Na stronie „Obiegu” pojawiła się replika Ewy Chudyby Dlaczego (Piękno = Dobro = Prawda) ≠ faszyzm albo o pomieszaniu pojęć i paradygmatów - polemika z artykułem M. Skiersiego (sic!). Wspomniany artykuł Marcela Skierskiego jest tutaj i sam z kolei jest odpowiedzią na recenzję wystawy Ludwiki Ogorzelec w CSW autorstwa Piotra Polichta, jaka ukazała się w Szumie.
„Marcel Skierski podejmuje bardzo istotny problem, jakim jest deprecjonowanie piękna w obrębie sztuki współczesnej”.
Ja tego tak nie zrozumiałem, moim zdaniem autor odniósł się przede wszystkim do wypowiedzi osoby identyfikującej się ze światopoglądem lewicowym i to nie dlatego, że miał zamiar pisać traktat o istocie Piękna, ale przy okazji recenzji ostatniej wystawy Ludwiki Ogorzelec autorstwa Piotra Polichta w magazynie „Szum”. Autorka pisze, referując punkt widzenia Marcela Skierskiego
„Brzydota zatem chronić ma nas przed totalitaryzmem (czyli, w lewicowej nowomowie: «faszyzmem»), na którego usługach pozostaje piękno.”
Prawie tak, ale nie całkiem. Skierski nigdzie tego nie napisał a taki wniosek jest tylko i wyłącznie interpretacją jego tekstu. Nie jest to jedyny fragment świadczący o bardzo subiektywnym odczytaniu tego co napisał.
„Ze stwierdzenia Marcela Skierskiego: «upieram się [...], że krytyka oświeceniowego racjonalizmu pociągnęła za sobą odrzucenie innych tradycyjnych pojęć» wynika, że «oświeceniowy racjonalizm» uznaje on za bliski filozofii klasycznej (bo tak pozwalam sobie tłumaczyć sformułowanie: «tradycyjne pojęcia»). Nie sposób się z tym zgodzić.”
To jaskrawa nadinterpretacja. Autorka nie dyskutuje ze Skierskim ale ze swoją lekturą jego tekstu. W kolejnej części tekstu kolejna, powiedzmy eufemistycznie, ekstrapolacja.
Czytając „Piękno=faszyzm...” trudno nie odnieść wrażenia, że problem „deprecjonowania piękna” jest w obrębie sztuki problemem całkiem „świeżym”.
Każdy czytelnik pewnie może mieć własne wrażenia, ja na przykład czytając tekst Skierskiego takiego wrażenia nie odniosłem. Zatem znowu wmawia się autorowi coś czego nie napisał.
Ale te wszystkie wcześniejsze opinie przypisane Skierskiemu bez wystarczających podstaw bledną przy najważniejszej:
a może jednak – coś z samym pięknem nie tak, skoro udało się je wprząc na służbę totalitaryzmu? Bo co do tego, że się udało – Marcel Skierski w swoim tekście nie ma żadnych wątpliwości. A ja te wątpliwości mam.
Ja za to nie mam wątpliwości, że tego Marcel Skierski nie napisał nawet między wierszami i jest to ewidentnie przeinaczenie jego intencji. Cała dalsza część to tekst na zupełnie inny temat, któremu wcale nie byłby potrzebny wstęp złożony z subiektywnych odczytań artykułu Marcela Skierskiego. I można się zgadzać z nim zgadzać, lub nie, nie ma to dla meritum żadnego znaczenia. Interesujące jest, że po tych wszystkich wzniosłych rozważaniach autorka ni mniej ni więcej tylko sankcjonuje używanie określenia „faszystowski” w dyskusji na temat sztuki, używając je wymiennie z określeniem totalitarny. Dokładnie o to chodzi przeciwnikom wolności dyskusji. O przeinaczenie historycznego znaczenia tego określenia i uczynienie zeń pałki na wszelkich odstępców. Prawicę w każdej dziedzinie życia (to znaczy wszystkich, którzy nie rokują na przyjęcie jedynej, słusznej ideologii) należy określać jako „faszystów” i w ten sposób eliminować.
Nie wiem też po co autorce był potrzebny nieco drażniący mentorski ton. Czy Skierski tak bardzo ją zdenerwował, że musiała uderzyć w górne C? Może gdyby autorka napisała, że to jeden z możliwych a nie jedyny słuszny sposób odczytania tekstu Skierskiego jej tekst mógłby być bardziej przekonujący? Czytając ma się wrażenie, że uczepiła się nieistotnej kwestii a pominęła sprawę daleko istotniejszą w omawianym tekście, program edukacji społeczeństwa, w którym świadomie, aby przypadkiem nie wychować „faszystów”, rezygnuje się z dążenia do piękna.
P.S.
Jeden wątek autentycznie mnie zainteresował. Autorka pisze:
Józef Tischner jako przykład ponadesteycznego (sic!) sanctum (które powiązać można z pięknem rozumianym jako transcendentale) wskazywał ikonę. Trudno byłoby piękno ikony – chociażby „Trójcy” Rublowa, potraktować jako przykład totalitarnego „piękna”, albo uczynić dla niej kontekstem sztukę niemieckiego totalitaryzmu, która, jak pisze Marcel Skierski, stała się „[...] do dzisiaj odniesieniem dla sztuki operującej klasycznymi wzorcami”
To interesujący problem i… aż boję się go podnosić. Też tak myślałem… aż do pewnego wykładu Barbary Dąb-Kalinowskiej, ale o tym może kiedy indziej.