Kupiłem ostatnio koszyk walut. A w zasadzie kosz. Wziąłem sobie do serca założenia inwestycyjnej dywersyfikacji i kupiłem wszystkiego po trochu z wszystkich części świata. Przy okazji w kilku walutach stałem się milionerem (węgierskie pengo, jugosłowiański dinar), a nawet miliarderem (dolar Zimbabwe). Poniżej moje portfolio.
Oczywiście to bardziej hobby niż inwestycja. Zaczęło się od czystej ciekawości. Obejrzałem film o hiperinflacji w Zimbabwe i pomyślałem sobie: "Ciekawe czy można gdzieś kupić te miliardowe banknoty". Do tej pory kojarzyłem je tylko jako mem w Internecie. Okazało się, że można je dostać na Allegro. Przy okazji kupiłem też inne waluty. Część banknotów jest już poza obiegiem. Co więcej: część walut przestała istnieć (np. włoskie liry). To zaś prowadzi mnie do smutnej refleksji, że banknot to tylko papier i umowa, która zawsze może zostać zerwana. A gdy wartość spadnie do zera, to można z nich wyplatać koszyki, tak jak to robią w Wenezueli. Można też kolekcjonować jako ciekawostkę minionych czasów, przeglądać co jakiś czas i przypominać sobie starą prawdę, że pieniądze szczęścia nie dają. Zwłaszcza w czasie hiperinflacji.