R.Lukaku całuje herb, a L.Messi został "zmuszony" do odejścia z Barcelony. Czy przywiązanie do barw klubowych to przeszłość?
Romelu "zawsze o tym marzyłem" Lukaku.
Romelu Lukaku przeniósł się tego lata z Interu do Chelsea. Kluby są zadowolone - jeden dostał znakomitego napastnika, drugi 115 milionów €, piłkarz jest zadowolony, kibice The Blues są zadowoleni, ale fani Interu czują się zdradzeni. To dlatego, że Belg ucałował herb Chelsea po strzeleniu gola w Premier League. Wcześniej robił dokładnie ten sam gest nosząc koszulkę Interu. Pocałunek klubowego herbu to coś więcej niż zwykła "cieszynka" wykonywana po każdej bramce. Taki gest symbolizuje przywiązanie do barw klubowych i miłość do klubu. Te wartości to obecnie prawdziwa rzadkość w futbolu.
Piłkarze wygłaszają też górnolotne hasła, aby zyskać sympatię w oczach kibiców. Często pojawia się zdanie, że "zawsze marzyłem, aby grać dla tego klubu". Trudno ocenić na ile jest to ich szczera wypowiedź, a na ile instrukcje od swojego piłkarskiego agenta, który próbuje coś ugrać na kolejnym transferze, nie mniej jednak historia zna mnóstwo przypadków, gdzie piłkarz marzył by grać w kilku klubach. Jest nim chociażby wspomniany wcześniej R.Lukaku. W 2010 r. marzył o grze w Realu Madryt, w 2012 r. w Arsenalu, jak przeszedł do Manchesteru United to wyznał, że zawsze chciał grać pod wodzą J.Mourinho, później "Inter był jedynym klubem do, którego chciał trafić", a teraz zawsze marzył o grze w Chelsea - w której zresztą kiedyś już był. Są również piłkarze, którzy porzucili swoje marzenia i wybrali ofertę "najgorszego" rywala. Do takich należa chociażby L.Modric, który będąc w Tottenhamie nazwał Barceloną "najlepszą drużyną na świecie" czy M.Asencio, który również chciał grać w Blaugranie. Kiedy jednak na stole pojawiła się oferta Królewskich bez problemu doszli do porozumienia.
Żeby było jasne - nie ma nic złego w tym, że piłkarz chce więcej zarabiać czy przejść do ligi, w której są większe wyzwania. Tylko czy trzeba przy tym wypowiadać tyle pustych słów? Sympatię kibiców zdobywa się przede wszystkim dobrą grą na boisku, a nie opowiadaniem bajek.
Czy L.Messi musiał odejść z Barcelony?
Tego lata kibice Barcelony przeżyli szok. Odszedł ich idol i ikona klubu. Na przeszkodzie stanął wysoki kontrakt argentyńczyka, który w obliczu borykającej się z długami Blaugranie nie mógł być zarejestrowany. Messi wielokrotnie deklarował miłość do klubu, w którym się wychował. Jego ostatni kontrakt z klubem kosztował Barcę ponad 500 milionów €. Czy nie mógłby w obecnej sytuacji zejść ze zwojej pensji czy nawet grać za darmo? Messi zarabia też miliony na kontraktach reklamowych, więc z głodu by nie umarł. Według prasy taki był ostatni SMS od Messiego do kolegów z drużyny:
"Nie chcę odchodzić. Ale nie mam innego wyjścia, tu nie ma pieniędzy"
Czy zatem prawdziwym powodem opuszczenia swojego "ukochanego" klubu nie były właśnie pieniądze?
W kolejnym odcinku telenoweli "Piłkarska miłość, zdrada i pieniądze" odkryjemy drugą stronę medalu. Są bowiem przykłady prawdziwej miłości do klubu i to nie takiej warunkowej - w zamian za pieniądze czy sympatię kibiców, ale takiej, która wymaga poświęcenia czasu, zdrowia i pieniędzy często w zamian za "krew, pot i łzy".
Źródła: