
Robert Kostro opublikował książkę o swojej pracy w Muzeum Historii Polski. Właśnie zaczyna się spotkanie w Domu Spotkań z Historia w Warszawie.
Spotkanie było ciekawe, chociaż zabrakło mi bardziej dociekliwych rozmówców, bo właściwie najciekawsze rzeczy bohater spotkania mówił sam od siebie, nie pytany. A pytania były dość standardowe, bez szaleństw. Mam wrażenie że prowadzący rozmowę Michał Płociński nie wykorzystał okazji, żeby przycisnąć obu rozmówców (obecny był także drugi autor książki Piotr Zaremba) bardziej i doprowadzić do żywszej wymiany zdań. Może dla niego sprawa budowy Muzeum Historii Polski nie jest już niczym ekscytującym. Dla mnie była bardzo ekscytująca od początku i jest do dziś. Tak jak ekscytująca jest sama historia Polski. Trochę jak węgiel, którego zabraniają nam wydobywać. Mam nadzieję, że muzeum ruszy na całego zanim na historię Polski też zostaną nałożone ograniczenia. A móc organizować własne muzeum od zera, to przygoda którą mało kto ma szansę dziś w Polsce przeżyć. Aż dziwne, że to za bardzo nikogo nie interesuje. Rozmowa często schodziła na kwestie różnych wizji historii Polski prezentowanych przez różne strony politycznego sporu w Polsce tak jakby to było najistotniejszą kwestią związaną z MHP. Polityka, która obchodziła się dość łagodnie z zespołem tworzacym muzeum, w końcu walnęła pięścią i odwołała dyrektora Roberta Kostro ze stanowiska, które zajmował od początku tej instytucji. Było to o tyle zadziwiające, że stanowiło jasny sygnał. Żadni "państwowcy", którzy nie wiążą się politycznie nas nie insteresują. Musimy mieć wszędzie swoich ludzi. Skutki takiego podejścia są destrukcyjne nie tylko dlatego, że pozbawia się instytucje ludzi, którzy potrafią je obsługiwać, ale jeszcze bardziej dlatego, że nikt kto trafił na ich miejsce nie będzie na serio planował działań na więcej niż rok czy dwa do przodu, Przy wielkich organizacjach taki horyzont czasowy jest za krótki do jakichkolwiek sensownych projektów. Nie będziemy mieli nie tylko CPK, ale także setek innych rzeczy, do których wykonania trzeba kilku czy kilkunastu lat.