...trener osobisty.
Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, stanęłam z zachwytu i patrzyłam długo, aż w głowie wybrzmiały te dźwięki:
Pomyślałam wtedy, że nawet jeśli faktycznie bieganie jest nie dla mnie, to wytrzymam planowane sześć tygodni tylko dla Niego.
Otwierając oczy w ciemnościach przeklinałam budzik, lecz ściągałam swe niechętne członki z łóżka myśląc o Nim.
Teraz jest ciemno, ale za pół godziny, już za chwilę... zobaczę Go i zostanę olśniona. Znowu.
Na szczęście budzi się coraz później, więc i ja także, z tygodnia na tydzień, wstaję o mniej barbarzyńskiej porze.
Spotykamy się zazwyczaj w tym samym miejscu. Czasami zdarza się, że jestem trochę za wcześnie lub za późno - wtedy łapię go gdzie indziej... albo biegam w kółko czekając, aż się pojawi.
Albo biegnę o wiele szybciej, niż mi się wydaje, że mogę - żeby zdążyć. Tak mnie drań motywuje.
Choć czasem pozostaje ukryty, to i tak wiem, że gdzieś tam jest. Bo wstaje zawsze, za każdym razem inny.
Nasze pierwsze spotkanie...
Czasem jest płaską plamką, kółkiem wyciętym z papieru.
Przywdziewa różne odcienie. Czasem bardziej żółty...
... innym razem czerwony.
I nawet, gdy się nie pokazuje, widzę Jego piękno wszędzie.
Dzisiaj, choć miałam nadzieję na spektakularne zakończenie planu sześciotygodniowego, pozostał ukryty. Jakby chciał powiedzieć: przybiegnij we wtorek, może będę.
No to przybiegnę.