Hej! Hej! Nazywam się Ola i obecnie mój wiek można określić na pełne 24 obroty Ziemi wokół słońca. Pomimo tego, że pochodzę z małej mieściny, aktualnie wyszło tak, że od kilku lat szwendam się po całej Polsce. Poza tym mam królika o imieniu Malfuiron (na cześć mojej ulubionej gry, czyli World of Warcraft, ewentualnie Hearthstone).
Nie, żeby ta wiedza była komukolwiek do czegoś potrzebna. Ważniejsze do powiedzenia jest tutaj to, że już od najmłodszych lat lubiłam sobie coś dłubać ołówkiem, długopisem, czy kredką po różnych kartkach, zeszytach i nie chodzi mi wcale o pisanie poematów, ale o rysowanie i to wcale nie penisów w zeszycie należącym do kolegi czy koleżanki ze szkolnych lat. W sumie to wolałam im jakiegoś leniwca czy lamę nabazgrać, niż oklepany już do granic możliwości pewien męski narząd rozrodczy.
Rysowanie jest moim lekiem na rozładowanie stresu, zabicie czasu i pomaga mi lepiej skupić się na słuchaczu. Pomimo, że nigdy nie wiązałam swojej przyszłości z rysowaniem to zawsze do niego wracałam. Czy to w pracy, gdy nie było klientów to w jakimś starym zeszycie długopisem mazałam jakieś postacie w śmiesznych scenkach, czy to na wykładach, gdzie prowadzący strasznie przynudza i gdyby nie moje zajęcie pewnie bym smacznie spała na ławce. Wynikiem tego często są popisane zeszyty, gdzie notatki zajmują jedną połowę, a bazgroły drugą – ale przynajmniej znajomi mają poprawiony humor, kiedy chcą moje wypociny ode mnie pożyczyć.
Jedno z moich najnowszych dzieł
Moją drugą pasją jest oglądanie anime i czytanie mang. Jako, że realistyczne rysowanie jakoś mi nie wychodziło postanowiłam połączyć moje dwie skłonności i zaczęłam uczyć się rysowania postaci z anime, lub postaci z gier przedstawione w stylu anime. Oczywiście nauka nadal trwa, jeszcze mistrzem nie jestem. JESZCZE! :D. Ale tak czy siak, jak to mówił słynny chiński mędrzec „Pierwsze baby za płoty, kotom lżej”, czy jakoś tak, rysuję, próbuję i rysuje. Przecież do zostania mistrzem trzeba praktyki i czasu.
Przechodząc do rzeczy, chcę pokazywać Wam moje obrazki. Zarówno te, które wyszły w miarę dobrze, jak i te gorsze. Czasami po to, żeby połechtać sobie ego, ale liczą się dla mnie również słowa krytyki. Oczywiście konstruktywnej ;)
Pozdrawiam cieplutko :*