Źródło obrazka - https://greendoctor.pl/blog/podrozowanie-z-medyczna-marihuana-co-trzeba-wiedziec/
Ministerstwo Zdrowia zablokowało dostęp m.in. do medycznej marihuany. Z racji, że w tym temacie jest mnóstwo fejków, postanowiłem się wypowiedzieć. Zacznę od prawdopodobnie największego kłamstwa, czy raczej pół-prawdy - miażdżąca większość "klientów prywatnych klinik" kupuje medyczną M. na problemy ze snem i w celach relaksacyjnych. To jest akurat prawda, ale dlaczego tak robią? Bo w wielu krajach policja albo ma do tego lżejsze podejście albo trawa jest już od dawna zalegalizowana. W Polsce ciągle nie mamy zachodnich standardów, tylko niczym Rosjanie, nasza policja woli nasrać komuś w papiery. Nie każdy lubi alkohol, a płynny narkotyk jest bardziej szkodliwy od wziewnego (nie, nie mówię tutaj że palenie nie wiąże się z żadnymi konsekwencjami). Poza tym ludzie i tak będą palić, tak samo jak będziemy pić i robić inne, szkodliwe rzeczy. Jakkolwiek nie krytykować rynku i rekreacyjnych palaczy, tak jest on w znacznie lepszym miejscu niż dzień przed podpisaniem ustawy przez Kaczafiego.
Politycy nie zakazują MM dlatego, że szkodzi lub przestraszyli się fentanylu. Gdyby chodziło tylko o strach, w pierwszej chwili zbanowaliby ciężkie narkotyki jak Benzo, to się nie stało, więc jeśli ktoś twierdzi inaczej - mija się z prawdą. Powiecie "ok, no to jest wina tych, co się nadmiernie chwalą paleniem" - z tym już prędzej mogę się zgodzić, ale nadal, to wina państwa, nie ludzi. Skoro dorosły człowiek może się urżnąć wódą, to powinien mieć takie samo prawo urżnąć się i zeżreć całą zawartość lodówki.
Powód jest inny - pieniądze. Niemcy rozkręcają biznes związany z marihuaną i chcą sobie ułatwić robotę. Przede wszystkim, ograniczyć konkurencję. Fakt, dużo MM kupujemy od Niemieckich producentów lub pośredników, ale korzystniej dla nich wyjdzie tymczasowa strata, przy odzyskaniu pieniędzy z nawiązką później. Jak ktoś powie, że kłamię, to jest to powszechna Niemiecka taktyka, którą stosowali w każdym kraju w Europie. W Polsce robił to Lidl, Cukrownie (dumpingowanie cen) i nie tylko. Gdy już dojechali konkurencję, przywracali stare ceny i zalewali rynek. Drugim podejrzanym jest polski przemysł spirytusowy. Przypominam, że to najprawdopodobniej oni dali łapówę Kwaśniewskiemu, by wprowadził przepisy karzące miłośników trawki. Popularność MM rośnie, nie ma po niej kaca, można normalnie żyć, więc producenci alkoholu tracą pieniądze.
Nie byłoby to problemem, gdyby nie średniowieczna mentalność wielu lekarzy rodzinnych (teraz to oni mogą wypisać recepty, w zasadzie to od zawsze mogli, ale większość wolała zapłacić tę 100, czy 150 zł niż tłumaczyć się z tego, że nie jest się wielbłądem). Do pewnego stopnia ich rozumiem, ale z drugiej strony wkurza mnie ich ignorancja. Niektórzy ludzie mają problemy z uśnięciem, koncentracją i motywacją, a MM na to pomaga. O bólach których nie da się wyjaśnić nie wspominając. Ja np. od dziecka cierpię na ból kolan. Przez całe życie słyszałem, że kłamię i na pewno udaję, a niedawno temu (jakieś 2 lata temu), spotkałem się w krótkim czasie z 2 facetami, którzy cierpią na dokładnie to samo. Czasem zdarza się normalny lekarz, ale niestety nadal jest zbyt wielu niedouczonych lub zacietrzewionych. Żeby nie było, akurat w ich przypadku rozumiem wątpliwość wobec wydawania recept na "bezsenność i zły humor", ale z drugiej strony, to naprawdę pomaga wielu. Niektórzy muszą zażywać alkohol albo brać kilka / garść leków nasennych. Co prawda są bardzo silne tabletki nasenne, ale brałem kilka różnych i tylko jedne były bardzo skuteczne. Ktokolwiek z Was miał problem z zaśnięciem, ten wie jak bardzo to ryje banię. Ale kij z nami, jakoś sobie poradzimy. Co mają powiedzieć ludzie bardzo chorzy i zależni od innych? Im marihuana pomagała, a teraz dzięki Uśmiechniętej Polsce będą mieli znacznie trudniej, tak samo jak ludzie opiekujący się nimi. No ale jak to mówi lewica i zwolennicy Tuska - UŚMIECHNIJ SIĘ! Najważniejsze, że znowu jesteśmy Europejczykami, a nie pisowcami! Ktokolwiek odczuł różnicę? Bo ja znowu nie.
W moim przypadku nie jest to problemem, ale mnóstwo pacjentów mieszka na wsiach zabitymi dechami i każdy wyjazd to dla nich planowanie podróży. Ceny wszystkiego rosną, benzyny też. Nie dość, że będę musieli więcej płacić za wizytę (oraz dłużej czekać + na dłużej zorganizować sobie transport + częściej). Już "z grzeczności" pomijam kwestię samego bólu oraz to, że inne leki dużo gorzej działają. No i psują wątrobę oraz są jeszcze droższe i odbierają smak życia. Pragnę też zwrócić uwagę na to, że tego typu problemy są normalnie rozpoznane i badane przez współczesną medycynę i zwykły lekarz nie jest w stanie ocenić stanu zdrowia pacjenta, więc w tym przypadku jest tak samo wartościowy, co teleporada. A tak chociaż mniej boli, poprawia humor, no i je się przyjemniej. Sami lekarze to potwierdzają i będąc szczerym, nie znalazłem ani jednej mocno-chwalącej oceny tej decyzji. Dominowała większa lub mniejsza krytyka oraz słuszne wypominanie reakcyjności, zamiast dokładnego przemyślenia przepisów. Zmiany wejdą w życie w przyszłym tygodniu.
Szkoda. Tym bardziej, że uwalamy całką fajną gałąź, a tym samym dajemy 2137 sygnał dla zagranicznych inwestorów "Polska to kraj z kartonu, sprowadź tutaj swój biznes, uwalimy go".