Żyjemy w XXI wieku , w którym ataki ze strony terrorystów stały się normalnością dnia codziennego. Gwałty, strzelaniny, ataki nożowników w wielkich europejskich i poza europejskich miastach stały się tak powszechne, że przestaje już nas to dziwić. Kwestią czasu jest, kiedy wydarzy się kolejna rzeź.
Co zrobiliśmy źle? Gdzie skręcił ówczesny świat? I dlaczego nikt z tym nic nie robi?
Odezwą się zapewne głosy ludzi, że przecież rządy walczą z terroryzmem, że wszystko jest pod kontrolą. Otóż nic nie jest pod kontrolą, nawet w najmniejszym stopniu. Europejskie “lewe” rządy pozwoliły, by fala biednych uchodźców zalała świat i siała spustoszenie. Ale przecież wszystko jest ok, przecież powinniśmy im pomagać.
Rzeczą niepojętą dla mnie jest sytuacja, gdy silni młodzi mężczyźni masowo opuszczają tak łatwo swój kraj w popłochu, zamiast walczyć o swoją ojczyznę, jak robili to nasi przodkowie i przodkowie innych wolnych już państw. Dlaczego polityka światowa pozwoliła na coś takiego, zamiast pomóc im zwalczyć zagrożenie ze strony radykałów, wpuścili ich z otwartymi ramionami w nasze skromne progi? Czy nikt nie wpadł na pomysł, że wraz z biednymi uciekającymi ludźmi mogą przedostawać się bez kontroli do innych państw terroryści? Ale przecież wszystko jest w porządku.
Całe szczęście, że w Polsce nie mamy takiego problemu z atakami obłąkanych religią i wypaczonymi poglądami radykałami. Mógłbym nawet śmiało stwierdzić, że po jakimś poważniejszym incydencie rozpoczęłyby się masowe lincze na ludności “przypominającej” terrorystów, tak jak miało to miejsce przed paroma laty podczas sylwestrowego zabójstwa młodego ełczanina.
Dla kontrastu postawmy sobie np. kolebkę europy - Francję. Co wyszło z ich pomocy dla biednych uchodźców? Niebawem rodowici francuzi będą stanowili mniejszość narodową, o ile już tak nie jest. Państw podobnych do Francji jest więcej i nikt nie potrafi nic z tym zrobić. Słyszeliśmy o ogromnej ilości napaści na rodowitych obywatelach tych państw, ale należy zadać pytanie: o ilu nie wiemy, i nigdy się nie dowiemy?
Co musi się jeszcze wydarzyć, by rządy wprowadziły politykę silnej i nieugiętej ręki w stosunku tych wszystkich biednych uchodźców? Ile istnień musi zostać unicestwionych, ile kobiet musi zostać zhańbionych przez te zwierzęta wypuszczone z dziczy? Czy nie należałoby wbrew wszystkiemu odesłać wszystkich do ich “świętego kraju” bez względu na sprzeciwy lewackich warstw w imię bezpieczeństwa?
Nie szerzę tu mowy nienawiści i wiem, że mój tekst nie zmieni nic w tej materii, ale cierpliwość ma swoje granice. Jeśli prawowici obywatele danych państw nie mogą czuć się bezpiecznie we własnych krajach, o czym to świadczy?
Kiedy granice cierpliwości rządów zostaną przekroczone? Kiedy ktoś w końcu się za to weźmie?
Świat trawi rak w postaci terroryzmu. Jeśli nic z tym nie zrobimy, czeka nas zagłada.
(źródło obrazu: pixabay.com)