Z racji, że napisałem już 2 teksty dotyczące "Orange is the New Black", to ten nie będzie recenzją. W tym przypadku chcę się z Wami podzielić moimi wnioskami, dlaczego uważam że warto obejrzeć ten serial. Można narzekać na Netflixa (i często jest to słuszna krytyka, aczkolwiek czasami jest ona mylna), ale nie można im odmówić tego, że część ich produkcji potrafią ubogacić nasze osobowości lub zmienić perspektywę patrzenia na pewne tematy. Lub przynajmniej są dobrym show, które uprzyjemnia nasz wolny czas. OITNB idealny nie jest, ale jest to kolejny serial od tego giganta streamingowego, do którego na pewno wrócę jeszcze nie jeden raz, wyciągając z niego nowe lekcje i morały.
Dużo różnorodnych bohaterek
Lubię, gdy w anime, serialach lub książkach (w filmach nie zawsze się to sprawdza ze względu na zbyt małą ilość czasu), jest wielu dobrze napisanych bohaterów. Dzięki temu nawet nudne lub zwyczajnie słabe etapy, stają się łatwiejsze w odbiorze. Można też znaleźć więcej wątków lub typów osobowości, które miały podobne doświadczenia do naszych, a co za tym idzie, będziemy je mogli odnieść do naszych wyborów życiowych. Dotychczas spotkałem się tylko z dwoma serialami, które zrobiły to bardzo dobrze - "One Piece", najlepsza manga typu przygoda, battle-shounen (przynajmniej z tych bardziej znanych) oraz "Legend of the Galactic Heroes", anime z gatunku space-opera, którą można podsumować jednym zdaniem - "Japońskie Gwiezdne Wojny z większym naciskiem na politykę, historię i wojnę". Trzecim tytułem, który trafił do tego szacownego grona, jest właśnie "Orange is the New Black". Mamy w nim olbrzymią ilość różnorodnych bohaterek, duży przekrój w przedziale wiekowym, intelektualnym, seksualnym, osobowościowym, etnicznym i rasowym. Na pewno nie mamy przedstawicielek ze wszystkich grup, ale wydaje mi się, że jeśli powiem "zobaczymy przedstawicielki większości grup społecznych", to nie popełnię dużego błędu. Dzięki temu zobaczymy relacje, których raczej nie ujrzelibyśmy w normalnych warunkach (a przynajmniej byłoby to bardzo utrudnione). A uwierzcie mi, jest na co popatrzeć i nie mam tu na myśli relacji cielesnych, które omówię w kolejnym punkcie. Lepiej zrozumiałem problemy niektórych grup społecznych (np. transseksualnych), pojedynczych ludzi dorastających w konkretnych warunkach (np. z czego może wynikać niskie IQ u niektórych lub dlaczego popełniają ciągle te same błędy), jak również częściowo zrozumiałem perspektywę postrzegania świata przez niektóre grupy etniczne. Nie bez powodu porównałem OITNB do OP, czy LOTGH-a - w tym tytule mamy wiele dobrze wykreowanych postaci z krwi i kości. Mimo, że niektóre są do siebie podobne, to przez odmienne doświadczenia, miejsce i warunki, w których dorastały, dostatecznie się od siebie różnią. Nie wiem, czy będziecie mieli tak samo, ale ja polubiłem większość z nich. Niektóre do tego stopnia, że było mi autentycznie smutno, gdy kończyłem oglądać wraz ze swoją dziewczyną ostatni odcinek. Nie często mi się to zdarzyło, mógłbym policzyć takie przykłady na palcach obu dłoni. Całkiem niezły wynik, jak na 31-latka, który poznał w swoim życiu niemało dzieł kultury.
