Na działkach rekreacyjnych dużo jest kotów bezdomnych, które czują się jak w domu przeskakując ogrodzenia, bądź swoimi ścieżkami biesiadują wszędzie gdzie tylko mogą.
Będąc na swojej działce rekreacyjnej latem 2017 roku natknąłem się na malutkiego kotka, który zapewne został porzucony.
Obserwowałem go jakiś czas i nikt do niego nie podszedł, nie zjawiła się żadna kocia mama, która mogła by zaopiekować się nim.
Zrobiło mi się żal biednego kotka więc postanowiłem się nim zająć i pomóc mu w przetrwaniu.
Kotek nie poruszał się, siedział skulony, był strasznie wycieńczony.
Zadzwoniłem do małżonki, która kupiła mleko w sklepie zoologicznym i zacząłem go karmić. W sumie to uczyłem go pić. Ciężko było. Razem z kolegą skonstruowaliśmy z rękawiczki gumowej rodzaj sutka z dziureczką i tak powolutku kotek zaczął pić mleko.
Następnym krokiem w ratowaniu go było udanie się do weterynarza, który powiedział, że kotem jest z linii kotów syjamskich. Powiedział, że jak przeżyje i wydobrzeje będzie pięknym kotem. Nasza pociecha została odrobaczona, dostał jakieś witaminki i różne specyfiki, które postawiły go na nogi.
Ja go tu pilnuję, zostanę kotka mamą.
Nauczył się pić samodzielnie mleko.
Kotek z każdym dniem odzyskiwał siły. Jego opiekunem i przyjacielem stał się nasz piesek, a raczej suka Korda, która opiekowała się nim przez cały czas. Leżała przy nim, lizała go i pilnowała.
Biszkotp, bo takie dostał imię chętnie zwiedzał działkę i trzeba było go pilnować na każdym kroku aby nie zaginął.
Zawsze przy nim była psia mama.
Początkowo kot miał pozostać na działce, ale przywiązaliśmy się do niego i zabraliśmy go do mieszkania w Kaliszu, gdzie ma swoje miejsce do spania oraz zakupiłem mu duży drapak, gdzie chętnie przebywa.
Teraz wygląda świetnie i jestem szczęśliwy, że mu pomogłem i cieszy mnie codzienny jego widok.
Co mi więcej potrzeba mam swoje posłanie, tylko moje.
Na mojego drapaka nie wejdzie nikt, jest mój i tylko mój.