Obraz zaczyna się wtedy, gdy nie wiem co wydarzy się po drugiej stronie pędzla. Lubię obserwować ten proces stawania się, tak jak lubię spoglądać w niebo i przyglądać się wędrującym po nim chmurom. Co przyniosą? Deszcz? Szarość? A może za chwilę odsłonią błękitne niebo i blask słońca? Ten moment tuż przed zmianą fascynuje mnie najbardziej. Sekundy, które zwiastują nowe. Czasem jeden gest potrafi poprowadzić obraz w inną, niezamierzoną stronę. On sam wie najlepiej, czego potrzebuje - czasem mi o tym opowiada choć nie zawsze chcę słuchać.
Od początku moje malarstwo tonęło w szarościach. Każdy, nawet najbardziej kolorowy obraz który próbowałam namalować miał na sobie jakby warstwę patyny. Gdzieś w moim poczuciu estetyki nie mieściły się żywe i dźwięczne barwy. Zmagałam się z tym brudem, z szarościami, brązami. Z niechcianym przydymieniem. Walczyłam, starałam się, podejmowałam kolejne próby wyczyszczenia koloru, jednak każda z nich kończyła się fiaskiem. Szarość wracała niechciana, nierozumiana. Obraz stanowił zawsze smutne odbicie rzeczywistości. Tę część widzianą w ciemnych barwach, niby realistyczny a jednak przepuszczony przez przedziwny filtr. Ostatecznie wywiesiłam białą flagę. Skapitulowałam. Bądź sobie obrazie jaki chcesz.
Karolina Drygała, Wielka woda , olej na płótnie, 100x90cm