**Relacje między bohaterkami **
Jest to jedna z rzeczy, która spodobała mi się już w 1 odcinku i nie zmieniłem zdania aż do samego końca. I nie mówię tutaj tylko o ich fizycznych zbliżeniach, ale i sferze romantycznej i emocjonalnej. "Orange..." już na początku dał do zrozumienia, że będą tu dobre sceny seksu między dziewczynami (mam tu na myśli świetną sekwencję z Nicky i bodajże Lorną), a dalej jest tylko lepiej. Dostajemy zarówno przyjemne dla oka i duszy zbliżenia między kobietami, sprawnie napisane romanse z dodatkiem erotyki, jak również wątki tłumaczące pewne zachowania, które postrzegamy jako złe lub kontrowersyjne tematy. Jeśli chodzi o te pierwsze, to wyżej wspomniana Nicky lub partnerka głównej bohaterki wiodą w tym przypadku prym. Obie są pełne seksapilu, miały wiele partnerek (przy czym warto zaznaczyć, że jak były zakochane, to zazwyczaj starały się zachować wierność z całkiem dobrym skutkiem) oraz zwyczajnie lubią ten sport. Jeśli chodzi o drugi, to na pewno trzeba wspomnieć o Blance i Diablo, choć właściwie to oboje powinni się nazywać Diablo. Mimo, że nie wyglądają na takich, to darzą się szczerym i pełnym miłości uczuciem. Obserwowanie ich perypetii i nie łatwej drogi do osiągnięcia szczęścia było bardzo wholesome. Lub wspomniana Lorna i Nicky, choć u nich to bardziej wyglądało na związek typu friends with benefit x świetne przyjaciółki. Obie bardzo się uzupełniały, Nicky to konkretna, inteligentna i twardo stąpająca po ziemi dziewczyna (choć początkowe sezony mogą sugerować co innego), która mimo swoich skłonności do hedonizmu, wie kiedy można się bawić, a kiedy jest ważne zadanie do wykonania. Lorna to jej przeciwieństwo, choruje na różne zaburzenia, ale nie są one zbyt głębokie. Można ją nazwać taką pozytywną wariatką, która przechodzi przez życie wyjątkowo lekko i bezstresowo. Ciekawy był również związek czarnoskórej Poussey z konserwatywnego, wojskowego domu oraz lewicowej aktywistki Soso. Poussey była wycofaną dziewczyną, której brakuje uczuć. Trochę z przyczyn niezależnych, a trochę na własne życzenie, bo czasami stroniła od bliższych relacji. Dobrze się uzupełniała z ekstrawertyczną Soso, której wszędzie było pełno i żebrała o jakąkolwiek atencję, niczym kotek ze Shreka. Związek Caputo i Figueori wyszedł super! Nie będę jednak o nim nic mówił, bo lepiej to samemu zobaczyć. Jeśli chodzi o kolejny przykład, to są to związki wspomnianej wyżej Lorny. Miała kilku partnerów, którzy szybko od niej uciekali ze względu na jej zwariowaną osobowość, Dogget która była wychowywana (przepraszam, wykorzystywana i tresowana) przez głupią matkę, która celowo zrobiła z niej upośledzoną, by wyłudzać pieniądze socjalne (i wbrew pozorom, nawet w Polsce zdarzają się takie sytuacje), przez co była dość łatwo wykorzystywana przez innych, a czasami wręcz gwałcona. Jest też jeden wątek z ostatniego lub przedostatniego sezonu. Chodzi o Egipcjankę, która została poddana żeńskiemu obrzezaniu, co jest elementem niektórych kultur Afrykańskich. Polecam po tym poczytać, ale nie jedzcie przy tym nic, jest to kurewsko obrzydliwe i smutne.
