Moje skarby morza pokazałam już każdemu, kilka nawet przepadło mi gdzieś w trawie w ogrodzie lub między kostką brukową. Za każdym razem wszystkie kamyczki, szkiełka, bursztynki i muszelki wyciągałam z mocno styranego opakowania po suplemencie diety. Jak można nazywać coś skarbem i trzymać to w takim miejscu? Wstyd!
Zastanawiałam się co mogę z nimi zrobić... czy może okleić ramkę, czy wrzucić do słoiczka. Padło jednak na małe plastikowe buteleczki. To co zmajstrowałam wygląda podobnie do tego co można kupić na większości taszy nad morzem. Jednak moje jest lepsze. Sama znalazłam te skarbki, sama je zbierałam jak i sama wsadziłam je do buteleczek. Mimo, że buteleczki nie wyglądają idealnie a bursztyny w nich zawarte niekoniecznie są bursztynami to na prawdę mają dla mnie dużą wartość.
Aby wykonać moje buteleczki oczywiście potrzebowałam buteleczek. Mam w domu kilka takich małych z jakimiś alkoholami, ale nie miałam ochoty ich pić, a zgrzeszyła bym wylewając. Na szczęście posiadałam również jeszcze mniejsze niż te od alkoholi buteleczki z olejem, które były dołączane w dodatku do papryczek na grilla. Mniejsze były bardziej urocze, poza tym tłuszczu nie było szkoda wylewać, więc padło na nie.
Olej wylałam, buteleczki dokładnie wymyłam, wsypałam skarbki... okazało się, że nie wszystko mieści się w takie małe szyjki - szok! Dlatego obie buteleczki nie są wypełnione do końca. Wsypałam w nie te najmniejsze szkiełka, bursztynki i kamienie a reszta? Też coś wymyśliłam!
Po zakończeniu wypełniania buteleczek, wepchnęłam do nich jeszcze kawałeczki brzozowych gałązek (uwielbiam brzozowe gałązki, pasują mi do wszystkiego :P) szyjki butelek obwiązałam takim fajnym, naturalnie wyglądającym sznureczkiem oraz dodałam do nich zawieszki.
Mówcie co chcecie, dla mnie są przepiękne! <3
Szkiełkowo - kamienne dzwoneczki
Szkiełka wypolerowane przez piasek są moimi ulubionymi morskimi skarbami, nie zmieściły się do buteleczek ale na pewno nie chciała bym chować ich w jakieś ciemne miejsce a już tym bardziej na pewno nie chciała bym by trafiły znów do opakowania po tabletkach.
Znowu zabrałam się do pracy...
Poszczególne szkiełka i kamienie wiązałam sznurkiem tak by utworzyć z nich łańcuch. Wiązałam je na różne sposoby, by zachować pewną nieregularność. Wypadało by kapnąć klejem na supełki, gdyż wtedy szkiełka i kamienie były by bardziej bezpieczne. Ja kleju nie mogłam znaleźć w moim artystycznym nieładzie w szopce, ale na pewno będę pamiętać by go kupić.
Sznur bardzo mi się podobał, nie do końca jednak miałam pojęcie co z nim zrobić... Myślałam, myślałam i wymyśliłam:
Tu znowu przydał mi się brzozowy patyczek i mój ulubiony sznurek.
Jestem zadowolona z moich ozdób. Po wykonaniu ich zorientowałam się, że zostały mi same muszelki, które mi się nie podobają. Wśród muszelek jeden wyjątkowy dla mnie kamień. Nie zmieścił się ani do buteleczki, ani nie nadawał się by go związać. Na pewno jednak nie wrzucę go do pudełka po tabletkach ani w inne miejsce gdzie bym mogła o nim zapomnieć. Teraz pokażę Wam go oraz kilka innych kamieni z bliska.
Bardzo dużo bólu i wysiłku kosztowało mnie powyciąganie z morza tych wszystkich kamieni, bursztynów i szkiełek. Szczególnie ostatniego dnia naszego wyjazdu bardzo skupiłam się na tym by zebrać coś wyjątkowo pięknego, plecy bolały mnie niemiłosiernie, po pierwsze dlatego, że zdążyły się już spalić i zbliżała się już wylinka, po drugie dlatego, że schylałam się co chwile.
Chyba dopadła mnie jakaś mania zbierania... jeszcze przez kilka dni po powrocie do domu schylałam się na ulicy widząc szkło... Szybko się prostowałam i szłam dalej, ale sama nie mogę powstrzymać się od śmiechu jak sobie to przypomne :)