Uwaga! W tekście mogą pojawiać się lekkie wulgaryzmy, ale nie powinno być ich duzo.
Rok 2020 upłynął bardzo szybko, nawet nie wiem kiedy. Dopiero co był luty i modliliśmy się żeby pewne świństwo nie przywędrowało do Polski z Chin, a już mamy końcówkę roku. Nie muszę chyba mówić/pisać, że rok 2020 był specyficzny i jak żyję 37 lat już na tym świecie, takiego roku nie pamiętam. Niestety pewne świństwo wydostało się z chińskiego miasta Wuhan i rozlało się na cały świat (samo się nie rozlało, ktoś musiał pomóc, ale nieważne). Cały porządek świata został odwrócony do góry nogami i nie ominęło to branży gier komputerowych.
Jeśli chodzi o przegrane przeze mnie gry w mijającym roku, to nie było tego u mnie dużo, ze względu chodzenie do normalnej pracy i brak czasu na ogranie wszystkich tytułów. Gdybym był zawodowym gamingowym youtuberem, ale nie jestem. Z resztą zostały mi jeszcze do ogrania gry z roku 2019, ale nie wiem kiedy je ogram. Kupka wstydu rośnie, a czasu brak.
W podsumowaniu najlepszych gier z roku 2019 chyba pisałem, że w roku 2020 nie będę czekał na wiele gier. W sumie to były trzy gry: "The Last of Us Part 2", remake "Final Fantasy 7" i "Cyberpunk 2077". Aż tu nagle pod koniec roku 2019 wyskoczył jeden tytuł, który wskoczył na podium najbardziej oczekiwanych i zepchnął Cyberpunka z "pudła", a mianowicie remake "Resident Evil 3: Nemesis" z 1999 roku. Jak pewnie gracze pamiętają, wszystkie te gry miały się ukazać w pierwszej połowie 2020 roku. "The Last of Us 2 Part 2" miało się ukazać w lutym, remake "Final Fantasy 7" chyba 3 marca jak dobrze pamiętam. "Cyberpunk 2077" miał się chyba ukazać w kwietniu, jak dobrze pamiętam i remake "Resident Evil 3" miał się ukazać na początku kwietnia 2020. Jak dobrze pamiętacie z tej czwórki terminu premiery dotrzymał tylko Capcom i "Resident Evil 3" ukazał się w umówionej dacie, terminy premier pozostałych trzech były przesuwane. Rekordzistą wśród nich był "Cyberpunk 2077", który ostatecznie ukazał się 10 grudnia 2020 roku. Później jak będę opisywał te gry, to postaram się poszukać poprzednie daty premier.
Ze wszystkich gier granych przeze mnie w tym roku, myślę że kandydatami do gry roku będą ex aequo The Last of Us part 2 i remake Final Fantasy 7, które oceniłem na 9/10. Na drugim miejscu bym dał "Assassin's Creed : Valhalla", w którą gram od miesiąca i końca nie widać, ale tak mnie wciągnęło... Chociaż zastanawiam się nad pierwszym miejscem. Na trzecim miejscu bym umieścił remake "Resident Evil 3". Niestety wielkim nieobecnym w tym rankingu jest z pewnością gra "Ghost of Tsushima", w którą nie dałem rady zagrać w tym roku, a wiem że zbierała świetne recenzje i myślę, że mogłaby zawojować na podium spychając Residenta, a być może nawet pokusić się o tytuł gry roku. Ale dobra, lećmy z tym koksem.
The Last of Us part 2
Z pewnością studio Naughty Dog jest znane z dwóch rzeczy. Z robieniem dobrych gier i niestety z niedotrzymywaniem dat premier gry. Pierwotnie gra ta miała się ukazać 21 lutego 2020 roku, ale gdzieś tam na przełomie 2019/2020 ukazał się komunikat, że premiera gry miała być przesunięta na 29 maja 2020 roku. Ale to nie była ostateczna data premiery, gdyż była ona jeszcze raz przesunięta i gra ostatecznie ukazała się 19 czerwca 2020 roku. Na początku studio Naughty Dog tłumaczyło to tym, że trzeba tytuł dopieścić, żeby nie było zbędnych glitchy, żeby wydać produkt dopracowany, co mi się podoba. Za drugim razem tłumaczyli to pandemią koronawirusa i ograniczeniami w logistyce i problemami z dostarczaniem wersji kolekcjonerskich gry. Z małymi perturbacjami, ale ostatecznie udalo się wydać tytuł 19 czerwca 2020 roku. Mnie to nie przeszkadzałoby gdyby nawet wydali tę grę w 2021 roku gdyby była taka potrzeba. Ponieważ jestem graczem, ale nie jestem pierdolniętym graczem nerdem i nie żyję tylko gierkami.
Nie będę pisał tutaj obszernych tekstów o tej grze, gdyż napisałem dwie recenzje tej gry : pierwszą bezspoilerową i drugą bardziej spoilerową z analizą psychologiczną postaci. Moje pseudo recenzje można przeczytać chyba na Hive, a wersje video zobaczyć na YouTube. Chciałem też wrzucić na 3Speak, ale pliki były za duże.
Mogę tylko powiedzieć, że przed premierą gra ta zdążyła narobić trochę kontrowersji. Wszystko dzięki przez przecieki spowodowane przez hakerów czy przez byłych pracowników Naughty Dog? Jeszcze przed premierą gry zdążyliśmy poznać część spoilerów, w tym jeden najważniejszy, który okazał się prawdziwy. Tuż po premierze gry na serwisie Meracritic gra była bombardowana wręcz negatywnymi recenzjami i ocenami 0. Chyba w pewnym momencie najniższą średnią oceną jaką pamiętam, było 3,3 bo też tego tak później nie śledziłem. Z resztą też to opisywałem w swoich recenzjach.
Nie będę opisywał tutaj moich wrażeń z gry, bo pisałem to w recenzji, ale gra ogólnie mi się podobała. Gameplay w zasadzie niewiele się różni od części pierwszej. W części drugiej dodano czołganie się po ziemi, ułatwiono strzelanie z łuku i dodano walkę z psami. Wielu graczy narzekało na wciskanie elementów LGBT na siłę, ale moim zdaniem nie było to nachalne, na zbyt długą fabułę względem jedynki, ale mnie to bardzo nie przeszkadzało.
Gra ta, pewnie ku wściekłości pewnej grupy graczy nerdów, zdobyła nagrodę Gry Roku w plebiscycie The Game Awards 2020 będącego odpowiednikiem filmowych Oscarów. W sumie gra była nominowana w 10 kategoriach, a zdobyła 7 : za najlepszą grę roku, najlepszą reżyserię, najlepszą narrację, najlepsze udźwiękowienie, za najlepszą grę z udogodnieniami dla osób niepełnosprawnych, najlepszą rolę dla Laury Bailey (Abby) i za najlepszą przygodową grę akcji.
