Dość spóźnione zdjęcia, które powstały kilka tygodni temu w trakcie rowerowej przejażdżki. Aparat spoczywał bezpiecznie w plecaku, kiedy razem z żoną odkrywaliśmy nowe trasy w naszej najbliższej okolicy. Okazuje się, że mamy tutaj mnóstwo dróg, które aż proszą się o odkrycie jednośladem.
Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się w miejscach, które warte były wyciągnięcia aparatu z plecaka i zrobienia kilku ujęć.
Spora część przejażdżki przebiegała przez las i okazała się znacznie dłuższa, niż początkowo zakładaliśmy. Mimo, że światło nie było jeszcze najkorzystniejsze, to w niektórych miejscach pojawiał się całkiem przyjemny dla oka światłocień.
Po raz pierwszy w życiu zdecydowałem się wypróbować technikę wydłużonego czasu naświetlania, w celu wykonania poruszonego zdjęcia lasu.
Naciskając spust migawki poruszyłem lekko aparat w górę starając się zrobić to idealnie w pionie. Efekt widzicie powyżej.
To chyba jedna z najbardziej artystycznych technik w fotografii, a przy tym bardzo prosta (w niektórych przypadkach, kiedy nie jest zbyt jasno). Wystarczy, żeby sprzęt wykorzystany do zrobienia takiego zdjęcia posiadał możliwość manualnego ustawiania ekspozycji. Należy podnieść czas naświetlania i jeśli to konieczne domknąć przysłonę i zminimalizować ISO, jeśli scena jest zbyt jasna. W niektórych sytuacjach może nie obejść się bez filtra ND.
Na naszej drodze natrafiliśmy na wiele kwiatów, jednak nie udało mi się zrobić dobrych zdjęć każdemu z nich. Obiektyw, który miałem ze sobą (Nikkor 24-200mm) nie do końca nadaje się do takich ujęć, a jego bokeh pozostawia wiele do życzenia. Wielu przypadkach brakuje mu naturalnego rozmycia, w którym kształty w tle rozmywają się płynnie. Ich kontury są często zbyt wyraźne i wyglądają dość szcztucznie.
Biorąc jednak pod uwagę, że to budżetowy obiektyw o zupełnie innym zastosowaniu, skupiający się przede wszystkim na uniwersalności płynącej z dużego zakresu ogniskowych można takie szczegóły wybaczyć. Nie do tego celu się na niego zdecydowałem.
Ma on przede wszystkim ułatwiać fotografowanie w podróży, w górach i ogólnie wszędzie, gdzie zależy mi stricte na dokumentowaniu tego, co widzę, a nie na bardziej artystycznych formach fotografii.
Zakres tego obiektywu w zwykłych momentach, takich jak rowerowa przejażdżka, daje mi ogromną swobodę pokrywając najbardziej podstawowy zakres ogniskowych, w jednym zestawie soczewek zamkniętych w tej samej obudowie.
Zakres, który jest bardzo często podzielony na trzy ogniskowe w obiektywach seryjnych różnych producentów, a więc:
- 14-24mm
- 24-70mm
- 70-200mm
Dla porównania 24mm lub jego okolice, to taki kąt widzenia soczewki, jaki posiada większość smartphonów w swoich podstawowych obiektywach. W iphonie 70 mm to obiektyw 3x (właściwie to 77mm), a 5x w tych telefonach to okolice 120mm.
W okolicach złotej godziny jechaliśmy już jednym z niewysokich grzbietów, gdzie mamy dość ciekawe widoki, chodź nie udało mi się zrobić dobrych zdjęć tej bardziej otwartej scenerii. Nie do końca pasowało mi światło i nie mogłem też wymyśleć ciekawej kompozycji. Jedynie zdjęcie powyżej zachęciło mnie do post produkcji. Tutaj wszystko zagrało ładnie. Droga prowadząca w głąb kadru, drzewa zamykające jego prawą część skąd też świeciło słońce i pasy chmur po przekątnej, które delikatnie balansują kompozycję.
Jeśli się przyjżycie, to z lewej strony w tle dostrzeżecie Pilsko.
Był to jeszcze czas, kiedy drzewa bujnie kwitły, dając przy tym genialny zapach. Pamiętam, jak pierwszy raz poczułem ten zapach w swoim ogrodzie, jakieś dwa tygodnie przed tą rowerową przejażdżką. Kiedy nagle uderzył we mnie po przejściu za róg domu. Brakowało mi takich drobiazgów, w czasach mieszkania w mieście. Tam co prawda drzewa też kwitną, ale to nie to samo, co na wsi.
Oczywiście nie darowałbym sobie, gdybym nie zrobił kilku zdjęć. Tutaj obiektyw całkiem dobrze się spisał, chodź nie wszystkie kwiaty udało mi się uchwycić "na ostro".
Sporo czasu upłynęło mi na edycji tych ujęć. Szczególną uwagę poświęciłem kolorystyce i jej kalibracji. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak dużo zmian wprowadziłem do zdjęć w zakładce "Kalibracja" w lightroomie, ale efekty mi się spodobały. Szczególnie w zdjęciach kwiatów i krzewów.
Te krzewy tak pięknie rozświetlone tylno-bocznym światłem złotej godziny, to było coś, co początkowo wydawało mi się zwyczajne, a przy edycji zwaliło mnie z nóg. Płakał z zachytu, kiedy obrabiał - podobnie jak przy ostatnim zdjęciu, tym poniżej.
Tak zwyczajna scena. Samotne drzewo na tle lasu, łąka z wyjeżdżonymi przez samochody terenowe i quady śladami, ale to światło i sielski klimat. Ja to właśnie uwielbiam i cenię chyba bardziej, niż choćby poszarpane wierzchołki Cadini di Misurina, czy zachód słońca nad Canal Grande w Wenecji.
Z tymi wierzchołkami, to może zbyt mocne słowa, bo nie miałem okazji ich fotografować w świetle innym, niż ostrym, wczesnopopołudniowym. Mimo to tak szczerze... W moim sercu takie zdjęcia mają szczególne miejsce. Nie mówię tylko o tych własnych, ale tak ogólnie.
Zawsze będę podkreślał, że w fotografii prostota ma bardzo duże znaczenie.
I że fotograf krajobrazowy powinien znać swoje okolice i to w nich zdobywać doświadczenie, wyczucie i ćwiczyć oko. Bo co, jeśli w teoretycznie zwykłych miejscach osiągnie się poziom wybitny i w końcu trafi się w miejsce absolutnie niesamowite? Strzelam, że w efekcie powstanie fotograficzne arcydzieło.
Sprzęt / Equipment: Nikon Z6 + Nikkor 24-200mm
Post-produkcja / Edited In: Adobe Lightroom Classic + Photoshop
Lokalizacja / Location: Koszarawa
Pora dnia / Time of the day: Późne popołudnie / Late afternoon
Wszystkie zdjęcia i teskty są mojego autorstwa. Dziękuję Wam za wizytę i zapoznanie się z nimi.
All pictures and texts are my own work. Thank you for stopping by and checking them out.