W KBK wciąż trwa zbiórka darów dla Ukrainy. Jako, że ostatnio mocno spowolniła, to sam zacząłem rozglądać się za różnymi rzeczami - między innymi powerbankami. Moją uwagę zwróciły szczególnie te, które można ładować za pomocą małych paneli słonecznych. Niestety po obejrzeniu kilku recenzji na YT okazało się, że generowanie energii przez takie urządzenia jest znikome. Działa to tylko w określonych warunkach. Latem (gdy słońca dużo) może coś z tego być, zimą natomiast szanse ściągnięcia energii z kosmosu są znikome.
Oczywiście powerbank powerbankowi nie równy. Słowem tym bowiem można określić zarówno małe pudełko, które naładuje nam telefon, jak również dużą skrzynię, która jest w stanie zasilić mały dom. Wszystko zależy od tego, co potrzebujemy i ile mamy pieniędzy.
Mnie temat zainteresował głównie z dwóch powodów. Pierwszy to włączający się w kryzysowych sytuacjach "preppers mode". Zwykle prowadzi mnie on do rozważań pt. "A co jeśli?" A co jeśli wyłączą prąd i nie będzie go przez jakiś czas? Podczas wojny wielu Ukraińców stanęło przez tym problemem. Może więc można się jakoś do tego przygotować? Drugi powód to ceny energii elektrycznej. Ostatni rachunek za prąd w KBK wyniósł prawie 500 zł! Gdyby więc wytwarzać samemu energię, to można byłoby na niej zaoszczędzić. Oczywiście wszystko to tylko teoria, bo w praktyce, aby miało to sens, musiałbym kupić odpowiednią ilość paneli słonecznych i je gdzieś zainstalować...
Najciekawsza w tym wszystkim jest jednak dynamika zmian. Pamiętam jak w 2019 roku robiliśmy remont w KBK i w pewnym momencie stanęło przed nami widmo braku prądu. Zacząłem wiec szukać jakiś alternatyw i jedyne co wtedy znalazłem to generatory na ropę. Żadnych słonecznych rozwiązań Google mi wówczas nie podpowiedziało. Tymczasem minęły trzy lata i okazuje się, że takich rozwiązań na rynku jest całkiem sporo. W Internecie dostępne są różne powerbanki, które można podpiąć pod panele i mieć prąd - od Goal Zero Yeti przez Jackery Explorer aż po ECOFLOW Delta Max. Ten ostatni zresztą można połączyć z dodatkowymi bateriami i zwiększyć pojemność do 6048 Wh. Brzmi całkiem dobrze. A będzie jeszcze lepiej, bo nie jest tajemnicą, że sprzęt elektroniczny jest ewolucyjny i deflacyjny. Za pięć lat powerbanki będą lepsze i tańsze. Możliwe też, że pojawią się jakieś nowe rozwiązania, bo panele w naszym klimacie to opcja dość zawodna.