Final Fantasy 7 Remake
Bez wątpienia pokolenie boomerów (jak ja to określam "graczy w moim wieku, czyli ludzi z okresu wyżu demograficznego z przełomu lat 70 i 80 XX wieku, czyli ludzi około 40-ki, sam już mam 37") będący graczami czekało na remake chyba najbardziej kultowej odsłony gry z serii "Final Fantasy", czyli kultowej "Final Fantasy 7" z 1997 roku. Sam nie jestem fanem tej serii, ani żadnych japońskich RPG (jRPG), zwłaszcza gdzie część postaci wygląda jak w tych japońskich kreskówkach, ale do "Final Fantasy 7" mam ogromny sentyment. Zapewne w tamtym okresie czasu "Final Fantasy 7" gościł na niejednej konsoli PSX czy na niejednym komputerze PC.
Z tego co pamiętam, to gra pierwotnie miała się ukazać 3 marca 2020 roku, ale jej premiera została przeniesiona na 10 kwietnia 2020 roku i już nie została więcej odroczona. Niestety gra ukazała się jako ekskluziw na konsolę Sony PlayStation 4. Mam nadzieję, że to czasowy exclusive i będzie można zagrać w tę grę na innych platformach. O zmianie daty premiery gry dowiedzieliśmy się mniej więcej w połowie stycznia 2020 roku, a Square Enix tłumaczyło to także "dopieszczeniem" tytułu, podobnie jak Naughty Dog z premierą "The Last of Us 2". Nie muszę pisać, że to był jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie tytułów w 2020 roku. Z jednej strony czułem wewnątrz, że gra ta raczej nie będzie crapem i raczej będzie to sukces, lecz z drugiej strony też się obawiałem reakcji graczy nerdów, jak zareagują na nią, ale na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Gra otrzymywała przeważnie pozytywne recenzje.
Gra do najkrótszych nie należy. Samo przejście gry zajęło mi około 70 godzin (tyle to ja mam teraz w Assassin's Creed Valhalla po zawarciu czterech sojuszy w Anglii, a podejrzewam, że to około 1/3 gry), chociaż słyszałem, że ukończyć można ją w około 40 godzin. Grając w remake "Final Fantasy 7" starałem się "wąchać" wszystkie ściany, a i tak wszystkiego nie wymaksowałem. A też trzeba przyznać, że to jest dopiero część pierwsza gry, można rzecz że to taki wstępniak do prawdziwej historii. Kiedy się ukażą następne odsłony, nie wiadomo.
Grając w Remake "Final Fantasy 7" bardzo dobrze się bawiłem, choć nie brakowało momentów wzruszenia. Niestety nie zdążyłem napisać recenzji tej gry w postaci pisemnej, ani w formie klipu video, ale za to napisałem tutaj na Hive (czy na Steemit jeszcze) i wrzuciłem na YouTube materiał z pierwszych wrażeń z wersji demonstracyjnej tej gry. Byłem wtedy jeszcze przeziębiony (bądź ukoronowany). Bo wersja demonstracyjna remake'u "Final Fantasy 7" wyszła mniej więcej w tym samym czasie jak demo remake'u "Resident Evil 3", a ja wtedy byłem tak cholernie przeziębiony (bądź ukoronowany), że ledwo co mówiłem. Żałuję, że nie napisałem recenzji remake'u "Final Fantasy 7", bo to świetna gra. Niestety nie miałem kiedy, bo wtedy też grałem równolegle w remake "Resident Evil 3", nagrywałem serię let's play, napisałem i nagrałem recenzję, do tego też obowiązki w domu, praca i nie miałem kiedy.
Niestety jedyna rzecz jaka mnie drażniła w tej grze, to takie lekkie podteksty erotyczne. Jak tam trzy żeńskie postacie (Tifa, Jessie i Aeris) zarywały do naszego bohatera - Clouda. Te takie kuszące gesty NPC, puszczanie oka Cloudowi przez Jessie, czy zbliżenia na duży biust Tify (w sumie mogliby go trochę zmniejszyć). Jest to wyczuwalne, ale na szczęście nie aż tak nachalne. Ale grając w tę grę obawiałem się żeby któraś z bohaterek nie zaciągnęła Clouda do łóżka. To chyba jedyny zarzut jaki miałem do tej gry. Jak dla mnie gra zasługuje na mocne 9/10.
Podczas gali The Game Awards 2020 remake "Final Fantasy 7" był nominowany w sześciu kategoriach, a zdobył dwie nagrody : za najlepszą grę RPG i za najlepszą muzykę. Szkoda, że nie dali za grafikę, bo w cut-scenkach była ona obłędna.
Resident Evil 3 Remake
Po niebywałym sukcesie remake'u "Resident Evil 2" ze stycznia 2019 roku krążyły plotki, że Capcom pracuje nad remakiem "Resident Evil 3 : Nemesis" z 1999 roku, ale nie było potwierdzenia. Do czasu... Potwierdzenie przyszło do nas samo i było ono raczej wynikiem pomyłki, albo (kontrolowanego) przecieku.
Jak pewnie pamiętacie we wtorek 3 grudnia 2019 roku gruchnęła wiadomość dzięki jednemu z rosyjskch serwisów (pamiętam, że u nas pierwszy podał to SpidersWeb pl). Podobno w japońskim oddziele sklepu PlayStation Network wyciekły screeny z nadchodzącego remake'u gry "Resident Evil 3". Być może ktoś był roztargniony, albo ktoś umyślnie to umieścił w sklepie PSN. Capcom był niezadowolony i żądał usunięcia screenów z sieci, ale... Niestety mleko się rozlało, w internecie nic nie ginie, ludzie pewnie porobili screeny i niestety... Podejrzewam, że Capcom chciał ogłosić tę premierę podczas gali The Game Awards 2019, która odbywała się 13 grudnia 2019 roku, ale niestety...
Wkrótce poznaliśmy datę premiery gry, która była planowana na 3 kwietnia 2020 roku i data ta sie nie zmieniła.
W okolicach 17 czy 19 marca 2020 roku wypuszczona została wersja demonstracyjna gry. W tym czasie mniej więcej wyszło demo nadchodzącego remake'u "Final Fantasy 7". Pamiętam, że w tym czasie dopadło mnie takie dziwne przeziębienie (a może inna korona), które trwało około tydzień czasu i jak szybko przyszło tak szybko poszło. Chciałem w tym czasie zagrać w demo RE3R, ale niestety nie byłem w stanie. Miałem całe gardło zawalone, zatoki, przez jeden dzień miałem gorączkę i przez około tydzień czasu miałem zapalenie oskrzeli, które jak szybko przyszło tak szybko poszło. Niestety nie zdołałem nagrać filmu z let's play'em z dema RE3 i pierwszymi wrażeniami. Za to napisałem tekst, który chyba umieściłem na Steemit i Hive (już nie pamiętam). Jak mi trochę się polepszyło, to nagrałem jeszcze zakatarzony pierwsze wrażenia z dema remake'u "Final Fantasy 7". Potem napisałem recenzję remake'u "Resident Evil 3" i nagrałem klip filmowy, ale... Zapomniałem opublikować pisemną recenzję remake'u "Resident Evil 3" na Steemit i Hive, ale za to klip filmowy jest na YouTube. Tak to jest jak człowiek zapomina.
