Ukazały się wyniki najnowszego sondażu CBOS dot. sympatii Polaków do innych narodów. W zasadzie nie powinny one nikogo zaskakiwać. Dla nas są potwierdzeniem wciąż aktualnych słów Wrotnowskiego, że „Polakom trzeba mówić o Inflantach (czyli dzisiejszej Łotwie), jako o ziemi nowo odkrytej, o której nawet w salonach literackich Warszawy mają tak niejasne pojęcie, jak o Borneo lub Sumatrze”.
W stosunku do Łotyszy Polacy podzielili się w zasadzie na cztery równe obozy. 24% ich lubi. 29% jest wobec nich obojętna, 22% nie lubi ich, a 25% nie wie co o nich myśleć. Wciąż zatem jest wiele do zrobienia. A mało jest narodów, które zasługują na naszą sympatię tak jak Łotysze właśnie. Jest wiele elementów, które nas łączą. I chodzi nie tylko o interesy polityczno-gospodarcze. Łotwa wciąż pamięta o pomocy, której uzyskała w walce z bolszewizmem, o wyzwoleniu Dyneburga, o ofierze polskich żołnierzy. Pamięta też o powstańcach listopadowych (Emilia Plater) i styczniowych (Leon Plater). Pole do budowania dobrych relacji jest. Niestety gorzej jest z wiedzą, a raczej jej brakiem.
Podobnie wygląda sytuacja z Białorusinami, których lubi tylko 21% Polaków. Medialny przekaz utrwalany przez lata zrobił swoje. A jest to przecież jeden z bardziej życzliwych nam narodów na świecie. Kto był na Białorusi, ten wie...