Zawsze gdy przekraczałem granicę polsko-czeską to czułem się jak szpieg. Może dlatego, że była to pierwsza granica, którą przekroczyłem kiedykolwiek. Może dlatego, że w Českým Těšínie długo czuć było Czechosłowację. Sam nie wiem. Zresztą, dawno w Czechach nie byłem i prawdopodobnie, gdybym dziś przeszedł przez most na Olzie, to zapewne nie poczułbym żadnej różnicy. Wspomnienia z dzieciństwa jednak tkwią w głowie. Teraz wróciły za sprawą serialu HBO "Nieświadomi" (Bez vědomí).
Czeski mini-serial to sześć odcinków mocno trzymających w napięciu. Większość wydarzeń dzieje się w 1989 roku, w przededniu zmian ustrojowych w Czechosłowacji. To historia małżeństwa dysydentów, które wraca z Londynu do Pragi i trafia prosto w intrygę, która na początku jest pełna tajemnic. Z czasem jednak, jak w Briszkocie, odsłaniane są kolejne karty. Sposób poprowadzenia fabuły to zresztą jedna z najmocniejszych stron filmu. Film trzyma w napięciu. Jest przy tym bardzo wiarygodny. Szpiegowska historia nie jest przekombinowana i wydaje się być prawdopodobna.
Kolejnym mocnym punktem są świetne zdjęcia. Kadry z filmu zapadają w pamięć i wciągają widza jeszcze bardziej w tę opowieść, której (z wiadomych przyczyn) nie chcę zbytnio odsłaniać. To co jednak mogę zrobić, to szczerze polecić. "Nieświadomi" to niewątpliwie najlepszy serial, jaki widziałem w tym roku. Choć najnowszy nie jest. Od premiery minął ponad rok. Aż dziwne, że trafiłem na niego dopiero teraz...