Część recenzentów gier przytłaczało ten znany cytat (wypowiedziany 13 kwietnia 1970 roku przez amerykańskiego astronautę Jima Lovella podczas misji Apollo 13) podczas recenzji najnowszego dziecka Bethesdy, a mianowicie gry "Garfie..." to znaczy "Starfield", ciągle te nazwy mi się mylą.
Nie wiem kto jest autorem tego obrazka. Pytałem się "Kowala" z Fakes Forge, ale twierdzi, że to nie on. 😂
Na początku chciałbym zaznaczyć, że nie jestem tak zwanym recenzentem ", a te moje wysrywy tutaj nie są profesjonalnym recenzjami, a są raczej "pseudo recenzjami", a bardziej opiniami o produkcie. Ja bardziej skupiam się na zaletach niż wadach i bardziej szukam tych dobrych cech. Jeśli coś jest dobre, coś mi się podoba i sprawiło mi frajdę, to czemu się nie podzielić (polecić) tym z innymi. A jeśli coś mi się nie podoba, jest totalnym crapem, to tego nie opisuję. Szkoda mojego czasu na opisywanie tego i argumentowanie, Waszego czasu na czytanie tego i moich nerwów.
Także nie jestem tak zwanym ludologiem, a raczej graczem amatorem... z 30-letnim stażem. Ja nie znam wielu fachowych ludologicznych terminów dotyczących gier komputerowych, pochodzących z języka angielskiego. Ludologia, która jest nazywana groznawstwem, jest to w miarę nowa dziedzina nauki, a dokładniej nauk humanistycznych, która bada gry komputerowe pod wieloma aspektami i rozkłada gry na czynniki pierwsze. Nawet powstały w Polsce szkoły wyższe, które kształcą w dziedzinie ludologii. Samo słowo "ludologia" wywodzi się z łacińskiego słowa "ludens" czyli zabawa, a termin "homo ludens" oznacza ludzi, którzy się bawią lub lubią zabawę . Ale czemu o tym mówię?
Na YouTube jest twórca o ksywce Kiszak (on streamuje na Twitchu pod innym nickiem, ale ja nie mam konta na Twitchu i tam nie zaglądam), który zrzuca fragmenty swoich transmisji na żywo z Twitcha i ostatnio wziął się za tych wszystkich wielkich (i tych mniejszych też) recenzentów z YouTube'a, którzy recenzowali "Garfie..." to znaczy "Starfielda" i zaczął ich tak masakrować (niektórych) pod względem stronniczości niektórych recenzji, że aż miło. Ja kojarzyłem tego gościa wcześniej, ale go nie oglądałem, lecz to się zmieniło, kiedy zaczął oglądać wszystkie recenzje "Starfielda". Dzięki Kiszakowi poznałem mniejsze kanały, które także podobnie jak Kiszak masakrowały "Starfielda", choćby kanał Arkadikussa. Arkadikuss jest to gość o znanym i radiowym głosie, który zajmuje się fanowskim dubbingiem do gier i modyfikacji. Podkładał swój głos do kilku modów do "Gothica II", w tym chyba także do anulowanych "Dziejów Khorinis". Nawet taki Klocuch, który kreuje się na takie niedorozwinięte dziecko, potrafił w ironiczny sposób wytknąć wszystkie wady "Starfielda", których nie widzieli więksi recenzenci. Bo kaskę od Bethesdy trzeba było przytulić. Można powiedzieć, że Kiszak wetknął kij mrowisko i chyba u niektórych "zawodowych recenzentów" gier pękła pewna część ciała. Na kanale GryOnline, firmy matki kanału TVGry, chyba przedwczoraj pojawił się dwugodzinny podcast na ten temat. Jeszcze tego nie oglądałem, ale zamierzam tego wysłuchać w wolnej chwili, może dzisiaj podczas ćwiczeń z kettlebellem, ale widziałem fragment shotu u Kiszaka, że się pruli o ludologiczny aspekt recenzji. Kto to będzie oglądać? A może ludzie chcą bardziej fachowych recenzji, a nie takich na poziomie amatorskim? Takie "recenzje" to ja mogę sobie pisać tutaj. Chyba jednak "zawodowym recenzentom" pękła pewna część ciała po reakcjach Kiszaka, i bardzo dobrze, i mam nadzieję, że ruszy to choćby niewielką lawinę. Cieszę się, że Kiszak poruszył publicznie ten temat i odbiło się to szerokim echem.