Dobre połączenie komedii z dramatem i wpływ przeszłości na teraźniejszość
W poprzednim akapicie zacząłem pisać o smutnych elementach. Jako że to serial o więzieniu (oraz później częściowo o uchodźcach, co zostało przedstawione równie dobrze), to nie brakuje smutnych elementów. Nie wynika to tylko z powodów, dzięki którym trafiły do więzienia, ale również ciężkiej sytuacji życiowej, czy innych czynników które sprawiły, że ich życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Fakt, humor nie zawsze jest najwyższych lotów, parę razy zastanawiałem się, czy danego dialogu nie napisał jakiś licealista i to średnio inteligentny, ale większość dramatycznych lub zwyczajnie smutnych scen, jest co najmniej dobra. Co najmniej kilka z nich sprawiło, że poważnie zastanowiłem się nad swoim dotychczasowym zachowaniem w niektórych sytuacjach lub względem pewnych typów ludzi. Pod tym względem, jest to jeden z najlepszych seriali Netflixa i nawet jeśli część rzeczy Wam się nie spodoba, to warto oglądać dalej, bo czasem można się zaskoczyć bardzo na plus tematami, które poruszyli twórcy. Mimo, że narzekałem na niektóre żarty, to generalnie jest to dobra komedia. Wiele rzeczy autentycznie śmieszy - czasem z powodu absurdu, czasem z trafnego i celnego komentarza względem życia i związków, a zazwyczaj mamy do czynienia z po prostu udaną sceną komediową. Było kilka momentów, które niepotrzebnie rozwodniły poważny wątek lub popsuły jakąkolwiek immersję, ale poza tymi pojedynczymi wyjątkami, to było generalnie dobrze. Taki słodko-gorzki smak, jak to czasem bywa w życiu. Jeśli chodzi o przeszłość i przyszłość, to serial jest przeplatany teraźniejszością oraz retrospekcjami, które pokazują nam bohaterki zanim trafiły do więzienia. Czasami ogranicza się to tylko do krótkiego okresu przed trafieniem do więzienia, ale trafia się kilka sytuacji, w których mamy głębszy wgląd w przeszłość bohaterek. To truizm, ale OITNB pokazuje, że nie ma przyszłości bez przeszłości, albo jak duże znaczenie dla naszej obecnej osobowości i poglądów, mają minione wydarzenia i ich skutki. Dzięki temu serialowi mam więcej pokory wobec różnych ludzi i ich słabości, bo zrozumiałem że to nie końca ich wina, że tacy są.
Serial obala kilka lewicowych kłamstw
Mam tu na myśli to, że niektóre środowiska lewicowe i feministyczne twierdzą, że kobiety nie stosują przemocy i jest to domena wyłącznie mężczyzn. Wykazują się podobną ignorancją w kwestii rasizmu, mówiąc że jest to domena wyłącznie (lub dominujemy w tej kwestii) białych. Nie wspominając o tym, że część ludzi o poglądach lewicowych neguje sens pracy nad sobą. Serial Netflixa w piękny sposób obala te stwierdzenia. Jasne, w normalnych warunkach (tj. na wolności), kobiety rzadziej stosują otwartą przemoc od mężczyzn, przynajmniej w otwarty sposób, bo są badania które pokazują, że rośnie przemoc domowa względem partnerów. Wynika to z tego, że co do zasady kobieta jest słabsza od facetów, mają inne, mniej inwazyjne metody (mikro-agresja, częściej stosują manipulację, kompensując sobie nierówność w sile fizycznej) i bardziej zależy im na pozytywnym wizerunku (poniekąd to upraszczam, ale te dwa powody pokrywają wiele przypadków). Co innego jednak w przypadku więzienia, gdzie jedynymi samcami są jego pracownicy. Wówczas nie trzeba aż tak dbać o wizerunek, ba ten zły wręcz może stanowić dodatkowy atut, zaś potencjalni przeciwnicy są na naszym poziomie, więc jest większa szansa na sukces. No i cytując kilka mądrych kobiet, które poznałem w ciągu swojego życia - "dziewczyny potrafią być jeszcze gorsze od facetów". Bohaterki serialu dość swobodnie mówią o tym, że w więzieniu zdarzają się różne sytuacje i czasem