W zasadzie gameplay niewiele się różni od remake'u "Resident Evil 2" z 2019 roku. Różnica jest taka, że tu nie ma niebieskich roślinek, są dobrze znane z "Resident Evil 7" wytrychy otwierające zamknięte skrytki, czy też drewniane skrzynie owinięte żółtą taśmą klejącą. Oczywiście zamiast MrX-a mamy tutaj innego upierdliwego bossa, czyli Nemesisa. Oprócz tego w kanałach pod Raccoon City znajdziemy inne mutanty niż osobniki G z dwójki. Szerzej gameplay omówiłem w recenzji, więc nie będę się tutaj powtarzał.
To chyba nie jest spoiler, że wydarzenia z części trzeciej dzieją się równolegle do wydarzeń z części drugiej i nawet będziemy mogli przejść dobrze znane miejscówki z remake'u "Resident Evil 2" i poznać uzupełnienie tej historii, ale nieważne. Kto się interesuje tym uniwersum, ten wie.
Poza jednym glitchem zaraz na początku gry, gdy Jill Valentine w łazience ma oświecić światło i zaraz ma zadzwonić telefon, to wtedy wywaliło mnie do limbo gry przez ścianę i zaraz powróciło do łazienki. Tylko, że zamiast mieć jeszcze widok FPP, miałem już widok TPP i gra mi się w połowie zawiesiła. Można było obracać kamerą, gra sobie szła i nic poza tym. Chyba skrypt się błędnie załadował. A tak to nie miałem problemów z tą grą.
Jak dla mnie gra bardzo dobra, troszkę słabsza od remake'u "Resident Evil 2". Ja bym ją ocenił na dobre 8/10.
Niestety z ocenami graczy było różnie. Niektórzy kręcili nosem, że Capcom jedzie na starych markach i remake'ują wszystko, tylko że remake "Resident Evil 3" był robiony równolegle z remakiem dwójki. Niektórzy kręcili nosem, że gra jest krótka. Owszem jest, podobnie jak oryginalna część trzecia. Tylko, że ta gra bardziej nastawiona jest na akcję. Ile zagadek logicznych jest w remake'u trójki? Podobnie było z oryginalną trójką. Tylko, że pierwotnie "Resident Evil 3 : Nemesis" z 1999 roku pierwotnie miał być dodatkiem czy spin-offem dwójki, ale rozrósł się do takich rozmiarów, że postanowiono z niego zrobić pełnoprawną część trzecią.
Jedynie denerwowała mnie misja obrony Jill Valentine (z resztą podobna była w oryginale) przed zalewającą falą zombie (w oryginale przed Nemesisem). Nie chcę spoilerować, ale graliście może w dodatek do "Resident Evil 2 Remake" - "Widmowi Ocalali" i ostatnią misję na stacji benzynowej? No właśnie. Musiałem to trzykrotnie powtarzać żeby zaliczyć i popędzić fabułę dalej.
Assassin's Creed : Valhalla
Nigdy nie byłem fanem serii "Assassin's Creed", która startowała mniej więcej w tym samym czasie co "Infamous" twórców "Ghost of Tsushima". To mógł być rok... 2007/2008? Przepraszam, nie przygotowałem się. Do tej pory nie grałem w żadną grę z serii "Assassin's Creed", to znaczy próbowałem tam kiedyś zagrać chyba w "Assassin's Creed 2 lub 3". Pograłem trochę i nie przypadło mi do gustu. Nawet nie grałem w te ostatnie odsłony, którym bliżej jest do typowych action RPG typu Skyrim, czyli "AC: Origins" dziejący się w starożytnym Egipcie za czasów Kleopatry, czy "Assassin's Creed : Oddysey", który dzieje się w starożytnej Grecji w VI wieku p. n. e. za czasów Pitagorasa. Chociaż Odyseję mam kupioną na PS4 i leży na kupce wstydu, ale w końcu kiedyś rozpocznę przygodę Kasandrą. Ale boję się, że wciągnie mnie tak jak Valhalla.
Przed przystąpieniem do rozgrywki nad "Assassin's Creed : Valhalla" widziałem wcześniej let's play'e z "Origins" i "Odysei" i wiedziałem czego mniej więcej się spodziewać po "Valhalli". W sumie ta część niewiele się różni od poprzedniczek.
Gra ta miała swoją premierę 10 listopada 2020 roku, a twórcą jej jest oddział Ubisoftu stacjonujący w Montrealu. Wydawcą gry jest ogólnie Ubisoft.
Ogólnie zarys historii jest taki, że akcja gry rozgrywa się w IX wieku naszej ery podczas najazdów Normanów (potomków Wikingów) na Anglię i uczestniczymy w procesie zjednoczenia paru angielskich królestw z południowo-wschodniej części wyspy w jedno królestwo. Nie chcę za dużo spoilerować, ale wcielamy się w postać Eivor (może być męska lub żeńska), Wikinga z klanu Kruka pochodzącego z północnych krańców Norwegii, który na skutek różnych wydarzeń zmuszony jest do opuszczenia Norwegii i udania się do Anglii w celu założenia nowej osady. W grze też wpleciono elementy mitologii nordyckiej. To może tyle.
"Assassin's Creed : Valhalla" to jest typowy action RPG z widokiem TPP w stylu Skyrima i tego typu gier. Masz ogromną mapę, otwarty świat i możesz sobie eksplorować go do woli. Odkrywasz nowe znaczniki na mapie, rozwiązujesz questy (typu: idź tam, przynieś to, zabij tamto, jakieś misje eskortowe, czy jakieś proste łamigłówki), za co dostajesz punkty doświadczenia i levelujesz postać. W grze też można upgrade'ować swój ekwipunek żeby mieć lepsze statystyki. Gdyby z tego wyciąć wątek "Assassin's Creed" i zostawić wątek mitologii nordyckiej, to byłby bardzo dobry action RPG o najazdach Wikingów i Normanów na południowo-wschodnią Anglię. Podobnie jak "FarCry Primal" z 2016 roku o ludziach pierwotnych, gdzie spokojnie ta gra mogła być osobną franczyzą niż "FarCry". Równie dobrze gra ta mogłaby się nazywać "10 000 B. C."... Chociaż nie, chyba jest już taki film, więc prawa autorskie.
Jak teraz piszę ten tekst, mam przegrane w "Valhallę" około 77 godzin, a myślę, że mogę być dopiero na etapie 1/3 gry. Dopiero co zawarłem 4 sojusze w Anglii, pracuję nad piątym. Ostatnią misją jaką pamiętam, to było zabicie legendarnego niedźwiedzia ukrywającego się w rzymskich ruinach, a końca gry nie widać. Na mapie w cholerę znaczników, skarbów do odkrycia, a końca nie widać. Dopiero mam 180-któryś level, a widziałem obszary mapy z sugerowanym 350! Myślę, że może 300 godzin pyknie w Valhallę. Zamierzam wyczyścić wszystkie mapy, ale platynować nie zamierzam.
Nie pamiętam już jaka gra mnie tak wciągnęła w ostatnich 5 latach jak "Assassin's Creed : Valhalla". Ostatnimi takimi grami były twory... o zgrozo... od Bethesdy. Od czasów "Fallout 4" z 2015 roku, "The Elder Scrolls IV i V" (Oblivion i Skyrim) z 2006 i 2011, żadna gra mnie tak nie wviągnęła. Wcześniej były to: "Heroes & Might & Magic 3" z 1999, "Gothic" z 2001 roku, "GTA Vice City" z 2002 roku, "Diablo 2" z roku 2000, w których spędziłem wiele godzin. Nie licząc gier na Commodore 64 typu "Boulder Dash", "Giana Sisters", "Montezuma's Revenge" (niedługo będzie) i inne.
