Siema Steemit :)
Nie wiem czy ja mam tylko takie szczęście, czy to już się stało normą, że informatyków trzeba się "łaskawie prosić" żeby przyszli i cokolwiek zrobili?
Tydzień temu udało nam się wreszcie doprosić wspomnianych wyżej "specjalistów" by wymienili w naszej firmie serwer (nie muszę chyba pisać, co to oznacza dla księgowego). Wymagał on wymiany, ponieważ bazował na systemie Windows Server 2003. Niektóre programy, na których pracujemy wkrótce przestały by działać, ponieważ wkrótce wygasa wsparcie dla tego systemu. Zapadała więc decyzja o wymianie głównego serwera, razem z oprogramowaniem i siecią lokalną.
Wszystko ustalone i umówione na konkretną datę i godzinę, więc każdy w naszej firmie rozplanował sobie pracę tak żeby wszystko się zgrało. Oczywiście byłoby zbyt pięknie gdyby wszystko poszło zgodnie z planem. Wieczorem na dzień przed zaplanowaną wymianą serwera, zadzwoniliśmy do informatyków żeby się upewnić, że na pewno jutro się pojawią, no niestety... Coś im wypadło i wymiana musi się opóźnić o 2-3 dni. Przyszli po tygodniu...
Przyszli we trzech i mówią, spokojnie uwiną się w ciągu weekendu. Zaczęli w piątek rano i na poniedziałek wszystko będzie gotowe i ustawione. Okazało się że w poniedziałek oni dopiero korytka na okablowanie przykręcali do ścian. Uspakajają że już wszystko mają ustawione tylko zostanie podłączyć wszystkie komputery do sieci i będziemy mogli normalnie pracować. I co? I podłączyli wszystkie komputery i się wszystkie ich ustawienia "rozpieprzyły". W sieci nie było widać drukarek, nie skonfigurowane też było połączenie z internetem. Bazy danych naszych programów nie do końca się skopiowały czy skonwertowały.
Dziś jest środa wieczór, a ja w dalszym ciągu nie mam możliwości normalnie pracować. Nie wiem czy z wszystkimi informatykami tak jest, że są niesłowni czy tylko ja z takimi mam styczność?