trzeba zrobić użytek ze swoich gabarytów. Co dość często widzimy, walkę na gołe pięści albo przy użyciu jakiegoś sprzętu (nóż, żyletka). Najbardziej zapadł mi w pamięci cytat - "Przecież jesteś większa i cięższa, bez problemu jej wpierdolisz". Jeśli chodzi o rasizm, to wystarczy po prostu obejrzeć ten serial. A co do wytłumaczenia - taka jest natura większości ludzi oraz królestwa zwierząt. To normalne, że jeśli się wyróżniamy w zauważalny sposób w danym środowisku, to będziemy dokładniej obserwowani, a tolerancja na nasze błędy będzie mniejsza. Takie lub podobne mechanizmy przejawiają ludzie na całym świecie. Nie zrozumcie mnie źle - nie tłumaczę w ten sposób negatywnych zachowań, które powinno się piętnować w każdym miejscu i czasie. Chodzi o to, że lewica przypisuje to tylko lub głównie białym. Jeśli chodzi o pracę nad samym sobą, to można się nie zgadzać z Jordanem Petersonem (choć moim skromnym zdaniem, większość tych zarzutów jest błędna), ale na pewno ma rację co do tego, że każdy powinien posprzątać swoje życie lub zastanowić się nad swoimi negatywnymi zachowaniami. Każdy je przejawia, nie tylko ludzie, którzy dorastali w rodzinie z problemami lub patologicznej. Czasami jest to jawna agresja, czasami zbyt duża naiwność, niekiedy wręcz głupota (wówczas krzywdzimy sami siebie), czasami toksyczne zachowania.
A skoro wbiłem szpilę w tyłek lewicy, to ukłuję również prawicę - wbrew obiegowej opinii, Netflix nie tworzy progresywnej propagandy w swych serialach i filmach. A przynajmniej nie jest to ich głównym celem, jak twierdzą niektórzy (ja sam należałem przez jakiś czas do tej grupy osób). Jasne, jest w nich dużo lewicowych, progresywnych i seksualnych treści, byłbym oszustem, gdybym twierdził inaczej. Jednakże wynika to z innego powodu - zależy im na pieniądzach, a że seks się dobrze sprzedaje + w USA jest o wiele więcej ludzi o progresywnych poglądach (którzy stanowią główny target Netflixa), to tworzą content głównie dla nich. Czasem mnie to delikatnie wkurza, ale zdecydowanie bardziej wkurza mnie to, że tworzą dużo słabych/przeciętnych seriali, by zapchać swoją telewizyjną ramówkę. Kończąc ten akapit, polecam OITNB ludziom o prawicowych poglądach, by się przekonali, że jak Netflix chce, to potrafi pokazać prawdę.
Edukacja i wprowadzenie nowych nawyków, to klucz do zmiany siebie oraz resocjalizacji
Jak pokazały niedawne amerykańskie badania ws. edukowania czarnoskórych z biednych i patologicznych środowisk, zazwyczaj lepiej jest przeznaczyć pieniądze na edukację niż zasiłki. Teraz źródeł nie podam (linków sobie nie zapisałem, a słyszałem o tym na dwóch filmach z YouTube), ale mogę opisać o co chodzi. Pierwszy wiąże się to z nową polityką w amerykańskim więziennictwie. Zamiast wysyłać policjanta na rozmowę pouczającą, to posyła się wykształconego więźnia, który sam jest czarnoskóry. Policjant odpierdoli swoją robotę byle jak, bo nie zna ich standardów życia i problem jest mu obcy. Czarnoskóry natomiast, wie jak i co do niego mówić, zna problemy z którymi się boryka, wychowywał się w tym samym środowisku lub zbliżonym. Co do drugiego, to widziałem amerykańskie badania, które pokazują, że w większości przypadków (nie we wszystkich!), zasiłki socjalne niewiele pomagają, a czasem wręcz mogą pogłębić problem. Lepiej jest je przeznaczyć na edukację i uczenie ludzi, jak co powinni robić, by poprawić swój stan. Zasada stara jak świat - daj człowiekowi wędkę, a nie rybę. Ryba go rozleniwia, uczy, że jedzenie spada z nieba i nie rozwiązuje problemu. Wędka natomiast uczy go jakieś nowej umiejętności i sprawi, że będzie mógł sobie zapewnić stabilność przynajmniej w kwestii jedzenia. To często nie ich