Wielokrotnie w rozmowach na temat Hive pojawiała się kwestia zasięgów. Stosunkowo niewielka liczba (w porównaniu np. z Facebookiem) aktywnych użytkowników ma być czynnikiem uniemożliwiającym przyciągnięcie popularniejszych twórców. Ale czy aby na pewno? Czy autorom zależy wyłącznie na zasięgach? Moim zdaniem nie. Jako przykład mogę podać przywoływanego przeze mnie kilkakrotnie w ostatnich dniach Karola Mrozińskiego, który w lipcu 2016 roku usunął swój profil na FB. Obserwowały go tysiące osób, mimo to zniknął bez śladu. Dlaczego? Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: zasięgi na Facebooku same z siebie nic nie dają. Aby mieć z tego pieniądze trzeba stać się słupem reklamowym, a nie każdemu to pasuje. Wyobrażam sobie to tak: Mroziński wydał książkę, ale nie chciał brać udziału w wyścigu szczurów i w pierwszym dogodnym momencie rzucił wszystko w pierony. Przy czym ten pierwszy dogodny moment to najpewniej znalezienie jakiejś pracy, nie dającej co prawda fejmu, ale pieniądze i spokój.
Zacząłem się więc zastanawiać, czy w jakiejś alternatywnej rzeczywistości Mroziński mógłby dalej pisać, tylko że nie na FB, ale na Hive. No i cóż... Trochę trudno mi sobie to wyobrazić. Głównie ze względu na wspomniane zasięgi. No chyba, że przyjmiemy, że Mroziński zaczyna pisać na Facebooku, staje się popularny i przechodzi na Hive, a za nim spora część fanów jego twórczości. Taki scenariusz musiałby jednak zakładać odpowiednie podejście Mrozińskiego.
A jakie jest odpowiednie podejście? Przede wszystkim brak nastawienia na natychmiastowy zysk. Cóż, wszystko wymaga czasu. Kluczowa jest również świadomość, że Hive działa trochę jak spółka akcyjna, w której tokeny to akcje. I nie ważne ile ich mamy - zawsze jesteśmy w jakiejś części udziałowcami. A zatem, gdy platforma rozwija się, a kurs idzie w górę - zyskujemy. Jeśli jest odwrotnie - nasze aktywa tracą wartość. W naszym interesie jest więc, by użytkowników było jak najwięcej. I nawet nie chodzi o to, by kupowali tokeny i podbijali cenę, tylko o ich aktywność. Im więcej aktywnych userów, tym większe prawdopodobieństwo, że platforma będzie budzić zainteresowanie, a tym samym przyciągać kolejnych twórców i ich fanów. To z kolei będzie miało wpływ na cenę tokenów.
Ostatni rok był dla Hive ogromnym skokiem. Przypomnę, że cena startowała z poziomu kilkunastu centów i doszła nawet do 3 dolarów. Niestety był to bardziej efekt aktywności graczy w Splinterlands niż uświadomienia sobie siły zdecentralizowanych mediów. Mimo to wciąż wierzę w zmianę. Może nawet bardziej niż kiedykolwiek wcześniej...