Kiedyś by mi to chyba przez gardło nie przeszło, ale myślę, że spokojnie gra ta mogłaby powalczyć o tytuł gry roku. Gra od Ubisoftu. Gdybym ją skończył. Ale nie ma szans na to, żebym ją ukończył w tym roku. Ostatnie cztery dni roku do roboty, pisanie tego tekstu też mi zajmie kilka dni. Nie ma szans.
Pomimo małych glitchy, jak blokowanie się postaci, kijowa praca kamery podczas wspinaczki, 3 crashe gry na 77 godzin (1 po 30 godzinach gry, 2 ostatnie podczas Święta Yule), czy niektórych znaczników questów na mapie. Do tego wysoki poziom trudności, gdzie na najłatwiejszym poziomie trudności walczysz z bossem, który teoretycznie ma słabszy level (jak na przykład ostatni mityczny niedźwiedź z którym walczyłem), to czułem się jakbym walczył z bossem w Dark Souls. Serio. Takim słabym jestem graczem. Wracając do meritum. Pomijając te mankamenty, jestem skłonny dać tej grze 10/10 i jeśli ją skończę, zastanowię się nad tytułem gry roku. Według mnie oczywiście.
Cyberpunk 2077
No i co ja mam napisać o tej grze. To była jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie gier w tym roku, tuż obok TLOU2 i FF7, ale niespodziewany przeciek o RE3 zepchnął tę grę z podium.
O tej grze napisano już chyba wszystko, zwłaszcza po jej premierze, która miała miejsce 10 grudnia 2020 roku, więc też nie chcę dobijać leżącego.
Jak pewnie pamiętacie, albo i nie, gra ta miała mieć premierę 16 kwietnia 2020, ale z tego co pamiętam to jej premiera była przesuwana czterokrotnie. Najpierw na czerwiec, potem na wrzesień, później na listopad i w końcu na 10 grudzień 2020.
Może pamiętacie, albo i nie, wcześniej pisałem, że nie mam dobrych przeczuć co do premiery tej gry i bałem się, żeby to nie była katastrofa. Jak pamiętacie, balonik hype'u na tę grę był pompowany niczym jak przed występem naszych piłkarzy na MŚ w Korei i Japonii w 2002 roku. Że co to nie będzie, zakwalifikowaliśmy się jako pierwsi z Europy i że może zdobędziemy medal. A jak się skończyło. Balonik hype'u był pompowany, dopóki nie pier... dyknął. To samo było z Cyberpunkiem. Jeszcze w marcu, na miesiąc przed premierą, CDProjekt Red zapewniał, że gra jest niemal ukończona. Jak przyszło pierwsze przesunięcie daty premiery na czerwiec, to machnąłem ręką, choć już wtedy były pierwsze sygnały, że nie dostaniemy takiej gry jaką obiecywano (wycięcie elementu jazdy metrem w grze). Czerwona lampka zapaliła mi się w czerwcu, gdy ogłoszono kolejne przesunięcie daty premiery na wrzesień. Wtedy byłem prawie niemal pewien, że gra jednak nie jest skończona. Przy wrześniowej obsuwie machnąłem ręką i przestałem czekać na ten tytuł, bo przeczuwałem, że w tym roku może się nie ukazać. Dużo się nie pomyliłem.
Niestety mleko się rozlało przy okazji premiery. Uważam też za jeden największych faili tego roku premierę "Cyberpunka 2077", a zwłaszcza na konsole odchodzącej już generacji.
Oczywiście gracze nerdy rozpoczęli tak zwany "review bombing" na Meracritic i wystawiali grze najniższe możliwe oceny, jak to było w przypadku "The Last of Us part 2". Ale z drugiej strony CD Project Red są sami sobie winni, bo zapewniali, że gra będzie działać na konsole odchodzącej generacji (PS4 i XBO), a potem jak się okazało na premierę gra na te konsole nie była grywalna. Ja zacząłem grać na patchu 1.06 i przyznam, że tragedii nie ma. Nie wiem jak było na początku. Redzi zamiast powiedzieć wprost, że "sorry, ale nie zdołamy wydać tej gry na starsze konsole w terminie", to zapewniali, że wszystko jest ok. A potem musieli przepraszać graczy. Ja bym się nie obraził, gdyby całkowicie porzucili pisanie tej gry na PS4 (a wiem że zaczęli pisać tę grę pod koniec życia PS3) i zajęli się next... current genami już, albo przesunęli datę premiery, nawet o rok, jeśli byłaby potrzeba. Niestety Redzi byli w szachu. Z tego co mi wiadomo to niektóre środowiska nalegały, aby wydać tę grę, ale także była presja w środowisku graczy nerdów. Gdy przesuwali datę premiery, to gracze byli wkurzeni, gdy w końcu wydali tę grę, też byli wkurzeni. I tak źle i tak niedobrze. Skończyło się na tym, że ze sklepu PlayStation Network została usunięta cyfrowa wersja tej gry, ale nadal można kupić wersję pudełkową i taką właśnie mam. To też nie zdarza się często żeby Sony czasowo usuwało jakiś produkt ze sklepu, a tym bardziej oddawało pieniądze niezadowolonym graczom.
Na dodatek oberwało się akcjonariuszom CD Projectu, którzy stracili pieniądze, ale to jest raczej normalne przy premierach gier większych podmiotów. Gdy rósł hype na grę, rosły ceny akcji CDP, które osiągały ponad 400 złotych za jedną akcję. Krótko po premierze cena akcji spadła do poniżej 300 złotych (teraz to nie wiem po ile są, bo mnie to nie interesuje). Ale są tacy, którzy kupili mnóstwo akcji licząc na zysk, a teraz po premierze chcą podać firmę do sądu. Moim zdaniem jest to troszeczkę infantylne... Tylko, że granie na giełdzie jest równoznaczne z ryzykiem zysku bądź strat, a nawet krachu. Ja sam kupiłem sobie trochę akcji pisma CD Action. Kupiłem sobie pakiet akcji chyba za 150 złotych i dla mnie to nie jest aż taki wielki majątek. Gdyby nawet CD Action zbankrutowało, czego oczywiście im nie życzę, tak tylko gdybam, to ja machnę na to ręka i powiem "trudno, stało się". Dlatego też inwestuje się, bądź kupuje kryptowaluty, za jakąś określoną kwotę, która aż tak nie obciąży portfela. A jak niektórzy pewnie zainwestowali miliony, to im się nie dziwię. Dlatego ja raczej nie grywam na giełdach, a jak mam inwestować, to tylko małe kwoty. Być może sprawa z "Cyberpunkiem" będzie nauczką.
