Hejka, to znowu ja. Dzisiaj podzielę się z Wami swoją opinią na temat drugiej części sagi "The Hunger Games" pióra Suzanne Collins.
Ostatnio napisałam swoich kilka słów na temat pierwszej części, więc dzisiaj omówimy sobie część kolejną. Jak już wspomniałam we wcześniejszym poście druga część wypadła bardzo średnio w porównaniu do pierwszej, a kolejne będą jeszcze gorsze, lecz o tym napiszę inny post.
Zacznijmy może od tego, dlaczego owa część wypadła tak słabo. Akcja rozwija się jeszcze wolniej niż w poprzedniej części, mianowicie połowa filmu to nudne przygotowania, które zostały pokazane ostatnim razem, więc widz (taki jak ja) irytuje się, że chwilowo nie ma nic nowego. Same igrzyska, na które większość osób czekała trwały krótko i się nie zakończyły (strasznie mnie to zdenerwowało, ponieważ chciałam wiedzieć kto by wygrał tą przerażającą rywalizację z okazji ćwierćwiecza.
Rozumiem, że taką fabułę wymyśliła autorka książki, lecz dla mnie to nie jest dobre zakończenie książki, więc tym bardziej film mi nie przypadł do gustu.
Zawiodłam się na Katniss, ponieważ uderza na dwa fronty do Peety i do Gale'a. Łatwo można się pogubić kogo tak naprawdę kocha (w książce można jeszcze załapać, ponieważ pisana jest z perspektywy głównej bohaterki, lecz ten kto oglądał tylko film nie czytając wcześniej owego tomu może mieć mętlik w głowie).
Czytając opinie internautów na temat ekranizacji spotkałam się z liczną grupą osób, które były zawiedzione z jakości filmu oraz gry aktorskiej. Spostrzegłam również niezwykle trafne stwierdzenie, z którym zgadzam w 100%, mianowicie : "wręcz „plastikowe” wprowadzanie do sedna filmu." Pewnie dużo osób zgodzi si z tym stwierdzeniem, ponieważ można zauważyć, że niektóre sceny są wprowadzane na siłę lub wyglądają bardzo sztucznie.
Jest jeszcze jeden wątek, na który nigdy nie umiem odpowiedzieć, czyli jak to możliwe, że strzały nie ubywają z kołczanu, pomimo, że główna bohaterka cały czas ich używa i logiczne jest to, że po jakimś czasie powinny się skończyć?... pewnie nigdy nie uzyskam na to odpowiedzi.
Po dłuższej krytyce czas przejść do plusów filmu, niewielu, lecz kilka się znajdzie.
Podoba mi się wątek nowej areny, niby zawsze jest inna przestrzeń do wykorzystania przez trybutów, jednak ta plansza jest inna, ponieważ jest sama w sobie zagadką. Jednak tutaj też doszukałam się czegoś co jest po prostu tak głupie, że aż śmieszne. W każdym klinie jest inna przeszkoda np. zabójcza, trująca mgła, deszcz z krwi lub powódź, natomiast w jednym są małpy... czy tylko dla mnie to jest po prostu śmieszne? Kobieta ze spiłowanymi zębami, żeby rozrywać ludziom gardła lub ogromny facet z jakimś toporem to są prawdziwe przeszkody, a te małpy, myślałam, że popłaczę się ze śmiechu ;)
Mam sceptyczne nastawienie do tego filmu, lecz jeśli ktoś jest fanem to zapraszam do obejrzenia, jednak jeśli komuś nie przypadła do gustu pierwsza część to stanowczo odradzam oglądanie drugiej, ponieważ możecie się głęboko zawieść.
Dziękuję za przeczytanie mojej opinii i jeśli chcecie zachęcam do wyrażania własnej w komentarzach.
Chętnie przeczytam. Zapraszam również do mojego poprzedniego postu, w którym zawarłam swoje zdanie na temat ekranizacji pierwszej części. W niedługim czasie możecie się spodziewać postu na temat następnej części ekranizacji "Igrzysk Śmierci", więc polecam obserwować. :)