Ale wiecie o co chodzi? O te wszystkie opłacone i stronnicze przedpremierowe "recenzje" gier (nie tylko "Starfielda", bo "Diablo IV" też się oberwało), które pojawiały się jeszcze przed premierą gry i które je wychwalają grę żeby tylko fraj... to znaczy konsument (gracz) kupił tę grę. Na którymś klipie Kiszak porównywał oceny przedpremierowych recenzji "Starfielda" i gra zdobywała wysokie oceny: od 8-10/10 w dziesięciostopniowej skali, 4-5/5 w pęciostopniowej skali lub na pięć gwiazdek. Nie wiem czy Ci więksi YouTuberzy i kanały portali o grach zdają sobie sprawę, że są medium opiniotwórczym. Oglądają ich tysiące ludzi i na podstawie ich materiałów wyrabiają sobie zdanie. Później taki szary Kowalski kupi grę, dozna dysonsnsu poznawczego i kogo będzie winić? Sam Kiszak powiedział na którymś klipie, że takie coś powinno być karalne. Nie wiem czy to nie było w klipie jak nie robić recenzji, gdzie czyta artykuł na jednym z gamingowych portali, bo już nie chce mi się tego szukać.
Potem gra wychodzi, fraj... gracze ją kupują, doznają dysonansu poznawczego i jest zawód. Często ocena graczy nie pokrywa się z ocenami zawodowych recenzentów i na portalach typu Metacritic oceny gier wystawione przez graczy są o wiele niższe niż oceny recenzentów. Najlepszym przykładem są gry Blizzarda (ostatnio "Diablo IV"), który do czasów fuzji z Activision chodził za solidne studio, a jego gry były wyznacznikiem jakości, ale te czasy bezpowrotnie minęły. Kiszak zwrócił uwagę, że deweloperzy gier ostatnio zaczynają (brzydko mówiąc) lecieć w chuja z graczami. Ostatnimi czasy ceny najnowszych gier AAA skoczyły do absurdalnych wartości. Taki "Starfield" na premierę w wersji podstawowej kosztuje około 360 złotych, "Diablo IV" w wersji podstawowej na premierę kosztował podobnie. Rozumiem, że koszty produkcji gier komputerowych poszły w górę, bo kryzys spowodowany grypką w 2020 roku i inflacją, wzrostem cen prądu i robocizny (nikt za darmo robić nie będzie). Ale jako zwykły konsument, szary Kowalski, który wydaje ciężko zarobione pieniądze na grę, na którą czekał kilka lat i która nie spełniła jego oczekiwań, ma prawo wystawić niską ocenę. Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na wydanie tych 360 złotych za grę. Mówię o wersji podstawowej, nie żadnych Premium czy Deluxe/Ultimate, które są o 100 a nawet 200 złotych droższe, a dodają w sumie guzik (może lepszy ekwipunek na start, albo jakieś bonusy w postaci szybszego zdobywania doświadczenia lub pieniędzy w grze, czy dostęp do gry na 3 dni przed premierą jak w przypadku "Diablo IV" czy "Starfielda"). Skoro gracz (konsument) wydaje swoje ciężko zarobione i niemałe pieniądze (od 360 do 450-500 złotych) za grę (produkt), to chyba ma prawo mieć jakieś oczekiwania co do jakości tego produktu, zwłaszcza za tę cenę. Dla wielu ludzi te 360 złotych stanowi około 10% miesięcznej wypłaty. A często większe portale z grami i więksi YouTuberzy otrzymują bezpłatny egzemplarz z grą, tak zwany egzemplarz recenzencki, ewentualnie klucz na Steama (czy inną platformę) odblokowywujacy wcześniejszy dostęp do gry. Jak myślicie czemu ci wszyscy więksi recenzenci i let's playerzy w dniu premiery gry, a czasem wcześniej (jak spadnie embargo) zaczynają srać z materiałami z danej gry? Oni mieli już to wcześniej nagrane i zmontowane, tylko czekają aby wcisnąć przycisk "opublikuj". A potem taki opłacony recenzencik za darmowy kluczyk z gry chwali produkt, żeby tylko deweloper się na niego nie obraził, bo więcej darmowego kluczyka nie dostanie i będzie musiał wydać te 360 złotych i następną gierkę będzie musiał sobie kupić sam. Ja sobie sam kupuję gry za pełną cenę, bo jestem za cienki Bolek. Nie kupuję wszystkiego bo mnie nie stać, a żyję. A potem taki miesza w głowie zwykłemu Kowalskiemu, że gra jest "zajebista" taka super, żeby tylko kupił produkt. Czy gracze nie mają prawa mieć większych oczekiwań co do danego produktu, zwłaszcza za taką cenę? Często jest taka narracja, że negatywne oceny i opinie (te kulturalne) graczy są mylone z tak zwanym "hejtem".
