Dlaczego? Sto odpowiedzi na pytanie, które sprowadza się w zasadzie do jednej. Książka przegrywa z dzisiejszym światem. Książka dla dziecka to anachronizm. Chciałoby się krzyczeć: „Ratunku, pomóżcie!” Co zrobić by dziecko rozpoczęło przygodę z czytaniem? W którym momencie popełniamy ten zasadniczy błąd? Czy mamy czas by go jeszcze naprawić? Być może to walka z wiatrakami, a nasze starania i tak zweryfikuje otaczający nas świat, ale przecież to nie jest świat bez książek.
Książki są wszędzie, stoją obok nas, przechodzimy obok bibliotek, mijamy witryny księgarni, kuszą nas telewizyjne reklamy książek, chociaż na tle innych produktów blado wypadają. Dziecko na co dzień obcuje z książką, ale ma ją tylko w zasięgu wzroku, nic nie zmusi go do sięgnięcia po nią, oderwania się choćby na chwile od rzeczywistości i przeniesienia się w świat innej przygody. Moje początkowe łagodne potraktowanie tematu komiksy i bajki czytane na dobranoc przynosiły efekty, ale te starania coraz trudniej przedzierały się przez ruchome obrazy. Zaczynały przegrywać. Wirtualna rzeczywistość zrobiła swoje, zabiła ostatnie okruchy nadziei na odkrywanie świata książek. Żeby być dobrze zrozumianym nie chodzi o pożeranie książek jedna za drugą, ale obcowanie z nimi, czytanie nie na siłę, ale dla przyjemności, zainteresowanie dziecka światem niepodanym jak na dłoni przez obecne na stałe w naszym życiu telepatrzydło wspomaganym przez wujka Google, ale zmuszenie tej małej jeszcze niedoskonałej wyobraźni do pracy i rozmowy o tym co przeczytał i co o tym sądzi. Nie byłbym sobą, gdybym nie napisał, że dla mnie to była również wspaniała zabawa, przygoda w formie retrospekcji, déjà vu, ponownego dotarcia do książek mojego dzieciństwa, ale już przy wylądowaniu Robinsona Crusoe na bezludnej wyspie moja przygoda powrotu do przeszłości spaliła na panewce. Nawet obecny repertuar z Harrym Potterem na czele nie podziałał na wyobraźnie mojego małego wojownika i nie zachęcił go do czytania. Jednym słowem poniosłem klęskę. To moja bardzo osobista klęska, oczywiście nie jestem bez winy, być może wykazałem za mało determinacji, może zabrałem się za to za późno, może winę ponosi zły repertuar jaki dobierałem. Na szarym końcu jako winnego tego zaniechania czytania stawiałbym szkołę, w szerokim słowa tego znaczeniu. Nie skupiałbym się absolutnie na pedagogach, daleki jestem od prawieniu morałów o czymś na czym kompletnie się nie znam, ale frekwencja w szkolnych bibliotekach daje wiele do myślenia. Niejednokrotnie dla małego człowieka nauczyciel to wielki autorytet, jak dziś pamiętam jak nasza pani zachęcała i opowiadała ile radości niesie za sobą czytanie. Wiem, nie możemy porównywać tamtych czasów. Dziś każde dziesięciolecie niesie ze sobą nowe wyzwania, ale czy musimy im się aż tak biernie poddawać, a przy tym nasze dzieci. Pamiętam jak przy śniadaniu, czy jakiejkolwiek konsumpcji czytało się książkę lub gazetę, dzisiaj zwłaszcza dzieci jedzą posiłki przy załączonych tabletach i komórkach. Czy nazwanie tego zjawiska duchem czasu to nie lekka przesada?
Światełko w tunelu, czy słomiany ogień?
Lektura „Magiczny ogień. Olbrzym”. Pojawił się problem, bo należało ją przeczytać, skłamałbym gdybym nie powiedział, że lektura przypadła dziecku do gustu. Ze streszczeniem było gorzej, z opracowaniem pewnych wątków też nie było łatwo. Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy po zajęciach szkolnych mały zaciągnął mnie siłą do biblioteki miejskiej po następny tom. Ujrzałem upragnione od dawna światełko w tunelu. Pomyślałem lody przełamane. Odwilż nie trwała długo, książkę zamroziło na biurku, a ja musiałem nieprzeczytany tom po miesiącu odnieś do biblioteki. Słomiany ogień zgasł, a rozczarowanie było jeszcze większe, gdy pani w bibliotece utwierdziła mnie, że toczy się nierówna walka literatury z wirtualną rzeczywistością, w której książka nie ma szans i przegrywa na wszystkich frontach. Toczy się bój, a stojące pośrodku dziecko wybiera kolorowy wizualny świat, zamiast ten archaiczny, wypełniony czarnym drukiem.
Czy mam zatem wywiesić białą flagę? Sięgnąć po drastyczne środki? Odpuścić? Zostawić dziecko na pastwę nowych technologii? Walka trwa, a ja cały czas przegrywam, aczkolwiek nie składam broni. Choć szczerze mówiąc brak mi pomysłów. Pytając rodziców o ich pociechy utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że dla młodego człowieka liczy się tylko dziś wirtualny świat. Rozmawiając z polonistką co robić, jak ratować tę młodą duszę dla księgarskiego świata, uzyskałem odpowiedź: „Jak dziecko nie czyta, to nie będzie czytało i nic nie zrobisz”. Może zbytnio demonizuję problem, w zasadzie to nie choroba, bo bez czytania książek da się żyć, ale jakoś dziwnie się czuję idąc do biblioteki i zamiast dzieci między regałami widzę je siedzące przed ekranami komputerów i tylko wielkość monitora ogranicza to, żeby wirtualna rzeczywistość nie połknęła ich w całości. Na polu boju pozostałem sam być może moja determinacja i czas pozwolą mi coś jeszcze zmienić.
Zdjęcia pochodzą z:
https://pixabay.com/pl/dziecko-zwierz%C4%99ta-dzieci-gra%C4%87-1244531/
https://pixabay.com/pl/student%C3%B3w-komputer-m%C5%82ody-ch%C5%82opak-99506/