Wracając do samej gry. Póki co, trochę pograłem w tę grę, a mam wersję na PS4 i muszę przyznać, że tragedii nie ma. Nie wiem co ludzie chcą od tej gry. Czasem zdarzy się jakiś drobny glitch, że ludzie chodzą w powietrzu, albo tekstury twarzy się doczytują z opóźnieniem, ale naprawdę gra ta nie wygląda tak źle. Są małe spadki płynności podczas jazdy samochodem, ale to nie są tragiczne wartości, jak w latach 90 gdy grałem w demo "Dethkarz" w zajebistym klatkażu 1 FPS na najwyższych ustawieniach graficznych. XD Być może ja mam inne spojrzenie na to, bo jestem bardziej graczem retro i pikseloza nie jest mi straszna. Pikselozy w Cyberpunku nie widzę, a 24 FPS (tak jak filmy kinowe) to dla mnie już jest płynny obraz.
Tak o samej grze. To bardzo rozbudowany action RPG w połączeniu z grą FPS a raczej FPP i science-fiction. Akcja rozgrywa się w alternatywnej przyszłości, w roku 2077 w jednej mega metropolii Night City, która położona jest w północnej Kalifornii. Twórcą uniwersum "Cyberpunka" jest Mike Pondsmith, twórca planszowych gier fabularnych. Pierwszy "Cyberpunk" ukazał się w 1988 roku, znany też jest jako Cyberpunk 2013. Kolejna odsłona "Cyberpunk 2020" ukazała się w 1990 roku, a "Cyberpunk 3.0" ukazał się w roku 2005. W grze wcielamy się w postać V. (może być to postać męska lub żeńska), a naszym celem jest... Nie będę mówił. Grę możemy rozpocząć w jednej z frakcji : Nomadów (koczowników żyjących poza miastem), Punka z ulicy (ja zacząłem tą), oraz Korpoludka. W grze mamy ogromny obszar do zwiedzania, choć też nie jest odblokowany od razu. Można powiedzieć, że jestem jeszcze w prologu. Musimy wykonywać powierzone nam questy : idź tam, pogadaj z tym, spuść temu wypierdol, ukradnij brykę, poznawaj nowych ludzi, itd... W grze też możemy pobawić się w przykładnego obywatela, udaremniać na własną rękę rozboje i zabijać bandytów. Gdyby ta gra była z widokiem TPP, to trochę przypominałaby mi GTA 5. Grę obserwujemy z oczu gracza, ale na przykład podczas jazdy na motorze czy samochodem, mamy widok TPP (z perspektywy trzeciej osoby). W grze jest w cholerę nawiązań do popkultury : filmy, muzyka, inne gry. Myślę, że miłośnicy takich filmów jak "Łowca androidów" Ridley'a Scotta z 1982 roku powinni być ukontentowani.
Naprawdę muszę przyznać, że aż takiej tragedii nie ma. Być może przez to, że zacząłem grać na patchu 1.06. Dopóki co jeszcze nie miałem ani jednego crashu. Pomimo faktu, że zagrałem trochę, bo teraz jeszcze męczę Valhallę, to jeszcze nie chcę oceniać Cyberpunk. Crap to nie jest, ale do Valhalli trochę mu brakuje. To taki mocny średniak. Póki co, tak wstępnie bym dał 7/10. Myślę, że gdy Redzi jeszcze połatają wersje na stare konsole, być może zrobią mały downgrade grafiki. Myślę, że wtedy gra będzie sztos i niektórzy będą wracać i przepraszać. Zamierzam trochę poczekać i kupić konsolę nowej generacji żeby zagrać w tę grę. Podobno na Xbox Series X nie ma problemów, więc jak tylko rząd zdejmie lockdown, to zaraz wybieram się do Euro RTV AGD czy innych Ekspertów.
Moim zdaniem zrobili jedyny błąd, że nie wstrzymali premiery tej gry na odchodzące generscje konsol, albo całkowicie jej nie anulowali.
Impossible Mission Remastered
Aaaaw shit. Here we go again.
W sumie jest to nowa-stara gra, w którą zagrywałem się jako dzieciak na swoim Commodore 64 we wczesnych latach 90. Chyba kiedyś napisałem retro recenzję tej gry na Steemit, więc nie wiem czy mam się powtarzać. "Impossible Mission" jest to gra łącząca elementy gry szpiegowskiej, logicznej i platformowej. Wcielamy się w postać tajnego agenta, który zapuszcza się do kompleksu naukowego, któremu przewodzi złowieszczy doktorek Atombender. W grze będziemy musieli odkrywać windami szyby, których jest chyba 6 lub 7 i przemierzać 32 pokoje, w których są zabójcze roboty. Naszym celem jest zebranie wszystkich przedmiotów z pokoi (meble i tym podobne rzeczy), ponieważ w niektórych zostały ukryte puzzle, z których musimy ułożyć hasło do tajnego pokoju, w którym ukrywa się Atombender. Na wykonanie misji mamy 6 godzin. Za każdą stratę życia gra nam dolicza 10 karnych minut, czyli możemy maksymalnie zabić się 36 razy. Roboty strażnicy są dla nas zabójczy i zetknięcie się z nimi grozi popieszczeniem po pleckach prądem. Niektóre roboty strzelają z działek Tesli, więc nie radziłbym dotykać prądu. Pisałem też, że układ plansz za każdym razem jak zaczynamy grę, jest inny ( generowany losowo). Tak samo AI (sztuczna inteligencja) robotów za każdym razem jest inna. Niektóre stoją i nic nie robią, inne tylko stoją i rażą prądem, inne tylko chodzą, inne rażą prądem jak tylko zobaczą naszego protagonistę, albo biegną do nas jak w Lidlu przy promocji karpia przed wigilią. A w tej nowej wersji wzbogacono roboty o kilka nowych zachowań, więc uważajcie.
Pierwotnie gra ta ukazała się w 1984 roku dzięki firmie Epyx, znanej chociażby z gier sportowych na Commodore 64 ("Summer Games" , "Winter Games" , "World Games" , czy wyścigi Formuły 1 - "Pit Stop" cz. 1 i 2). W 1988 roku powstał sequel tej gry - "Impossible Mission 2",ale niestety jej nie miałem i o jej istnieniu dowiedziałem się dopiero po wielu latach.
Dzięki firmie Pixel Games UK gra ta oraz inne tytuły z maszyn ośmiobitowych trafiły na platformę Steam i można je kupić za grosze. Najpierw na Steam trafił latem (chyba jakoś w sierpniu) "Impossible Mission 2", a 9 listopada 2020 roku trafiła pierwsza część "Impossible Mission" i można ją na Steamie kupić sobie za niecałe 8 złotych.
Gra ta została napisana w języku Unity. Graficznie i dźwiękowo wygląda tak samo jak na Commodore 64, tylko działa jakby płynniej (czyżby 60 FPS?). Dźwięki są dokładnie te same co na Commodore 64: ten głos profesorka Atombendera z syntezatora mowy, te dźwięki wydawane przez roboty i działek Tesli, kroki protagonisty czy jego krzyk jak wpadnie w przepaść, czy dźwięk zjeżdżającej windy, czy dźwięki telefonu jak wejdziemy w menu.
W grze jest nowość. W jednym z komputerów (nie wiem czy to jest generowane losowo), tam gdzie możemy wyłączać roboty, możemy sobie zagrac w partyjkę Pool Bilarda z jednym z robotów. Nie wiem czy to jest wariacja jednej z gier wydanych przez Epyx (czy w ogóle wydali jakiś bilard na maszyny 8-bitowe). Niestety nie dograłem żadnej partyjki do końca i nie chcę wiedzieć co nas czeka w razie porażki. Pewnie masaż prądem o natężeniu 100 A.