Chodzi o to, że często studia deweloperskie wydają niepełny, niedokończony i często zabugowany produkt za taką cenę i "łatają" go na bieżąco wydając patche. Często bywa tak, że wycięte rzeczy z wersji podstawowej gry pojawiają się za jakiś czas jako płatne "DLC", bo trzeba dwukrotnie zarobić. A potem są dodatkowe mini opłaty w sklepikach za dodatkowe skórki, sprzęt i inne ... muje, dzikie węże. Nie wspominam o dodatkowych opłatach (które działają jak abonament) żeby dalej grać w grę. Coś takiego chce wprowadzić Blizzard do "Diablo IV". Przewiduje się, że ta opłata ma wynieść od 30 do 50 dolarów rocznie, bo jak nie zapłacisz, to sobie nie pograsz. SUPER, NIE? Nie dość, że konsumenci wydają niemałe pieniądze za (niepełny produkt), to jeszcze będą zmuszani do dodatkowych opłat rocznie, aby dalej grać w tę grę.
Powoli gry komputerowe zaczynają być towarem luksusowym, jak na przykład samochód w czasach PRL-u. Polonez, nie mówię o fiacie 126p (tak zwany "maluch"), jak to było w piosence Perfect "Nie płacz Ewka", był szczytem marzeń. Niedługo dojdziemy do pułapu absurdalnych 500 złotych za podstawową wersję gry (nie mówię o wersjach Premium czy Deluxe/Ultimate), a gracze nadal będą płacić, siedzieć cicho i udawać, że nic się nie dzieje? Przypominają mi się te memy: z gościem który maluje się na clowna i ten z psem (chyba z jakiejś kreskówki) siedzącym spokojnie przy stoliku i mówiącym "this is fine", a dookoła szaleje pożar. Wszystko jest ok? Nie wszystko jest ok. Dopóki gracze nie otworzą oczu i nie zaczną "głosować portfelami" to studia deweloperskie będą z nimi lecieć w przysłowiowego Wacka.
Źródło:
https://imgflip.com/memegenerator/Clown-Applying-Makeup
Źródło: https://amp.knowyourmeme.com/memes/this-is-fine
Tydzień temu 6 września 2023 roku premierę (kto normalny robi premierę gry w środku tygodnia, zwykle robi się w piątek na weekend) miała gra "Starfield". Jest to najnowsza gra Bethesdy... i te dwa słowa powinny mówić wszystko. Dziękuję i dobranoc, cała recenzja. 🤣
Gra Bethesdy i wszystko jasne. Nawet niektórzy żartobliwie mówią, że Gra Bethesdy powinna być sklasyfikowana jako osobny gatunek gier. 🤣😂 Jeśli ktoś jest graczem komputerowym i nie przeleżał ostatnich 20 lat pod kamieniem, ten powinien wiedzieć czym jest gra Bethesdy. To twór gropodobny posiadający cechy gry RPG (ale ją nie jest), gry strzelanki TPP/FPP (zmienna kamera) i tym podobnych. Często są to zglitchowane twory z dosyć średnią fabułą i działające na silniku, który chyba jeszcze pamięta "The Elder Scrolls III: Morrowind" z 2003 roku.
Nie żebym coś miał do gier Bethesdy. Sam jestem ich sympatykiem (choć za fanatyka się nie uważam) pomimo niedoskonałości tych gier. Świetnie się bawiłem grając w "The Elder Scrolls III: Morrowind" z 2003 roku, czy też w "The Elder Scrolls IV: Oblivion" z 2006 roku. W tego ostatniego zagrałem dopiero w 2008 roku, ponieważ wtedy mój nowy komputer mógł dopiero udźwignąć tę grę, a i tak często przy ekranach ładowania gra mi się crashowała do pulpitu (czasami w zamkniętych lokacjach, ale częściej na otwartej przestrzeni). Dzięki "Oblivionowi" zdobyłem nawyk częstego save'owania gier 😂. Czy to mi przeszkadzało? Na początku tak, ale przywykłem i praktycznie cały 2008 rok tłukłem w "Obliviona", najpierw podstawkę i oficjalne DLC, potem jakieś nowe misje z modów (Gildia Archeologów - miała angielski dubbing i spolszczone napisy - i wiele innych). Później od czasu do czasu wracam do tej gry. Później grałem w "Fallouta 3", "Fallouta: New Vegas", "The Elder Scrolls V: Skyrim" (przez niego musiałem założyć sobie konto na Steam, bo niby wersja pudełkowa kupiona na premierę ale wymagała Steama), a potem "Fallout 4". Te wszystkie gry nie są idealne, mają swoje mankamenty, ale ja spędziłem w nich setki godzin i dobrze się bawiłem grając w nie (nie musicie mi współczuć). Przecież "Skyrima" ja kupiłem na premierę w boxie na PC, to samo zrobiłem z "Falloutem 4" (specjalnie po robocie pojechałem do Media Markt w Czeladzi, a to był listopad i było ciemno). Chciałem kupić "Fallout 4" w boxie na PC, ale brakło, więc wziąłem przedostatnie pudełko z wersją na PS4 i też świetnie się bawiłem.
