Cześć, pewnie zastanawiacie się, jak się żyje z nerwicą? Już wyjaśniam! :)
Na samym początku zacznijmy od tego, że leczę się już od prawie 3 lat, z czego jest coraz lepiej. Zacznijmy od zera.
W gimnazjum byłem popychadłem, przez co nie miałem kolegów, często były akcje że we trójkę mi dokuczali, bo sam na sam nie potrafili.
Pamiętam jak zawsze byłem ostatni wybierany na W-F, bo oczywiście jestem najgorszy, często byłem wybierany jako rezerwowy, pamiętam że z dnia na dzień miałem gorzej, nie że jakieś myśli samobójcze, ale dołki że jestem nikim, ja sobie w życiu nie poradzę, często wracałem z głową w dół do domu, a jak była brzydka pogoda to płakałem.
Pod koniec gimnazjum wziąłem się za siebie, jakiś gościu dał mi w łeb, ja mu oddałem i nawet nie zawahał się mi oddać.
Pamiętam, jak skończyłem gimnazjum, i poszedłem do szkoły średniej w której aktualnie przebywam czyli liceum, niestety. Nikt ze mną nie chce się do dzisiaj kolegować, radzę sobie sam, ponieważ jestem obgadywany przez rówieśników, którzy szukają tylko haka na mnie, w jaki sposób mnie zniszczyć.
Chodzę do psychiatry, ostatnio jest coraz lepiej, może to przez nowe leki? Mam trudności z wychodzeniem do ludzi, bądź rozmową, zrobiłem się przez nerwicę trochę zamknięty w sobie, jak pracuję to mam duszności, dlatego w czerwcu idę do lekarza ogólnego.
Od września idę do szkoły dla dorosłych, i mam nadzieję, że nie będzie tam takiej patologii, jaka była w szkołach ogólnych gdzie była gimbaza.
Możecie zostawić po sobie upvote na zachętę, mam jeszcze 2 pomysły co napisać :D