Niestety gra nie jest wolna od glitchy. Czasami nie ładują się dźwięki w grze, albo nie ładują nie te co trzeba. Czasami jak wchodzi się do pokoju to zamiast słychać hasło "Destroy him my robots", to słyszymy ten tekst z początku gry "Another visitor...", czy też śmiech Atombendera gdybyśmy przegrali grę. Raz miałem tak, że grafika plansz się nie wczytała, tylko chodziliśmy w kolorze tła planszy, a na korytarzu panowała ciemność jak w dolnych partiach piramidy w "Montezuma's Revenge".
W sumie grze mógłbym dać 6+/10 ze względu na glitche. Gdyby nie to, to pewnie bym dał mocne 8/10 jak wersji na Commodore 64. Mam nadzieję, że niedługo Pixel Games wyda jakiś patch łatający te glitche.
Pozytywne zaskoczenie roku.
Command & Conquer Remastered Collection
Z pewnością najbardziej pozytywnym zaskoczeniem roku będzie remaster dwóch pierwszych odsłon serii "Command & Conquer", czyli "Command & Conquer" z 1995 roku i kultowy "C&C: Red Alert" z 1996 (w Polsce znany też po prostu jako "Red Alert"). Gry chyba raczej nie trzeba przedstawiać. Jest to jeden z pierwszych RTS-ów, czyli strategii czasu rzeczywistego. Młodsi gracze mogą tego gatunku nie pamiętać. To coś podobnego do LOL-a.
Nawet napisałem pseudo recenzję tej gry, oraz też nagrałem klip filmowy do niej, ale zapomniałem wrzucić to na Hive, oraz na YouTube. Teraz po 6 miesiącach nie wiem czy się opłaca. Po prostu zapomniałem i zająłem się innymi projektami.
Nie sądziłem, że kiedykolwiek pochwalę EA, ale za to co zrobili z remasterem "Command & Conquera" należą się czapki z głów. Chociaż... To nie EA zrobiło ten remaster, a wydało go pod swoim szyldem. Odpowiedzialni są za niego oryginalni twórcy pierwszych RTS-ów ("Dune 2", "C&C") czyli Westwood Studios tylko pod nowym szyldem. W 2003 roku Westwood Studios zostało wchłonię... to znaczy wykupione przez EA, a niezadowoleni pracownicy odeszli i założyli nowe studio Petroglyph Games. O remasterze "Command & Conquer" mówiło się od 2018 roku, że trwają jakieś prace i nagle ni z gruchy, ni z pietruchy w piątek 5 czerwca 2020 roku gra została wydana równolegle na Steamie i na Origin. Też trzeba powiedzieć, że wtedy Valve i EA zawarły umowę, bo gry dostępne wcześniej tylko na Originie pojawiły się na Steamie, a także... miesięczny abonament od EA Access.
Oczywiście malkontenci zaczną kręcić nosem, że to skok EA na kasę, że to żerowanie na nostalgii starszego pokolenia graczy. Tylko, że w pierwszy weekend po premierze równocześnie online grało około 60 tysięcy ludzi. Ja sam zmarnowałem niedzielę na tę grę, tak mnie (znów) wciągnęło.
O grze słów kilka. To stare dobre dwie pierwsze odsłony "Command & Conquer" ze wszystkimi dodatkami, wzbogacone także o misje, które wyszły tylko na konsolach PSX. Dodatkowo można grać online z innymi graczami, a grafikę podbito do 4k. Żeby zmienić grafikę nie trzeba włazić gdzieś tam w Opcje, tylko wystarczy wcisnąć... Spację (to taki podłużny klawisz na środku w pierwszym szeregu od dołu). Dzięki temu można w mgnieniu oka zmieniać grafikę z oryginalnej pikselozy na grafikę 4k i tutaj następuje efekt Mandeli i zderzenie ze ścianą. Po zmianie grafiki na tryb 4k gra wygląda dokładnie tak, jak ją zapamiętaliśmy z dzieciństwa. XD
Oczywiście nowa wersja odziedziczyła stare grzechy oryginału, czyli niskie AI naszych jednostek i gubienie drogi nawet przy odkrytej mapie. Albo jak nie mają gdzie iść, to stoją bezczynnie i trzeba ich prowadzić za rączkę. Czy też toporne zaznaczanie kilku jednostek jednocześnie. To już irytowało pod koniec lat 90, kiedy zagrywałem się w "Red Alerta", a co dopiero teraz. Przynajmniej młodsze pokolenie graczy może zobaczyć w co ich starzy, boomerzy, zagrywali się kiedy byli w ich wieku.
Jak dla mnie to jest 10/10 i niech Blizzard się uczy jak się powinno robić remastery. Oczywiście piję do nieudanego remastera "Warcrafta 3" z początku 2020 roku. Wystarczy, że gracze ocenili to na Metacritic, zrecenzowano to. W sumie mógłbym podać remaster "Warcraft 3" w niewypałach roku, ale ja leżącego kopać nie będę.
Na dalszych miejscach będą gry, których pseudo recenzje napisałem w formie pisemnej i nagrałem do nich także klipy filmowe, więc też nie wiem czy jest w ogóle sens je omawiać jeszcze raz.
Fall Guys Ultimate Knockout
Bezsprzeczny hit drugiej połowy wakacji A. D. 2020. Gra miała swoją premierę 4 sierpnia 2020 roku i od razu wylądowała w ramach abonamentu PlayStation Plus. Za stworzenie gry odpowiedzialne jest brytyjskie studio Mediatonic, a za jej wydanie amerykańskie studio Devolver Digital. Czy jest w ogóle sens omawiać ten tytuł jeszcze raz, skoro napisałem i nagrałem jego recenzję? Połączcie sobie tryb battle royale z takimi głupkowatymi japońskimi teleturniejami typu "Takeshi's Castle", dodajcie słodziuśną lukrowaną grafikę i takie dziwnie ubrane... Fasolki? Czy drażetki z Tic Taca? Do tego trylion różnych konkurencji od wyścigów poprzez grę w piłkę, przypominająca trochę Rocket League. Na początku nawet się bawiłem, ale z biegiem czasu rosła frustracja i porzuciłem ten tytuł przed nastaniem sezonu drugiego. Jestem chyba jedyną osobą na świecie, która nie wygrała choćby meczu w tę grę. Ale co się ubawiłem przy tym tytule to moje. Nie pamiętam na ile oceniłem ten tytuł, ale takie solidne 7/10 bym dał.
Saboteur SiO
Źródło : Steam - skasowałem sobie screeny z gry
Kolejna gra z tego zestawienia, której recenzję napisałem na Hive, a klip filmowy umieściłem na YouTube. Nie wiem czy jest jakikolwiek sens omawiać znów ten tytuł. Gra ta jest oficjalną, trzecią odsłoną cyklu, którego poprzednia część "Saboteur 2: Avenging Angel" ukazał się... 33 lata temu, w 1987 roku na Commodore 64 czy ZX Spectrum. Pierwsza odsłona cyklu - "Saboteur!" ukazała się w 1985 roku na komputer ZX Spectrum, a rok później została przeportowana choćby na Commodore 64. W obie części tego cyklu zagrywałem się w dzieciństwie na Commodore 64. Trzecia odsłona cyklu "Saboteur SiO" jest to gra wyprodukowana przez polskie studio SimFabric wraz z twórcą oryginału - Clivem Towsendem. Premierę miała ona 1 września 2020 roku na Steam, a 18 września 2020 na Nintendo Switch. Na Steemit/Hive napisałem dwa teksty o tej grze, więc nie będę się powtarzał.