wina, że znaleźli się w takim miejscu, tylko niewiedzy i braku dobrych wzorców w domu rodzinnym lub swoim najbliższym środowisku. Kontynuując myśl z poprzedniego akapitu - wielu ludzi nie lubi nad sobą pracować oraz edukować się. Albo inaczej, może i lubimy, ale na swoich zasadach, powoli itd. Niestety jest to często nieefektywne, zbyt wolne, marnujemy dużo czasu, możemy sobie przyswoić fałszywą wiedzę lub negatywne wzorce. Część środowisk lewicowych nawołuje do lenistwa, nie dbania o swój wygląd i wagę, bo są to problemy wg nich nieistotne. Czy są istotne, czy nie, to zależy od każdego indywidualnego przypadku, ale faktem jest to, że nie rozwijając się, to stoimy w miejscu. Stagnacja może spowodować, że znowu wpadniemy w kłopoty lub cofniemy się do punktu, który już zaliczyliśmy i będziemy musieli powtarzać swoją lekcję. Widać to dobrze w drugiej połowie serialu, gdy część bohaterek dostaje szansę powrotu na wolność i jej nie wykorzystuje. Zamiast tego, powielają błędy przez które trafiły za kratki lub popełniają inne, równie duże błędy. W niektórych przypadkach wynika to z niewiedzy (część dziewczyn nie uczestniczyła w lekcjach z zakresu resocjalizacji, przygotowania ich do życia poza więzieniem), a w innych z zignorowania tego, czego się nauczyły. Bo wydaje im się że same wiedzą lepiej lub że zmieniły się przy niewielkim nakładzie pracy. Co jest nieprawdą, rzadko kiedy można zmienić swoje negatywne nawyki lub toksyczne cechy charakteru w łatwy sposób.
**
Serial pokazuje kilku wartościowych cech**
Z racji, że widziałem serial jakiś czas temu, to zdążyłem zapomnieć o niektórych. Dlatego skupię się tylko na kilku. W dzisiejszych czasach promuje się narrację (co jest podsycane przez środowiska lewicowe), że ludzie nie muszą brać odpowiedzialności za swój charakter, wygląd, konsekwencje swoich zachowań, decyzji itd. Oczywiście, na pewne rzeczy nie mamy zbyt dużego wpływu i możemy dokonać tylko drobnych korekt, ale na część z nich już mamy. OITNB pokazuje nam, że jeśli zachowaliśmy się źle, to karma najprawdopodobniej do nas wróci, czasem w najmniej spodziewanym momencie. Serial przypomina niektórym (mam tu na myśli tzw. "płatki śniegu"), że każda akcja rodzi reakcję - jeśli coś robisz lub mówisz, to musisz się liczyć z tym, że ktoś zareaguje. W pozytywny lub negatywny dla ciebie sposób, o różnym odcieniu dobra lub zła (czyli chwaląc lub krytykując). Twórcy pokazują nam również, że życie jest niesprawiedliwe i nie dotyczy to tylko jednej strony, tzn. jest nam źle, mimo że nie zrobiliśmy nic złego, ale również tego, że czasem dostajemy coś za darmo. Z racji, że akcja OITNB dzieje się na ograniczonym obszarze, to widzimy te i inne przypadki na różnych przykładach i w odmiennych konfiguracjach. Z racji dramatyczno-komediowego charakteru tego serialu, nie wszystkie z nich wybrzmiewają odpowiednio mocno, ale jest ich tu tyle, że na pewno znajdziecie przynajmniej jeden, który dotyczy waszego życia lub przynajmniej będziecie mogli się z nim utożsamić. Serial również pokazuje, dlaczego tak ważna jest edukacja. Dzięki niej nie tylko zdobywamy nowe kwalifikacje, ale również wpływa to na nas pozytywnie. Może nie jest to reguła, ale wielu ludzi bardziej przykłada się do swojej pracy, gdy jest ona doceniana (o co trudno w przypadku większości skazanych). Są nawet w stanie mocno ograniczyć swoje nałogi lub kompletnie z nich zrezygnować, gdy uznają że im to przeszkadza w samorealizacji. Wzrasta też poziom ich odpowiedzialności, a nawet jeśli nie, to wraz z dalszą edukacją zaczną dostrzegać, a nawet rozumieć inne rzeczy, które dotychczas ich przerastały. Np. jak przerwać passę złych decyzji i żyć, jak normalni ludzie.
