Wczoraj jednemu znajomemu udało się skontaktować na chwilę z rodziną w Iranie. Sytuacja w niedzielę była spokojniejsza, przynajmniej w Teheranie i Szirazie. W piątek i sobotę starcia na ulicach były bardzo ostre. Dalej utrzymuje się kompletna blokada komunikacyjna, nie działa ani internet, ani sieci telefoniczne.
Liczba zabitych jest trudna do oszacowania. HRANA, irańska organizacja zajmująca się prawami człowieka twierdzi, że zweryfikowała z imienia i nazwiska 490 ofiar. Doliczając do tego osoby których los wciąż trzeba potwierdzić, realna liczba może przekroczyć 1100 osób. Inne źródła podają, że zginęło przynajmniej 2000 osób. Źródła rządowe podają, że również po stronie służb zginęły setki funkcjonariuszy.
Wczoraj prezydent Pezeszkian udzielił wywiadu i wygłosił przemowę w państwowej telewizji. Prawdę mówiąc, naiwnie liczyłem na coś więcej, ale nie powiedział niczego nowego. Ogłosił, że jego rząd chce pracować nad poprawą warunków życia Irańczyków i zdaje sobie sprawę z obecnych problemów ekonomicznych. Jednocześnie powtórzył, że inspirowani z zewnątrz terroryści przejęli słuszne i pokojowe protesty, a z nimi rząd musi bezwzględnie się rozprawić.
Równolegle z protestami, dziś odbywają się również demonstracje poparcia dla rządu.
Dodatkowo władze ogłosiły, że sytuacja w kraju jest już dziś pod kontrolą. Wczoraj ogłoszono trzydniową żałobę narodową na cześć ofiar.
Okropnie nie chce mi się już pisać o tym człowieku, ale z kronikarskiego obowiązku muszę: Reza Pahlawi ogłosił zakończenie "pierwszego etapu powstania narodowego" i przejście do etapu drugiego. Nakazał, aby oprócz "utrzymywania pozycji w centrach miast" przejść teraz do ataku na wszelkie budynki instytucji rządowych odpowiedzialnych za propagandę i zakłócenia w komunikacji. Ich pracownikom należy dać wybór: albo przejście na stronę narodu, albo zmierzenie się z konsekwencjami swoich czynów. Wydał też rozkaz ataku na irańskie ambasady na całym świecie, nakazując zrywanie flag Republiki Islamskiej i zastępowanie ich tą z czasów monarchii. Podziękował wiernemu ludowi za tak ogromny odzew na jego apel i za przyznanie mu mandatu do przewodzenia całemu narodowi.
Izraelskie media piszą, że rząd Netanjahu nie jest pewien, co powinien zrobić z Iranem w obecnej sytuacji. Wielu specjalistów odradza bezpośrednią interwencję argumentując, że podobnie jak w czerwcu ubiegłego roku, zewnętrzny atak może jedynie wzmocnić reżim.
Być może najważniejszą wiadomością dzisiejszego dnia jest to, że zarówno Teheran jak i Waszyngton potwierdzają istnienie komunikacji między dwoma krajami. Donald Trump powiedział, że "Irańczycy zadzwonili i chcą rozmawiać". Ze strony Teheranu przyszło potwierdzenie, że irańskie MSZ jest w kontakcie z administracją Trumpa i sygnalizuje gotowość do rozmów.
Trump nadal nie jest zdecydowany, co powinien zrobić. Stwierdził dziś, że właśnie aranżowane jest spotkanie z przedstawicielami Teheranu, ale "być może będziemy musieli ich uderzyć, zanim do tego dojdzie". Dodatkowo powiedział, że jest równocześnie w kontakcie z irańską opozycją.
Rząd w Teheranie stwierdził, że chce rozmów, a "Republika Islamska nigdy nie opuściła stołu negocjacyjnego". Równocześnie sygnalizuje problem z brakiem zdecydowania ze strony USA i konieczność przyjęcia przez Trumpa konkretnego kursu na dyplomację.
Mimo tych obustronnych sygnałów, sytuacja ciągle jest napięta. Trump nie wyklucza uderzenia militarnego w Iran, a Teheran zaznacza, że mimo otwartości na rozmowy jest również gotowy na wojnę.
Źródło 1, źródło 2, źródło 3, źródło 4, źródło 5, źródło 6, źródło 7
[Zdjęcie pochodzi z 2022 roku i przedstawia prorządową demonstrację w Teheranie odbywającą się równolegle z protestami po śmierci Mahsy Amini. Nie znalazłem póki co dobrego zdjęcia z dzisiejszych, podobnych wydarzeń]