Montezuma's Revenge
Kolejna gierka z tego zestawienia, którą recenzowałem pisemnie i filmowo. Na Steemit / Hive dwukrotnie o niej pisałem, więc nie ma sensu się powtarzać. Na dodatek w maju 2020 roku zamiast pisać recenzję remake'u "Final Fantasy 7", to postanowiłem napisać "artykuł wysokiej jakości" o historii powstania gry "Montezuma's Revenge", ale tekstu nie skończyłem, gdyż był długi i pisałem równolegle tekst o filmie "Lśnienie" Stanley'a Kubricka na 40 rocznicę powstania filmu, ale nie zdążyłem i projekt porzuciłem.
Jaki jest Montezuma chyba każdy widzi. Tej gry chyba nie trzeba przedstawiać ludziom, którzy mieli w domu takie komputery jak Atari czy Commodore. Pierwsza, niedokończona wersja tej gry została napisana przez młodziutkiego, 16 letniego Roberta Jaegera (i jego kolegę Marka Sunshine'a) w 1983 roku, który sprzedał prawa do tytułu firmie Parker Brothers, która dokończyła grę za niego i wydała ją pod swoim szyldem w 1984 roku. Muszę przyznać, że zagrywałem się już w tę grę jako 9 letni szczyl na swoim Commodore 64 w 1992 roku i była to jedna z moich ulubionych gier na tę maszynę.
Odświeżona wersja Montezumy miała swoją premierę 18 sierpnia 2020 roku w Microsoft Store i 13 października 2020 w wersji na Steam, chociaż już w 2018 można było kupić wersję alfa w sklepie Google Play. Za tę grę odpowiada tajemnicze studio Normal Distribution LLC, ale za tą nazwą ukrywa się... twórca oryginału Robert Jaeger, który odzyskał prawa do gry. Razem ze swoim kumplem Markiem Sunshinem napisali tę grę od nowa i wydali na nowsze maszyny. Mechanika gry w zasadzie nie różni się od oryginalnej. Dodano parę nowych elementów. Dźwięki to miks oryginalnych dźwięków z Atari z nowymi efektami. Nowością w tej grze jest możliwość zmiany grafiki z retro na bardziej współczesną, ale ja wolę jednak retro. Nie pamiętam na ile oceniłem tego Montezumę, ale oceny niższej niż 10/10 sobie nie wyobrażam.
Need For Speed Hot Pursuit Remastered
I chyba ostatnia pozycja w tym zestawieniu. W piątek 6 listopada 2020 roku ukazał się po 10 latach remaster jednego z moich ulubionych NFS-ów, czyli "Hot Pursuita" z 2010. Stworzona gra przez dwa brytyjskie niezależne studia : Stellar Entertainment i Criterion Games, które ostatecznie zostały wchłonięte przez EA czyli wydawcę. Nie chcę się powtarzać, bo niedawno napisałem pseudo recenzję tej gry na Hive i nagrałem video na YouTube. Gra bardzo fajna, tam chyba trochę w remasterze ułatwili gameplay, bo niektóre plansze, których nie mogłem ukończyć lepiej niż brązowy medal, tutaj ledwo ledwo kończyłem ze złotem. Przykład jedna z pierwszych plansz w karierze Uciekiniera, gdzie musieliśmy gnać tym porsche 911 o 21:00 wieczorem w burzy. W oryginale ledwo udało mi się zmieścić w srebro, a tutaj złoto. Ale moim zdaniem to dobrze, bo miejscami oryginał bywał wkur... irytujący. Gra bardzo dobra, tylko czy rzeczywiście ten remaster był potrzebny? Starsza wersja do dziś wygląda bardzo dobrze. Nie pamiętam oceny, ale chyba dałem jej 9/10.
Największy nieobecny - Ghost of Tsushima
Niestety nie udało mi się kupić ani zagrać w tę grę w tym roku, ponieważ odbywałem w tym czasie podróż po zniszczonym Seattle. Myślę, że spokojnie gra ta mogłaby walczyć o tytuł najlepszego pozytywnego zaskoczenia roku, a być może nawet pokusić się o tytuł gry roku. Widziałem fragmenty gameplay'ów z tej gry na YouTube, przeczytałem trochę recenzji i ludzie chwalą ten tytuł. Niestety też jest tak, że nie zagra się we wszystkie gry z danego roku, chyba że ma się w cholerę pieniędzy, czasu i jest się zawodowym gamingowym youtuberem. Niestety ja nim nie jestem. Ba, nawet za youtubera się nie uważam. Chodzę do normalnej pracy, mam obowiązki w domu, więc tego czasu nie mam za dużo.
Grę tą można nazwać przygodową grą akcji. Gra miała swoją premierę 17 lipca 2020 roku i jest ona ekskluzywnym tytułem na konsolę Sony PlayStation 4. Twórcą tej gry jest amerykańskie studio Sucker Punch Productions, znane chociażby z serii "Infamous".
Akcja gry rozgrywa się pod koniec XIII wieku (a dokładniej w 1274 roku) na japońskiej wyspie Cuszima podczas mongolskich najazdów na Japonię. Głównym bohaterem gry jest jeden z ostatnich samurajów Jin Sakai, który po przegranej bitwie z Mongołami omal nie ginie, ale udaje mu się cudem przeżyć. W tym czasie postanawia on się przeciwstawić najeźdźcy i wyrwać Cuszimę z rąk Mongołów.
Słyszałem opinie wśród graczy, którzy chcieliby zobaczyć "Assassin's Creed" w czasach średniowiecznej Japonii i właśnie go dostali. Gra w swojej mechanice niewiele odbiega od tych nowszych Asasynów. Biegamy po ogromnej mapie, możemy używać szybkiej podróży, wykonujemy liczne questy i siekamy na plasterki niezliczone rzesze wrogów. Wszystko to wygląda miodnie, grafika, siekanie wrogów na plasterki.
Twórcy gry zrobili porządny research przed przystąpieniem do produkcji gry. Studiowali historię średniowiecznej Japonii, a nawet oglądali najbardziej znane filmy samurajskie Akiry Kurosawy. Ja sam za fanatyka filmów Akiry Kurosawy się nie uważam, ale miałem taki okres, że oglądałem jego największe dzieła z "Rashomon" (1950), "Siedmiu samurajów" (1954), "Tron we krwi (1957 - adaptacja" Makbeta "Williama Szekspira)," Rudobrody" (1958), "Straż przyboczna" (1961), "Sanjuro, samuraj znikąd" (1962), "Piekło i niebo" (1963 - można powiedzieć że to pierwowzór "Okupu" z Melem Gibsonem z 1996), czy też radzieckiego filmu "Dersu Uzala" z 1975 roku. Z tego co mi wiadomo, to można w grze sobie ustawić tryb graficzny Kurosawa mode, który jest wzorowany na kinie samurajskim z lat 50 i 60 XX wieku. Obraz jest czarno-biały, ustawiono większą ziarnistość, jakby to wyglądało jak kino samurajskie z tamtego okresu. Dodatkowo żeby dodać imersyjności tej grze, można też sobie ustawić dialogi na język japoński, tak jak w serii "Metro" czy w Stalkerze na język rosyjski.
