Czasem ludzie mnie wkurzają tzn. ich zachowania. Nie, żebym była święta, ale dziś znów na ulicy ktoś zaczepiał mnie słownie… Poszłam biegać, krótka przebieżka 3 km, nigdy nie biegałam po Krakowie, więc to takie rozeznanie terenu ;)
Biegnę zadowolona, dobiegam do przejścia dla pieszych i złapało mnie czerwone światło. Stoję na pasach, a raczej sobie tuptam, podskakuje, aby tętno nie spadło. Można się było tego spodziewać facet z wózkiem pełnym puszek i makulatury woła z naprzeciwka “Panienko, panienka tak nie skacze! Bioderka muszą być, facet to nie pies, na kości nie poleci”
No nie lubię takich tekstów, wiecie, niby to po mnie spływa, ale bardzo mnie wkurza! Po co, ja się pytam, po co te komentarze… Nie przebiegłam kolejnych 500 metrów następny burak z piwerkiem w ręku krzyczy “dawaj, dawaj maleńka”. Ręce mi opadają.
Tak samo mają panowie, którzy stoją na rusztowaniach i ogólnie panowie robotnicy. Ci to zawsze mają najwięcej do powiedzenia, gwizdanie to też typowe zachowanie. Nie było sytuacji, żeby przechodząc obok robotników nie usłyszeć jakiegoś lamusiarskiego tekstu.
Nie wiem, serio jak to się dzieje, że zazwyczaj jaki typ musi wtrącić swoje trzy grosze. Wytłumaczy mi ktoś ten fenomen? Znów narzekam 😈 ale czy tylko mnie to wkurza?