Od kilku lat nachodziły mnie czarne myśli. A co jeśli...? Tu zwykle pojawiał się "kryzys" lub "wojna". Niestety jako historyk z wykształcenia i niszowy muzyk z różnymi niepraktycznymi umiejętnościami, widziałem swoją przyszłość w czarnych barwach. Jedyne co mogłem więc zrobić, to zdywersyfikować własne oszczędności i graniczyć koszty życia. Na "optymalne bezpieczeństwo" jeszcze mnie nie stać.
A jakie ono jest? Cóż obecna sytuacja utwierdza mnie w przekonaniu, że najlepszym rozwiązaniem jest samodzielne gospodarstwo rolne, które w trudnym czasie może spokojnie odciąć się od reszty świata i przeczekać burzę. Takim miejscem było łotewskie gospodarstwo, w którym mieszkałem w latach 2006-2007 (na zdjęciu). Rok później przyszedł kryzys. Na Łotwie miał on o wiele poważniejsze konsekwencje niż w Polsce. Pracowników państwowych dotknęły ogromne cięcia. Bieda była niczym z dowcipów o zimniokach. Moja łotewska rodzina jednak radziła sobie całkiem nieźle. Mieli krowy i inne zwierzęta. Do tego pole z warzywami (z zimniokami też). Spokojnie mogli wyżywić nie tylko siebie, ale również część rodziny mieszkającą w Rydze.
Rolnicze życie niezbyt mnie pociąga, ale na wyobraźnie działa wizja własnej, samowystarczalnej osady, z własną szkołą, tokenem, strzelnicą, kaplicą i elektrownią słoneczno-wiatrową ;) A najlepiej cała sieć takich osad. W normalnych czasach miejsca te spokojnie mogłyby zajmować się też turystyką i sprzedażą ekologicznej żywności. W czasie zawieruchy byłyby jednak w pełni samodzielne. Można byłoby odciąć się nawet na kilka lat. Mimo pewnych wad (duża zależność od klimatu), rozwiązanie takie wydaje się być najbezpieczniejsze. A Wy jak uważacie?