Lucian Freud jest jednym z moich ulubionych brytyjskich malarzy, jak i najbardziej ulubionym współczesnym artystą. Jego niezwykła dokładność prac, niepowtarzalny styl i sława, która już za życia doścignęła go, niczym renesansowego artystę - to wszystko tworzy obraz Freuda jako wybitnego malarza.
Lucian urodził się 8 grudnia 1922 w Berlinie, w niemieckiej rodzinie żydowskiego pochodzenia. Jego ojciec, Ernest Freud z zawodu architekt, był synem słynnego psychiatry i psychoanalityka Zygmunta Freuda. W latach 30. emigrują do Anglii, po nasilających się atakach na Żydów ze strony Hitlera. Tam mały Lucian odnajduje swoją niezwykła pasję - konie. Poczuwa ogromną więź do tych zwierząt. Praktycznie nie wychodzi ze stajni, co wiąże się z wielkimi nieobecnościami w szkole, przytykami ze strony kolegów. W stajni śpi. Ten pierwszy jego indywidualny i intymny świat, bardzo mocno oddziałuje na jego początkowe próby malarskie. Jako na małym chłopcu, ogromne wrażenie wywarł na nim dziadek, mieli ze sobą bardzo dobry kontakt po przeprowadzce do Anglii. Łączy ich coś jeszcze - analiza. Zygmunt zagłębiając się w biologię, używając mikroskopu do zobaczenia pracy mięśni, Lucian zgłębia się w ciało i jego formę, rzeźbiąc je i budując pędzlem i kolorem. W jego młodym życiorysie, nie brakuje również wojaczki, bowiem zaciąga się do marynarki aby dostać się do Nowego Jorku. Prawie udaje mu się to, lecz wraca z wojny ranny i z doświadczeniami, do Anglii. Pierwsza solowa wystawę w „The Painter’s Room” w 1943, przedstawia na niej surrealistyczne obrazy. Inspiruje się głównie niemieckimi mistrzami Dürerem, Memlingiem czy Groszem. W 1948 zawiera pierwsze małżeństwo z Kathleen Kitty Garman, którą to portretuje na wielu swoich obrazach, np „Dziewczyna z kwiatami” z 1947 r, czy „Dziewczyna z kotkiem”, z 1948.
Właśnie te początki malarstwa Luciana pokazują jego artystyczną drogę - lekko zsurrealizowany, figuratywny, o skubizowanych kształtach, ale bardzo śmiało uchwycony detal wraz z delikatną, lecz barwna kolorystyką.
Jego życie osobiste widać również w jego dziełach. Wszystko co się wydarza jest zachowane w płótnach.
Bardzo ważnym aspektem, który przejawia się w jego późniejszej twórczości jest seksualność. Ta, która przydarza się w jego życiu - szalona, uwieczniona w obrazach - jest subtelna, realistyczna. Ostatnim obrazem dokumentującym jego pierwsze małżeństwo jest portret żony z psem. Wtedy to zmienia się postrzeganie Freuda, styl przybiera kierunek realizmu. Lata 50. obfitują w portrety, rzadziej akty.
Dziewczyna z białym psem, 1951-52
https://goo.gl/images/9N9YJJ
Każdy z jego obrazów charakteryzuje niezwykła intymność, uwaga poświęcona najmniejszemu detalowi. Swoje dzieła zaczynał tworzyć właśnie od niego - skupiając się na najmniejszych szczegółach, które są szczególnie dopracowane. Jeden obraz powstawał długo, niekiedy nawet 9 miesięcy, jak „Mężczyzna ze szczurem”, akt półsiedzący z lat 80., gdzie obok ciała mężczyzny leży żywy szczur. W ciągu wszystkich sesji nie był on martwy, tylko... pijany, bowiem Lucian każdego ranka poił go szampanem. Zwierzęta wciąż są ważnym aspektem dla Luciana.
Istotnym elementem w życiorysie Freuda jest relacja z jego matką. Pomimo, ze miał jeszcze dwóch braci, to jemu właśnie przykładała największa uwagę. W dorosłym życiu zrobiła się nieznośna dla niego, ciężko było mu się od niej uwolnić. Tak jak w obrazie The large interior W9 z 1973, jego matka siedzi na krześle, ubrana prosto, za nią - akt kobiecy.
Doznania seksualne były dla niego nadrzędne. Freud miał dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa, dwanaścioro pozostałych z innymi, różnymi kobietami. Nie przykładał wielkiej wagi do tego co, gdzie, jak i z kim. Gdy potrzebował - brał. A wiele kobiet było oczarowanych - artysta, dowcipny, inteligentny. Z ciemną, bujną czupryną. Sypał Goethem jak z rękawa. W późniejszym życiu działały i sława, i pieniądze. Niektóre dzieci poznały go dopiero na łożu śmierci.
Portretował głównie rodzinę, przyjaciół i znajomych. Tylko w swoim studio, najpierw na Paddington, później Holland Park. Rzadko kiedy w plenerze. Jak sam mówił, każdy obraz miał być wyjątkowym, jakby miał być jedynym obrazem. W każdym przykładał taka sama wagę do szczegółów. Wszystko miało dokładnie być rozczytane. Bez symboli i nadinterpretacji. Modele pozowali wiele miesięcy - akty na podłodze, na sofach, fotelu. Naturalne światło z okna. Gdy malował otoczenie, model również musiał mu towarzyszyć, uważał, ze bez ich obecności nie odda tego w obrazie.
Ta fizyczna bliskość, zaowocowała również innymi wpływami w jego pracach. Malował akty dorastających dzieci. Pozowali mu nago synowie i córki, co budziło wiele kontrowersji. Czesto była to dla jego dzieci jedyna okazja aby poznać ojca. Pomimo sławy i pieniędzy, które miał, często zostawał bez grosza. Przegrywał w gambling. Do przyjaciela powiedział, że bez długu nie czuje życia.
Najsłynniejszym obrazem, który został sprzedany za życia jest Benefits Supervisor Sleeping z 2005 roku, za bagatela 30 milionów dolarów, zakupiony przez Romana Abramowicza. Zawrotna cena, która została wylicytowana robi z niego najsłynniejszego i najdroższego żyjącego malarza współczesnego.
Leżąca na sofie, naga kobieta, o rubensowskich kształtach - kolejna złamana konwencja współczesnego świata, dotycząca piękna ludzkiego ciała. Lucian dokładnie modeluje każdy detal ciała, każdy najmniejszy cień i światło. Wyszywaną tapisjerę sofy oddaje w najmniejszym detalu, każdy ruch pędzla wskazuje na pastelowe barwy i jej formę. Ciało modelki również uchwycone jest w niezwykłym przedstawieniu, lekko obrócona do widza, w naturalnej, śpiącej pozie, z otwartymi ustami, wspartej na oparciu kanapy. Jak gdyby artysty przy niej nie było. Oglądający również ma takie wrażenie, jak gdyby był sam wraz ze śpiąca postacią. Obraz oddaje realistyczne i subtelne - co ważne w pracach Freuda - wrażenie. Wszystkie z jego obrazów są wyzute z brutalności, czy wulgarności. Akty są ujęte naturalnie.
Do końca swojego życia tworzy. Jest tytanem pracy, często maluje po kilkanaście godzin przez siedem dni w tygodniu. Umiera 20 lipca 2011, w swoim mieszkaniu w Londynie. Otoczony rodziną i przyjaciółmi.