którym było call center. Było jak w ulu. Ciągły szum i masa ludzi w jednym miejscu. Każdy z nas miał swój box.
Ja pracowałam na tzw. backline. Zalogować się do komputera musiałam punkt 6:00. Nie wcześniej nie później, bo program monitorujący moją pracę - efektywność by to wyłapał i odnotował. Tak samo z wyjściem bez przepustki nie wyjdziesz. Zdarzyło mi się, że zapomniałam przepustki… Gdy ktoś z znajomych cię wpuścił na swoją, miałeś szczęście. Nie było to mile widziane.
Dojeżdżałam pociągiem do pracy, sami wiecie jak nasze koleje czasem jeżdżą... Gdy wiedziałam, że spóźnie się nawet 3 minuty zaczynało się kobinowanie. Ktoś z znajomych logował się na moim komputerze. Gdy się spoźniło i zalogowało do magicznej konsoli efektywność twojej pracy spadała. Na koniec miesiąca były wyciągane średnie. Gdy były nie zadawalające były tzw plany naprawcze. I wyrywkowo monitorowana przez Ciebie praca i oceniana.
100% normy ⏱
Każdego dnia była do wyrobienia norma. Z tym to różnie bywało. Czasem normę wyrobiło się w 2 godziny a czasem cały dzień to było mało. Norma też nie mogła być za wysoka, bo zabużyło by to wyniki sekcji. Gdy normal była wyrobiona nie pozostawało nic innego jak przeklikiwać CRM w miare sensownie. Były próby oszukania systemu. Np. pracownicy w wordzie wciskali jeden klawisz. Dla systemy wyglądało to jakby ktoś pisał w wordzie. Ale jak każdy szwindel wyszło szydło z wora. Monitorowano przez krótki czas wykonywane przez nas czynności na ekranie. Losowo, wybiórczo. Więc mając wyrobioną normę trzeba było czasem udawać, że się Pracuje. Całe Interenty były zablokowane, więc jak klikając w miarę sensownie słuchałam zawsze podcastów z telefonu. Słuchanie muzyki nie było na szczęście zabronione 🙈
P.s. wszytsko było ASAP, bo z targetem było coś nie tak. No i kejpiaj był za niski zawsze.... 😂
Jestem pracowita ale te zasady i normy cała masa procedur, które nie działały na korzyść klienta mnie demotywowały. Współpraca z salonami handlowymi to istny koszmar. Ja jako doradca klienta, salon handlowy i call center - wszyscy mieliśmy sprzeczne informacje. I ten biedny klient źle poinformowany nawet trzy razy.
Mogłabym tak pisać i pisać o dziwnych rzeczach. Premia była przyznawana w bonach sodexo. Niby fajnie ale mnie to osobiście nic a nic nie motywowało.
Moje koleżanki z pracy były wyjątkowo mocno zdesperowane i zakompleksione. Wieczne narzekanie na pracę, na warunki i klientów… Bałam się przez chwilę, że i ze mną się tak stanie.
No i praca na dwie zmiany. Kompletnie rozwalony dzień przy pracy od 14-22. Chodzenie na 6 rano niby okej ale jednak wstawałam o 4:20. Chodziłam bardzo wcześnie spać i też za wiele z tego dnia nie miałam bo byłam zmęczona.
**Nie wspomnę o urlopie… **Na koniec grudnia trzeba było mieć zaplanowany cały urlop. Najlepiej aby zaplanować urlop na żądanie… serio! Były obrażania się i łzy przy ustalaniu urlopów.
Po roku, kiedy mój organizm był tak rozregulowany, że nabawiłam się bezsenności postanowiłam się zwolnić. Miałam dosyć stresów, ciągłego myślenia o pracy… Nie miałam nawet chęci na rozwijanie własnych pasji. Dodatkowo 2-3 soboty czasem były pracujące.
Wypowiedzenie jak grom z jasnego nieba
Pamiętam jak dziś, dzień kiedy niespodziewanie przyniosłam wypowiedzenie mojej kierowniczce. Była zaskoczona, natomiast jak cieszyłam się jak dziecko. Dwa tygodnie wypowiedzenia spędziłam dodatkowo na chorobowym - pierwszy raz w życiu miałam grypę.
Po odejściu z korporacji odetchnęłam z ulgą Przerobiłam jeszcze dwie inne prace. Na szczęście dziś jestem już na właściwym miejscu i robię to co lubię i dobrze mi idzie. Przeprowadziłam się do Krakowa i jestem Account managerem w agencji digtalowej.