USA są obecnie liderem wzrostu gospodarczego, tak jak się chwalił Donald Trump w Davos. Wyprzedziły nawet w tym momencie Chiny. Pędzą jak lokomotywa. Europa szoruje po dnie - zwłaszcza ta "starounijna". Wielka Brytania radzi sobie nieco lepiej od Niemiec, porównywalnie z Francją. Polska całkiem nienajgorzej, co pozostaje dla mnie pewną zagadką. Skąd u nas jeszcze bierze się wzrost gospodarczy, skoro każde kolejne rządy, razem z Unią Europejską, dokładają nam tylko utrudnień, nowych podatków i regulacji? Na pewno tym impulsem nie było KPO, bo nasz wzrost wygląda mniej więcej tak samo przed otrzymaniem tych środków i po. Mieliśmy w przeszłości rozpoznawalne impulsy gospodarcze - pozytywny w 2015 po zlikwidowaniu mafii vatowskiej i negatywny w 2020 po wprowadzeniu polityki kowidowej i "tarcz". A teraz to chyba po prostu Polacy nauczyli się "pływać w kisielu". Może pomaga to, że mamy od pewnego czasu prezydenta i prezesa NBP (razem z większością RPP) z obozu przeciwnego władzy. Już przypadek Niderlandów kilka lat temu pokazał, że brak rządu (lub jego skrępowanie) jest pozytywnym impulsem rozwojowym.
Wykres prezentuje dynamikę wzrostu PKB mierzoną kwartał do kwartału, czyli o ile urosła (lub skurczyła się) gospodarka z poprzedniego kwartału na następny. W tak krótkich okresach oczywiście występują wahania pomiarowe czy sezonowe, dlatego w niektórych przypadkach widoczne są duże skoki. W skali roku by się to wyrównało, ale nie uchwycilibyśmy pełnego obrazu.