Po długim okresie oczekiwania aż wino się w pełni wyklaruje i dojrzeje, przychodzi w końcu czas, żeby zlać je do butelek. O ile jeszcze do tego czasu dotrzyma, bo niestety zdarza się tak, że wina produkowane w małych ilościach dość szybko kończą swój żywot ;)
Przeczytaj do końca i weź udział w losowaniu jednej butelki domowego wina!
Proces butelkowania trudny nie jest, ale trzeba pamiętać o kilku ważnych rzeczach:
- po pierwsze, należy zachować higienę, gdyż łatwo zakazić wino. Zakażone wino jest niepijalne i nadaje się tylko do wylania, a tego oczywiście nie chcemy.
- wino możemy zlewać w dowolne butelki, nie ma znaczenia, czy są korkowane, zakręcane, czy są od innego trunku - butelka to butelka. Ja osobiście zlewam do butelek korkowanych, ale tylko dlatego, że lubię potem obdarować kogoś i taka butelka wygląda lepiej, "profesjonalniej".
- butelkujemy dopiero, gdy mamy całkowitą pewność, że wino przefermentowało, inaczej w najlepszym wypadku zrobi nam się wino lekko gazowane i wytrawne, w trochę gorszym, wyskoczy korek, a w najgorszym - rozsadzi butelkę. Lepiej zlać o jeden raz za dużo i poczekać kilka miesięcy za długo, niż za mało.
- butelki przed zlaniem do nich wina oczywiście trzeba umyć i warto zdezynfekować, np. pirosiarczynem sodu. Szybko się ulatnia i nie zostawia śladów i zapachu, a zadba o to, żeby w butelce nie rozwinęło się nic, co mogłoby popsuć wino.
Butelkujemy
Zaczynamy oczywiście od nalewania wina do wymytych i odkażonych wcześniej butelek. Zostawiamy trochę miejsca w szyjce na powietrze i sam korek. Fermentor z kranikiem bardzo ułatwia sprawę, chociaż rurką też się da i zdarzało mi się tak nalewać do butelek ;) Kranik jest jednak znacznie wygodniejszy, a taki fermentor kosztuje w granicach 30 zł.
Jako, że moje wino traifło do butelek, które należy korkować, czas przygotować korki. Wykorzystałem korki aglomerowane z naturalnego korka, w standardowym rozmiarze 23x38 mm. Lubię te z nadrukiem, gdyż cieszą oko również po otwarciu butelki. Koszt korków, to w zależności od sklepu i ilości, ok 25 zł za 100 sztuk.
Korki należy wrzucić do wrzątku i pogotować z minutę lub dwie. Po wygotowaniu korki będą nie tylko zdezynfekowane, ale także zmiększone, przez co znacznie łatwiej będzie je wciskać w wąską szyjkę butelek.
Nie bardzo da się korkować butelki bez odpowiedniej korkownicy. Są co prawda dostępne takie najtańsze, gdzie korki wciska się uderzeniem, ale nie mają zbyt dobrych opinii, a korkowanie nimi kilkunastu lub czasami kilkudziesięciu sztuk, to mordęga.
Osobiście używam korkownicy dwuramiennej - to kompromis, czyli względnie niska cena i w miarę wygodne korkowanie. Zakorkowałem nią już pewnie kilkadziesiąt butelek w ciągu ostatnich lat, ale dzisiaj stwierdziłem, że jednak czas na coś lepszego i przy najstępnym większym butelkowaniu mam zamiar kupić korkownicę stołową. Dla mniejszych nastawów może nie mieć znaczenia jaką korkownice kupicie ;) Po prostu pomęczycie się kilka minut i będzie po wszystkim.
Zasada działania jest bardzo prosta - wygotowany, a więc miękki korek wprowadza się do korkownicy, której szyjka zwęża się ku dołowi, tak by na wyjściu korek miał średnicę mniejszą niż wnętrze szyjki butelki. Chwytamy za oba ramiona, które zapierają się o zgrubienie na szyjce i tłoczek wciska korek do butelki.
