Ponieważ nic tak nie cieszy jak krzywda bliźniego, chcąc osłodzić Wam nadchodzący poniedziałek opisuję historię, która zdarzyła mi się dwie zmywarki temu. Obecnie goszczę już trzecią, dwie pozostałe odmówiły posługi i odeszły do krainy wiecznie brudnych naczyń. Wśród moich znajomych są prawdziwi fani tej opowieści. Niektórzy nawet twierdzą, że powinnam ją co roku odgrywać, odtwarzać jak Bitwę pod Grunwaldem ku uciesze społeczeństwa. Cóż, pobawcie się i Wy…
Niedziela, godzina 23.18 Włączam zmywarkę, by jej łagodny szum ukołysał mnie do snu.
23.25 Na chwilkę wchodzę do kuchni… bosą stopą ląduję w ciepłej (i mokrej)) kałuży. Spod mebli leci woda!
23.30 i 3 sekundy Piskiem (i paroma ciepłymi słowami) wzywam Męża do walki z żywiołem.
23.30 i 9 sekund Mąż przybywa z odsieczą, ścierką, starym t-shirtem, trzema ręcznikami i poszewką na kołdrę.
23.32 Wspólnie lokalizujemy cieknący pod odpływem zlewu wężyk, który odprowadza brudną wodę z uruchomionej zmywarki. Błyskawicznie podstawiamy miskę i podejmujemy kroki ratowania mienia naszego oraz wszystkich sąsiadów z dołu.
23.35 – 0.40 W amoku, sapiąc, ziejąc, mokra i rozczochrana, z odwłokiem jedynie wystającym ze zmywarkowej otchłani - KUBECZKIEM systematycznie, z mozołem wychlupuję do zlewu porcje wody ze zmywarki, żeby ją szybciej opróżnić. Woda ścieka do podstawionej pod odpływem miski z różnym natężeniem. Raz kapie, raz pluszcze, ale ciągle leci! Co wycieknie do miski - wylewam do zlewu. Po niemal godzinie podstawiania naczyń, wylewania ich zawartości, wychlupywania kubeczkiem… z rozpaczą stwierdzamy, że w zmywarce już pusto, a woda dalej spod zlewu CIECZE!
0.41 Mąż w przebłysku i załamaniu rzuca: TYYY, A MOŻE TO ODPŁYW ZLEWU PRZECIEKA???
0.42 Po poddaniu tego pomysłu analizie i oględzinom oraz po przeprowadzeniu doświadczenia (tak, wlałam znów wodę do zlewu i łapałam ją miską) okazuje się, że TAK! Przecieka rurka odprowadzająca wodę TAK W OGÓLE od zlewu, a zmywarka tylko tę awarię spowodowała. Dalej zaś uczestniczył w niej WYŁĄCZNIE odpływ zlewu (do którego, przypomnę WYLEWAŁAM całą wodę ze zmywarki, oraz nieświadomie Z POWROTEM to, co wyciekło spod rurek). I znów, i znów PRZEZ GODZINĘ! Stworzyliśmy wodne perpetuum mobile, w wodnego Syzyfa bawiliśmy się wieczorową porą, zasilając kolejnymi miskami, kubeczkami przeciekający odpływ. A wody ubywało z tego układu zamkniętego tylko tyle ile przypadkiem rozlało nam się na podłogę, meble i wsiąkło w szmatki…!
1.20 Umoczona, umęczona, wściekła, zziajana, zgrzana siedzę na podłodze w kuchni doprowadzając ją do użytku po kataklizmie. W myślach modlę się o mocny sen sąsiadów, grube, nieprzemakalne mury i wysoką stawkę naszego OC... W progu pojawia się Mąż. Widząc mój stan, miłym gestem podstawia mi pod nos butelkę i z życzliwym zainteresowaniem pyta:
- Wody?
Kurtyna!