Hej, zaczynamy!
6 lipiec 2017. Wziąłem wolne, więc wstaję trochę poźniej niż zwykle. Idę się kąpać, ale najpierw upewniam się, że zaproszenia leżą gdzie powinny. Leżą. Nie wiem, czemu miałby nie leżeć, ale mam taką manię, żeby się upewniać, czy niczego nie zgubiłem, czy wyłączłem żelazko itp. To jest choroba. No nic, trzeba z tym żyć. Ubieram się i lecę na pl. Kraśinkich. W Warszawie jestem od dwóch miesięcy więc ustalam tylko generalny kierunek wyprawy, a resztę sie dowiem po drodze. Podjeżdzam jeden przystanek, wysiadam na jakimś skrzyżowaniu, chyba to jest ratusz aresnał, ale w sumie nie wiem. W każdym razie już widać grupki ludzi z polskimi i amerykańskimi flagami. Wycieczki, nie-wycieczki, trochę młodych ludzi i dużo starszych. Wyłączam się i podążam za nimi na autopilocie. Dochodzimy do bramek, zaczyna się robić tłoczno, wszedłbym, ale czekam na dwójkę znajomych. Jest coraz tłoczniej, ludzie mają ze sobą różne itemki; są banery, flagi Radomia, nawet ktoś chciał wnieść portret Kuklińksiego. Policja nie pozwala wniosić, większych transparentów. Ludzie wkurwieni ale słuchają, poza tym nie ma dyskusji, taki jest nakaz BORu. Przychodzą znajomi, jest coraz więcej ludzi, zaczynamy się przesuwać w stronę Policji, robi się coraz ciaśniej. Zaczyna się.
Około 10 metrów przed bramkami jest już taki ścisk, że ciężko się ruszyć. Policja prosi, żeby się cofnąć do tylu, tłum nie reaguje. Policja krzyczy, żeby się cofnąć do tyłu, tłum nie reaguje. Tłum to jest dzicz. Ludzie z przodu, a ja razem z nimi, jesteśmy tak zgnieceni, że ledwo się da oddychać. Jakaś kobieta mdleje. Na szczęście policja dosyć sprawnie wyciąga ją z tłumu na bok. Jestem już może dwa metry od bramek, koncentruje się tylko na tym by oddychać, wiem, że teraz to już siła odśrodkowa sama mnie wypchnie do tych bramek. W sumie teraz widzę, że tu nie ma żadnych bramek, a jest żywa barykada z policjantów. Zatrzymać taką dzicz włąsnym ciałem, szacunek. Okej, wyszedłem. 45 minut ocierania się o ludzi w koszulkach Gazety Polskiej, ale już jesteśmy.
Idziemy na kontrolę BORu. Tu już luźno, wyciągnąć wszystko z kieszeni, wykrywacz metalu, itp. Miałem wodę, więc Borowik, kazał mi się jej napić przy nim. W sumie najlepszy test czy nie wnosisz jakiegoś syfu. Okej, jesteśmy już na placu. Trybuny zawalone ludźmi, więc nasze zaproszenia na nic się nie zdają. Mnóstwo starszych ludzi. Za barierką politycy witani na zmianę brawami i gwizdami. Największe gwizdy zebrał Wałęsa, zacząłem rozmawiać, z jakąś grupką starszych osób, i mówię, żeby tylko nie gwizdali na Wałęsę jak już będzie Trump, bo to są jednak uroczystości Państwowe. Jak się poźniej okazuje, naiwne były moje prośby. Zajmujemy miejsca stojące na trybunie z boku i czekamy, została jeszcze godzina.
W trakcie tej godziny jesteśmy świadkami dantejskich scen walk o miejsca i przepychanek. Walki te wyglądają co najmniej groteskowo. Głupio daję się wplątać w jakąs słowną awanturę, ale ucinam dyskusję, gdy dochodzi do mnie, że własnie zachowuje się jak typowy Janusz. Zaczynam rozmawiać ze starszym Panem koło mnie, gadka jest nawet ciekawa, opowiada mi jak to za komuny latał do Tibilisi, Moskwy i tak dalej. Za nami stoi młoda dziewczyna w ciąży, co nie przeszkadza starszemu Panu w usilnych próbach wyswatania nas. Wreszcie robi się całkiem sympatycznie. Spiker zapowiada, że już za chwilę, za chwileczkę się zacznie. Czekamy.
Ok, zaczyna się, wychodzi Trump z Dudą, oraz Pierwsze damy. Zapada cisza. Składają kwiaty pod pomnikiem powstańców, robi się klimat. Melanie Trumpa zaczyna, mówi coś nas, że jesteśmy w porządku, że gościnni, że Kopernik i że w ogóle. Zapowiada męża. Trump - pomarańczowy imperator kosmosu, na żywo wygląda zaskakująco ludzko. Nawet nie jest aż tak pomarańczowy, sprawia dobre wrażenie. Zaczyna witać Prezydenta, Panią Premier, Polaków za co dostaje salwy aplauzu, oraz Lecha Wałęse. Tłum zaczyna buczeć i krzyczeć "Bolek!, Bolek!". Trump przemawia dalej, nawet mu powieka nie drgnie. Tłum to dzicz i on to wie.
Przemawia całą godzinę, co mówił, to już każdy wie, a jak nie wie, to się dowie, bo to będzie wałkowanie jeszcze długo. Wszystko jest pokazywane na telebimach z napisami po Polsku. Ja przyglądam się żołnierzom na dachach, wyglądają jak wyjęci z CSa. Robią ogromne wrażenie. Trump mówi długo, prawie godzinę, podoba mi się, ale zaczyna mnie męczyć to stanie. Kończy i dostaje ogromny aplauz. Charyzma bije od niego na kilometr, widać, że to urodzony przywódca. Pary prezydenckie znikają gdzies za pomnikiem i tłum zaczyna rozchodzić się do domów. Jest sporo amerykańskich żołnierzy, całkiem młodych chłopaków, ludzie do nich podchodzą, podają im rękę, robią zdjęcia, staruszkowie klepią ich po plecach. Chłopaki w lekkim szoku, ale widać, że im się podoba, sa bardzo grzeczni. Zamieniam z jednym pare słów; I`m from Louisiana Sir! Brzmi to jak z filmu. Obok kręcą się jeszcze żołnierze polscy i rumuńscy, ale nie wzbudzają takiego zainteresowania. Tłum przerzedza się, politycy znikają za pominikiem, telebimy gasną.