Od mojego pierwszego wpisu minęło już kilka dni, ale ten okres ciszy wynagrodzę Wam :)
Działo się wiele: ślub w sobotę, niedzielne ogarnianie po weselu, pakowanie się i tygodniowa podróż poślubna, powrót w piątkowy wieczór i sobota znów w trasie-sesja ślubna.
Zacznę od ślubu, które jest najważniejszym dniem w moim.... już nie ma moim, jest teraz Naszym życiu.
Dzień na szczęście był ciepły, bez opadów lekko zachmurzony, ale to w niczym nie przeszkadzało a wręcz pomogło naszej Pani fotograf dla której mocne słońce przeszkadza w wykonaniu pięknych ujęć.
O 14:00 wyjazd do mojej przyszłej żony , błogosławieństwo rodziców i wyjazd do kościoła. Msza była o 16:00, ale co najbardziej zaskakujące nie mieliśmy w ogóle stresu przed uroczystością. Każde z nas miało uczucie jakbyśmy jechali na ślub/wesele do znajomych :)
Uroczystość i oprawa muzyczna w kościele powaliła wszystkich na kolana a to dopiero był początek świętowania...
Tradycyjnie przed kościołem czekali goście wyposażeni w ryż i groszówki, które musieliśmy pozbierać. Na szczęście z pomocą ruszyli świadkowie oraz dzieci :)
Uśmiech z Naszych twarzy nie znikał a na samą myśl o tym pięknym dniu, banan sam się pojawia na twarzach :)
Co wydarzyło się dalej będę pokazywać Wam, co jakiś czas w wspomnieniach z wesela :)