Abbas Araqczi po szybkiej, drugiej wizycie w Pakistanie przybył dziś do Rosji. Ma spotkać się z Władimirem Putinem i omówić propozycje dotyczące trwałego zakończenia wojny. Wczorajsze rozmowy w Omanie miały z kolei dotyczyć głównie sytuacji w cieśninie Ormuz.
Wśród wielu różnych rozmów na żywo i telefonicznych jakie Araqczi ostatnio odbywał znalazła się też rozmowa telefoniczna z ministrem spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej. Araqczi przekazał saudyjskiemu ministrowi irański punkt widzenia na temat wojny z USA i Izraelem i zaznaczył, że Teheran "prowadzi szereg działań mających na celu zmniejszenie napięć i trwałe zakończenie konfliktu".
Reza Pahlawi krytycznie wypowiedział się na temat europejskich rządów i dziennikarzy, którzy zignorowały jego wizytę w kilku krajach Unii Europejskiej. W filmiku umieszczonym na X powiedział:
"Spędziłem kilka ostatnich tygodni podróżując po Europie, przemawiając do członków parlamentów, rządów i mediów. Moja wizyta miała jeden cel: być głosem milionów Irańczyków, przetrzymywanych jako zakładników przez Republikę Islamską, jej terror i blokadę internetu. Milionów Irańczyków, którzy zostali uciszeni. Ale teraz z całą pewnością mogę powiedzieć, że to uciszanie i ta cenzura nie odbywa się tylko rękoma irańskiego reżimu, ale również przez międzynarodowe - w szczególności europejskie - media. Chcę więc przemówić bezpośrednio do Europejczyków. W ciągu ostatnich dwóch tygodni miałem dwie konferencje prasowe, jedną w Sztokholmie i jedną w Berlinie. Było na nich ponad 150 dziennikarzy. Spędziliśmy razem ponad dwie godziny. I w ciągu tych dwóch godzin, żaden ze 150 dziennikarzy nie zadał mi pytania o 40 000 Irańczyków zamordowanych na ulicach mojego kraju 8 i 9 stycznia. Żaden ze 150 dziennikarzy nie zapytał mnie o 90 więźniów politycznych straconych w ostatnich dwóch tygodniach. Kiedy powiedziałem im, że obecnie 20 więźniów politycznych jest skazanych na śmierć, żaden ze 150 dziennikarzy nie zapytał mnie o nich. Kiedy stałem obok matki której syn został zabity, i obok ojca którego syn został zabity 8 i 9 stycznia i poprosiłem ich (dziennikarzy) o wysłuchanie tych historii, żaden ze 150 europejskich dziennikarzy nie zadał im pytania. Tutaj, w samym sercu kontynentu, który twierdzi że opowiada się za prawami człowieka, sprawiedliwością i godnością, europejscy dziennikarze kompletnie zrezygnowali ze swoich zawodowych odpowiedzialności, a nawet z moralnego obiektywizmu. Jest dla mnie jasne, że 40 000 moich odważnych, niewinnych rodaków którzy zostali zabici w walce o wolność nie obchodzi tych dziennikarzy. Wydają się być bardziej zainteresowani krytykowaniem Ameryki i pytaniem, dlaczego USA i Izrael zabili dyktatora który zabijał naszych ludzi przez 47 lat, niż krytykowaniem reżimu który dopuszcza się tych zabójstw. Wydają się być bardziej zainteresowani zadawaniem pytań o irańską przeszłość i historię, niż tym, co dzieje się w Iranie dziś lub demokratyczną przyszłością, której chcą Irańczycy. Jeden z członków parlamentu nawet powiedział mi że nie uważają, żeby Irańczycy byli gotowi na demokrację. Ale temu człowiekowi i wszystkim dziennikarzom chcę powiedzieć: Irańczycy nie tylko są gotowi na demokrację. 40 000 ludzi oddało za nią życie. I nie pozwolę, żeby poszło to na marne. Wiedzcie zatem to, że niezależnie od tego, czy Europa jest z nami, niezależnie od tego, czy wasi dziennikarze wykonują swoją pracę, niezależnie od tego czy wasi politycy wykazują się odwagą do działania, będę walczył za moich ludzi i za mój kraj. Nawet, jeśli będziemy musieli robić to samotnie, będziemy walczyć, dopóki Iran nie będzie wolny".
Swoją drogą, liczba zabitych w irańskich protestach ostatnio magicznie zmieniła się z 36 tysięcy na 40 tysięcy. Wszystko za sprawą tego, że Donald Trump w jednym ze swoich postów na Truth Social po prostu nagle napisał liczbę 40, zamiast 36. Natychmiast stało się to dla Pahlawiego prawdą objawioną, jak i to, że "Europa zła, nie lubimy". Jak zawsze, nie neguję zbrodni reżimu ani tego, że w styczniu doszło w Iranie do potwornych wydarzeń. Bardziej realne liczby ofiar i tak idą w tysiące i są wystarczająco dramatyczne. Pompowanie ich stale zmieniającymi się wedle nastroju cyframi niczemu tu nie służy.
Kanclerz Niemiec Fredrich Merz kontynuuje swój zwrot z kierunku "irański reżim przetrwa jeszcze kilka dni", jaki obrał na początku wojny. Ostatnio wspominał o możliwości zniesienia europejskich sankcji nałożonych na Teheran. Dzisiaj z kolei powiedział, że Iran okazał się twardszy i bardziej wytrzymały, niż spodziewali się Amerykanie. USA rozpoczęło jego zdaniem wojnie bez żadnego konkretnego planu na jej zakończenie. Dodał - i to dość mocne słowa, na które być może zareaguje Trump - że "Irańczycy upokarzają obecnie cały amerykański naród". Przeważają też na polu dyplomatycznym "bardzo umiejętnie prowadząc negocjacje, lub równie umiejętnie ich unikając".