Też trzeba przyznać, że gra ta otrzymała maksymalną ocenę (40/40) w japońskim magazynie "Famitsū", co jest niezwykle rzadkim osiągnięciem, zwłaszcza dla gier spoza Japonii. Wcześniej takim wyczynem mogły się pochwalić tylko dwie gry niepochodzące z Japonii : "The Elder Scrolls V : Skyrim" (2011) i GTA 5 (2013).
Podczas gali The Game Awards 2020 "Ghost of Tsushima" był nominowany w 8 kategoriach, a otrzymał 2 nagrody: najlepszą oprawę artystyczną i za najlepszą grę według społeczności.
Żałuję, że nie udało mi się zagrać w tym roku w "Ghost of Tsushima", ale postaram się nadrobić zaległości w najbliższym czasie, bo wiem że to jest bardzo dobry tytuł i myślę, że przypadnie mi do gustu, tym bardziej, że do gustu przypadła mi taka Valhalla.
W tym zestawieniu mógłbym umieścić Horizon Zero Dawn, które po 3 latach bycia exclusivem na PS4, na początku sierpnia 2020 roku zawitał na komputery PC. Niestety mój komputer jest już za słaby na ten tytuł i odmówił współpracy z tą grą. A raczej pamięć VRAM w karcie graficznej. Podobno na początku były jakieś problemy z działaniem, ale po kilku patchach podobno jest OK. I jakoś nikt nie pozywa Guerilla Games.
Oczekiwania na 2021 rok
Jeśli chodzi o nadchodzący 2021 rok, to nie mam jakichś wygórowanych oczekiwań gamingowych. Być może kupić sobie lepszy komputer i konsolę nowej generacji. Jak wiecie z Xboxami Series raczej problemu nie ma, gorzej z PS5.
Jeśli chodzi o gry, to są dwa tytuły, na które czekam w 2021 roku. Pierwszym jest przygodowa gra "Undying" stworzona przez studio Vanimals. Akcja tej gry ma się rozgrywać podczas apokalipsy zombie. W grze tej będziemy się wcielać w rolę matki, która została pogryziona przez zombie i której dni zostały policzone. Naszym zadaniem będzie nauczenie naszego synka przetrwania w tym okrutnym świecie. Oczywiście pierwsze skojarzenia to... wiadomo które gry. Jedna od Telltale Games, druga od Naughty Dog. Czuję, że niejedna łza poleci. Do tego gra będzie pokazana w oszczędnej grafice, bardziej podchodzącej pod gry Indie. Postacie są obrysowane kanciastymi konturami i nie mają twarzy. Pierwszy raz o tej grze usłyszałem chyba jeszcze w 2019 roku i nie pamiętam czy umieszczałem ją wśród oczekiwanych gier w nadchodzącym 2020 roku. Ale wtedy chyba szacowana data premiery nie była znana. Dokładna data premiery gry i cena jeszcze nie są znane, ale bez problemu można znaleźć profil tej gry choćby na platformie Steam.
Drugą grą jest oczywiście ósma odsłona serii "Resident Evil", która ma mieć podtytuł VILLAGE, gdzie VILL przechodzi w rzymską 8, czyli VII. Gra ta ma być kontynuacją części siódmej. Ponownie mamy spotkać bohatera części siódmej - Ethana Wintersa i Chrisa Redfielda, do tego w takich mrocznych, transylwańskich klimatach. Mają być wampiry i wilkołaki. Nie powiem, że trochę się obawiam tej gry, że nagle gdzieś w ciemności wyskoczy mi przed ryj jakiś wilkołak. Zawał serca może być. Podejrzewam, że gra ta także będzie w konwencji FPP/FPS jak część siódma. Z tego co mi wiadomo to planowana data premiery jest na kwiecień 2020.
Rozczarowania roku
Czy naprawdę muszę o tym pisać?
Premiera "Cyberpunk 2077" na starsze generacje konsol - czy muszę jeszcze coś dodawać
Premiera PS5 i Xbox Series (na początku). Teraz gorzej jest kupić PS5.
Premiera remastera "Warcraft 3". Nawet nie chce mi się sprawdzać jaki on miał tam podtytuł.
pandemia COVID-19, która nieco sparaliżowała rynek gier i zabrała paru wspaniałych ludzi, choćby Piotra Kuldanka czyli Pana Codziennika w listopadzie 2020.
Podsumowanie
Zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre tytuły nie zostały przeze mnie ujęte w tym podsumowaniu roku, ale niestety... Czas nie jest z gumy. Człowiek nie ma czasu i pieniędzy żeby zagrać we wszystko. Do tego doszła ta... co wyszła z miasta Wuhan w Chinach i rozlała się na cały świat. Człowiek był zajęty czym innym, niż głupimi gierkami. Poza tym zaczynał inne projekty, których ostatecznie nie zdążył skończyć. Do tego też dochodzi praca zawodowa, bo na te gierki też trzeba mieć, obowiązki w domu i parę innych rzeczy. Człowiek by chciał, ale nie ma jak i kiedy. Niestety w tym roku nie śledziłem sceny komputerów ośmiobitiwych, które nadal żyją i nie wiem jakie fajne gry powychodziły na Atari czy Commodore, a na pewno coś fajnego powychodziło w tym roku.
W zeszłym roku bym nie pisał takich rzeczy, ale mam nadzieję, że dożyję do następnego gamingowego podsumowania roku, że nie damy się tej Pani Demii z Wuhan i ją pokonamy. Kto by przypuszczał rok temu, że w tym nadchodzącym 2020 będą takie jaja. Owszem dochodziły jakieś sygnały, że znowu coś tam w Chinach im uciekło z laboratorium, ale człowiek myślał, że skończy się jak z pierwszym SARS w 2002, albo ze świńską grypa w 2009.
Gra Roku (według mnie) : Assassin's Creed : Valhalla - dobra, niech stracę, niech będę przeklęty na wieki
2 miejsce : ex aequo The Last of Us part 2 i remake Final Fantasy 7
3 miejsce : remake Resident Evil 3
Największy nieobecny : Ghost of Tsushima - myślę, że byłby na podium i zepchnąłby Residenta z 3 miejsca, a może by wygrał
Pozytywne zaskoczenie roku : Command & Conquer Remastered Collection
Największe rozczarowanie roku
- premiera PS5
- premiera Cyberpunk 2077 na stare generacje konsol
- premiera Warcraft 3 Reforged
Największy wkurw roku
Pewna choroba wywołana przez pewien wirus. WON i już nie wracaj!
Najbardziej wyczekiwane gry w 2021 roku - Undying i Resident Evil 8: Village.
Screeny bez podanych źródeł pochodzą z moich własnych gameplay'ów, co nie oznacza, że ich właścicielami są twórcy gier.
Niestety przypadkowo wykasowałem sobie z telefonu część swoich screenów z gier.