**
To jest po prostu dobry serial z porządnie zrealizowanym zakończeniem**
No i ostatni punkt. Mimo, że w trakcie seansu miałem kilka zarzutów względem tego serialu, to finalnie oceniam go jako naprawdę dobry. Wbrew pozorom, nie jest to takie łatwe, zwłaszcza w sytuacji, gdy akcja w większości dzieje się jedynie w kilku miejscach. Można się przez to znudzić, szczególnie przy tylu sezonach i odcinkach. Przy takiej ilości, czasem trudno jest ciągle rozwijać bohaterów i bohaterki lub napisać im jakieś nowe wątki, które nie byłyby wymyślane na siłę. Nie uniknięto tego przy tej produkcji i gdyby nie fakt, że losy wielu bohaterek były ciekawe do samego końca, to prawdopodobnie nie obejrzelibyśmy tego serialu do końca. Zarówno mnie, jak i moją dziewczynę denerwowała rozpieszczona i momentami głupkowata Piper, czy kilka postaci pobocznych. Na szczęście te dobrze rozwijane persony przeważyły nasze krótkotrwałe znużenie i irytację, bo zakończenie było satysfakcjonujące. Nie wiem, czy inni podzielają mój entuzjazm, ale pod koniec byłem nieco smutny, że to już koniec. Z drugiej strony, w tych kilku uronionych przeze mnie łzach, było również dużo radości. Wynika to z tego, że zakończył się niemal idealnie. Pozwolę sobie na ponowne porównanie do "Legend of the Galactic Heroes" - wątki wszystkich bohaterów zostały domknięte, skończył się pewien etap w ich życiu, dostaliśmy odpowiedzi lub wyjaśnienia na wszystkie istotne pytania, wątpliwości. Nie odczuwaliśmy nadmiernego niedosytu lub przejedzenia. A dokładniej mówiąc, niektórzy (w tym ja) narzekali, że można jeszcze tą historię pociągnąć, ale to wynikało z tego, że nie chcieliśmy przerywać tej świetnej zabawy. Albo trzymając się kulinarnych tematów, chcieliśmy się nażreć do pełna, aż by nas brzuch rozbolał. Wystarczyło jednak poczekać dzień lub dwa aż emocje opadną (a w przypadku jedzenia - poczekać 15-30 minut, by zrozumieć, że nasze brzuchy są pełne), by stwierdzić, że LotGH zakończył się w idealnym momencie. Podobnie jest z OITNB, ale odrobinę słabiej. W produkcji Netflixa było trochę więcej przestrzeni do zagospodarowania, niektóre wątki można byłoby lepiej podsumować. Nie oznacza to jednak, że zostały źle podsumowane - ot po prostu można to było lepiej zrobić. Tak jak uczeń, który zaliczył sprawdzian na 4 mógł się postarać trochę bardziej i dostać 5.
No, to koniec. Mam nadzieję, że nowa seria tekstów przypadnie Wam do gustu. Kolejny tytuł w kolejce to "Initial D". Nie mam pomysłu na kolejny tytuł, więc czekam na Wasze propozycje. Zaproponujcie jakieś anime, serial lub film. Jeśli go widziałem, będę w stanie coś więcej o nim napisać, to prawdopodobnie wrzucę go po tekście o ID.