Poprawnie zakorkowana butelka wygląda tak jak poniżej - korek nie jest ani zbyt płytko, ani zbyt głęboko - licuje się z szyjką. Na poniższym zdjęciu widać także, że moja korkownica nie działa już idealnie - tłoczek nie pracuje idealnie w osi, tylko naciska na korek lekko z boku. Nie przeszkadza to w zasadzie w niczym, oprócz tego, że po pierwsze mogłoby to wyglądać lepiej, a po drugie czasami powoduje, że korek nie chce wejść do butelki.
Dwie butelki sprawiały pewne problemy. Korki nie chciały w całości wejść do szyjki. Przyczyn może być kilka - czasami korek jest zbyt twardy i nie chce się ścisnąć do odpowiedniej średnicy, a czasami butelka ma inne zgrubienie i ta korkownica nie bardzo jest w stanie wsunąć korek (uchwyty ramiot się ześlizgują).
Zazwyczaj w takim przypadku warto wyciągnąć takie korki i spróbować ponownie - często się udaje. Tym razek jednak poległem i dwie butelki nijak nie chciały się zakorkować, być może korki do tych butelek powinny być jakieś węższe. Ostatecznie się poddałem, uciąłem korki i pewnie te butelki zostaną skonsumowane jako pierwsze ;)
Po zakorkowaniu butelek proces zlewania można w zasadzie zakończyć, ale ja nie byłbym sobą, gdybym nie chciał zrobić tego "trochę lepiej".
Butelka wina wygląda zdecydowanie lepiej, gdy korek zakryty jest kapturkiem termokurczliwym. Są one do dostania w praktycznie każdym sklepie z akcesoriami winiarskimi i kosztują niewiele (ok 14 zł za 100 sztuk), dając jednocześnie wrażenie dużo profesjonalniejsze niż zwykła, goła butelka z krzywo wciśniętym korkiem ;) Do wina białego wybrałem kapturki kremowe (akurat nie było białych). Wina czerwone kapturkuję kolorem bordowym.
Proces zakładania kapturków termokurczliwych jest naprawdę prosty i szybki. Wystarczy nasunąć je na szyjki butelek i oblać wrzątkiem - pod wpływem temperatury skurczą się i zacisną na szyjce.
Na koniec można jeszcze pooblewać je dokładnie dookoła, tak by materiał skurczył się w takim samym stopniu w każdym miejscu - spowoduje to, że kapturek będzie przylegał idealnie do butelki i będzie wyglądał naprawdę profesjonalnie - prosty i gładki.
Jeśli mamy już kapturki, to nie mogłoby też zabraknąć etykiet, które spowodują, że wino będzie nie tylko wyglądało jeszcze lepiej, ale pozwolą nam opisać każdą z butelek.
W sklepach z akcesoriami winiarskimi dostępne są całkiem ładne, samorzylepne etykiety do ręcznego wypełnienia. Ja jednak przy okazji zamawiania jakiegoś druku w pewnej drukarni, dodałem też do zamówienia kilka stron samoprzylepnych etykiet, które zaprojektowałem na bazie szablonów dostępnych w internecie ;)
Domowe wino w ręcznie zakorkowanych butelkach z kapturkami termokurczliwymi i ładnymi etykietami prezentuje się naprawdę dobrze. Wspaniale działa jako prezent na każdą okazję (bez okazji też!).
Losowanie!
Jak widać wina wyszło mi całkiem sporo, chętnie więc oddam jedną butelkę!
Po tygodniu od dodania wpisu, spośród wszystkich osób, które dodadzą komentarz pod tym wpisem, wylosuję jedną osobę, której wyślę butelkę paczkomatem.
Żeby było uczciwie, posłużę się odpowiednim narzędziem do losowania. Koszt paczkomatu oczywiście pokryję ja, a wylosowana osoba będzie mi tylko musiała przesłać adres paczkomatu i numer telefonu lub email, żeby mogła otrzymać kod odbioru. Najłatwiej będzie napisać do mnie wiadomość na openhive.chat. Oczywiście boty nie biorą udziału w losowaniu ;)
Pochwalcie się, czy robicie własne alkohole! Może zamiast wina robiliście kiedyś cydr lub piwo? A może miód pitny, który też kiedyś zamierzam zrobić? A jeśli nie alkohole, to może inne domowe przetwory?