Stało się - Julian Assange został aresztowany pod zarzutem gwałtu* w ambasadzie Ekwadoru. Ale jest przy okazji możliwość pogadania o wolności internetu i świata co dzisiaj uczynimy.
Kim był Assange?
Julian Assange to technicznie człowiek, którego celem było prowadzenie bardzo otwartego dziennikarstwa. Otwartego na ludzi. Wszelkie dokumenty, które państwo chciało ukryć przed opinią publiczną były weryfikowane i ujawniane. Najczęściej kojarzymy Wikileaks z "aferą demokratów", ale myślę, że powinniśmy pamiętać o Collateral Murder, w którym żołnierze USA strzelali do cywilów w Iraku (w tym dzieci), a oficjalna wersja brzmiała, że to były siły nieprzyjaciela.
O co chodzi z gwałtem?
Brzmi groźnie, ale nie do końca. Chodzi oczywiście o prawo Szwedzkie, które można złożyć w przypadku gdy partnerka myślała, że uprawiany seks jest w zabezpieczeniu, a nie był. To tzw "lekki gwałt", za który jest ścigany Assange.
Czy to koniec Juliana?
Powiem, że temat jest ciekawy, gdyż wiele narodów nie chce dopuścić do przekazania go Stanom Zjednoczonym. Trudno się dziwić gdy wiemy, że ten naród jest słynny chociażby z torturowania więźniów, tak więc są szanse, że jak Julian wleci na teren stanów, to już nie wyleci żywy.
I co dalej?
Myślę, że Wikileaks to pewnego rodzaju idea, która nie zgaśnie. Trochę szkoda, że do tego musiało dojść, ale prawdę powiedziawszy - nie było to na rękę wielu rządom. Ba, dzięki Assangeowi Hillary Clinton odpadła w wyborach prezydenckich w stanach zjednoczonych (wycieki maili).
Jednak to co moim zdaniem potrzebujemy to portali prawdziwie wolnych, zdecentralizowanych i odpornych na cenzurę. Są różne ciekawe koncepcje, chociaż często służą do udostępniania nielegalnych materiałów, których widzieć nie chcemy. Niestety projekty typu ACTA 2 czy TERREG służą do kneblowania ust i są szanse, że w przyszłości tego typu wycieki będą nielegalne i ścigane państwowo.