Ale, ale, ale...
Todd "Kłamczuszek" Howard czego nie zapowiadał w nowym nadchodzącym IP Bethesdy. W te zapowiedzi mógł chyba uwierzyć ktoś, kto ma od komputer z internetem od wczoraj, albo ktoś kto nie śledzi branży gier komputerowych. Ja spodziewałem się, że z tych szumnych zapowiedzi Todda Howarda niewiele się sprawdzi i będzie to średniaczek. Spodziewałem się, że to będzie taki "Skyrim" albo "Fallout 4" w kosmosie na silniku, który jeszcze pamięta "Morrowinda" z 2003 roku (i chyba część tekstur w grze także).
Parę dni temu Todd Howard powiedział takie słowa, że skoro gracze mają problemy z działaniem "Starfielda", to powinni zainwestować w mocniejszy komputer.
Super rada geniuszu. A co mają powiedzieć ludzie, którzy mają lepsze komputery niż ja, kupione za 15-20 tysięcy złotych i które też mają problemy z optymalizacją "Starfielda"? A może kupić komputer z NASA? Bo mistrzom kodu z Bethesdy nie chce się zoptymalizować gry? A może liczy na to, że moderzy zoptymalizują tę grę i wrzucą mod na Nexusa? Za tego typu wypowiedzi polscy politycy przegrywali wybory. To jest wypowiedź w stylu byłego prezydenta, aby "wziąć kredyt i zmienić pracę na lepszą", czy też byłego premiera, który w 1997 roku podczas "powodzi tysiąclecia" powiedział powodzianom, że trzeba było się ubezpieczyć. Podobno po tych słowach Todda Howarda (nie wiem czy to jest prawda) Intel miał zaprzestać prac nad optymalizowaniem "Starfielda" na hardware spod swojej marki. Brawo Todd!
A... nie będę "recenzować" Starfielda. Obejrzyjcie sobie filmy zamieszczone na samym dole. Subiektywnie gra mi się podoba, co nie znaczy że nie ma wad. Ale "obiektywnie" nie polecam (przynajmniej nie teraz i nie po tej cenie).
Podsumowanie
Najwiękza wada gry:
- Jest to gra Bethesdy
Inne wady:
- Cena
- Niektóre tekstury, nierówna grafika
- Twarze NPC i dialogi
- Fabuła
- Eksploracja
- Nuda
- Optymalizacja na PC
- Symulator szybkiej podróży
- Walki w kosmosie
- Strzelanie z broni palnej
- Nieczytelny interfejs
- Menu ekwipunku (zwłaszcza przy handlu)
- Glitche i babole (np telepanie się NPC, przenikanie przez ściany)
Najwiękza zaleta gry:
- Jest to gra Bethesdy
Inne zalety
- Jest w Game Passie na Xbox
- Niektóre tekstury, a nawet lokacje (np Neon City)
- Moderzy poprawią i załatają
Dla sympatyka (jeszcze nie fanatyka) gier Bethesdy, takiego jak ja, gra może mieć ocenę 7-8/10. Ja jej daję 7/10.
Dla prawdziwego fanatyka gier Bethesdy można podnieść ocenę o 1.
Dla przeciętnego gracza, który nie lubi gier Bethesdy, to jest MAX 5/10.
Tę grę mogę polecić tylko największym fanatykom gier Bethesdy.
Jeśli nie lubisz gier z tego studia, omijaj szerokim łukiem, a przynajmniej nie za tę cenę. Szkoda Twojego czasu, prądu, nerwów i pieniędzy. Chyba, że ktoś ma wykupiony abonament Game Passa na Xboxie, to może wypróbować. Ewentualnie poczekaj na promocję (przynajmniej 75%).
I to zagadnienie nie tylko tyczy się gier, ale wszelkich dziedzin kultury masowej, czyli tak zwanej popkultury.
Polecam: