Nie chce mi się pisać, popadłem w jesienną delikatną depresję.
Pogoda jest ochydna i zniechęca do czegokolwiek, a już tym bardziej do outdoorowych aktywności sportowych, a bieżni czy rowerka na siłowni nie cierpię.
Dla mnie chyba ważniejsze od samego treningu jest zwiedzanie tego co jest na zewnątrz. Nie zawsze natury, ale swojego lokalnego środowiska - fajnie jak masz dostęp do zielienii.
A dzisiaj, co tu dużo mówić, jest po prostu do dupy.
Dlatego dzisiejszy wynik również nie zachwyca, choć i tak pewnie jakiś to wynik jest.
Jest jeszcze kwestia tego, że przez ostatnie dni trochę obciążałem organizm i wystawiłem go na mniej optymalne warunki pogodowe. Na szczęście jest wszystko ok, ale chyba nie powinienem robić tak co dzień. Dlatego odpuściłem.
Trochę smutno, bo jutro też chciałem jechać w góry, ale ma padać deszcz ze śniegiem, więc patrz punkt wyżej.