Wszyscy jesteśmy zabiegani...
Ciągle gdzieś się spieszymy, ciągle mamy coś do zrobienia... do załatwienia, do zapłacenia, do kupienia.
Mówimy swoim bliskim, przyjaciołom i znajomym: Do zobaczenia!
Jednak w życiu tak bywa, że nie możemy mieć pewności, czy jeszcze się zobaczymy... niestety.
Ludzie odchodzą, tracą się z naszych oczu i z naszego życia.
I to boli...
A i sami "nie znamy dnia ani godziny".
Więc po co ta cała gonitwa? Dlaczego? Dla jakiej idei? Według jakiej logiki?
Człowiek to dziwna i nadal niezbadana istota...
Otaczając się rzeczami (często zdobytymi w trudzie i za ciężkie pieniądze) mamy nadzieję na nieśmiertelność.
Gówno prawda...
Może lepiej zrobić więcej przystanków? Albo nie biec wcale? Nie gonić za czymś, czego i tak nie zabierzemy ze sobą, kiedy nadejdzie nieunikniony koniec naszej gonitwy, niestety często nieprzewidywany.
<img
I nic nie da pociechy, nic nie ukoi bólu, kiedy odejdzie z tego łez padołu ktoś bardzo bliski...
Dobranoc Tato, odpoczywaj w spokoju...
Nasza interpretacja tej kołysanki na dwa głosy była dużo lepsza, prawda Tato?
Ale zawsze uwielbialiśmy organy.
src="">