Wczorajsza i dzisiejsza burza sprawiły, że zadałem sobie pytanie. Czy byłbym wstanie przeżyć tydzień bez prądu? Najgorsze jest to, że chyba nie byłoby to takie łatwe...
Mówiąc przeżyć bez prądu nie mam na myśli jakichś globalnych problemów typu, awarie systemów bankowych, kolizje drogowe, wstrzymane lotniska itp. Mówię o zwykłym braku prądu w domu. W trakcie burzy zawsze wyłączam sprzęty z gniazdka. Z przezorności. Nie mam wtedy dostępu do tv, wifi, komputera. Niepozorne rzeczy, a tak trudno bez nich żyć.
Pamiętam jak rok temu w kwietniu spadły ogromne ilości śniegu i nie mieliśmy prądu przez 12 godzin. Gdyby nie pakiet internetowy byłoby dziwnie...Nie wiedziałbym nawet co się dzieje, gdzie się dzieje, jak duże są awarie i zniszczenia.
Przyznam, że nawet raz czy dwa, mimo tego, że oszczędzałem baterię w telefonie z ciekawości wszedłem na facebooka. A było to tylko 12 godzin bez wifi! Teraz wyobraźmy sobie co by się działo, gdyby w całym województwie zabrakło prądu na tydzień czy dwa i nie moglibyśmy pojechać podładować telefonu do teściowej czy znajomych. Wielu ludzi nie potrafi przeżyć kilku godzin bez telefonu, a co dopiero taki czas. I piszę to jako osoba, która ma hobby do którego nie potrzeba telefonu. Mówię o grach planszowych i czytaniu książek. Ale bez komórki i tak czułbym się jakoś dziwnie... Nie chcę sobie nawet wyobrażać, gdyby taka "awaria" miała miejsce np. w trakcie Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Chyba bym oszalał...
Wiem, że trochę spłyciłem swoje rozważania, że są sposoby aby temu zaradzić. Chciałem jednak zauważyć, że dzisiejszych czasach chyba dla większości młodych, myślę o przedziale wiekowym 6-40, głównym problemem mogłoby być właśnie to co opisałem najwyżej. Widzę to po sobie. Trochę smutne...