W końcu dostałem kolejny sezon jednej z moich ulubionych komedii. Jeżeli jakimś cudem nie znacie "Bakiego", to krótkie streszczenie dla Was - wyobraźcie sobie totalną parodię anime, filmów o sztukach walki, samych sztuk walki, w której jest wszystko możliwe. Absolutnie, kurwa, wszystko, "Baki" jest jeszcze bardziej zwariowany niż 4 sezony "Jojo's Bizzare Adventure". Normalny scenarzysta już dawno temu pozbyłby się z głowy wszystkich pomysłów, a autor komiksu tryska nimi, jakby był fontanną schładzającą ludzi w gorący dzień. Oczywiście, nie każdy żart jest udany, czasem się powtarzają, czasami są za bardzo over the top i wywołują więcej cringe'u lub złości (np. pojedynki, które są poprzedzane bardzo długą rozmową, a potem się kończą jednym ciosem), ale mimo to mogę go nazwać wirtuozem abstrakcji, kreatywności i humoru. A przynajmniej mi się wydaje, że nie popełniam tutaj nadużycia. Mowa tu o Keisuke Itagaki, ojcu autorki "Beastars", które również polecam - choć to bardziej dla fanów psychologii, relacji międzyludzkich, pokazywania ludzkich cech i schematów zachowań na przykładzie zwierząt np. króliki lubią seks, mięsożercy mają ograniczenia, tak jak np. zbyt agresywni ludzie w formie prawa. Jeżeli lubicie kreskówki dla starszych odbiorców, zwierzaki i interesujecie się psychologią, to jest to tytuł dla Was. "Baki" jest jego przeciwieństwem, to absurdalna komedia wyśmiewająca schematy z innych komiksów, filmy akcji z przesadnie umięśnionymi wojownikami oraz żartująca ze sztuk walki. Jest tu dużo prawdziwych elementów, o których czytałem na przestrzeni życia, ale zostały one podane w tak absurdalnej i przesadzonej formie, że nie da się ich traktować na serio.
Fabuła tego sezonu opowiada o pojedynku najsilniejszej istoty na świecie oraz jego syna, jednego z największych pretendentów do tego stanowiska. Nieprzypadkowo użyłem tego słowa - na świecie nie istnieje stworzenie, które byłoby w stanie zabić Yujiro Hanmę. Jest to mistrz wszystkich sztuk walki (lub przynajmniej należy do ścisłego grona najlepszych zawodników), nie głupi, za to kreatywny i bezwzględny skurwysyn, który nie zawaha się użyć bolesnej prowokacji lub okrutnego ciosu. A na dodatek, jest to chodząca góra mięśni, której nigdy nie widzieliście. Pogromca gigantycznego słonia o rozmiarach dinozaura, ogr pływający w basenie, w którym woda płynie z prędkością ponad 20km/h. I z takim czymś ma walczyć Baki Hanma, najlepszy ze wszystkich bękartów olbrzyma, który ma zatarg ze starym i chce mu wyjaśnić parę rzeczy za pomocą pięści i nóg. Cały sezon jest dedykowany temu pojedynkowi - widzimy jak obaj zawodnicy przygotowują się do niego, jak ludzie z całego świata czekają i obawiają się konsekwencji. Wszakże Yujiro "uderzył" tak mocno swojego głównego przeciwnika, podczas Turnieju, że GPS-y na całej planecie się zepsuły (ta scena nie pojawiła się w anime). Generalnie jest całkiem nieźle, ale spodziewałem się czegoś lepszego. Nie zrozumcie mnie źle, poszczególne żarty i dowcipne sytuacje były dla mnie bardzo śmieszne, generalnie byłem zadowolony po każdym odcinku (choć w różnym stopniu), ale wiecie jak to jest - apetyt rośnie w miarę jedzenia. Miałem dość wysokie oczekiwania, ale na szczęście dość umiarkowane (jak na mnie), więc nie rozczarowałem się przesadnie. Anime urwało się w takim momencie, że jeżeli to ma być cały gotowy sezon (a nie 1-cour), to... No, będę zły. Jeśli to jego pierwsza połowa, to spoko - nie przeszkadza mi to. Niemniej, spodziewałem się więcej walk, lepszego rozwinięcia fabuły oraz postaci, a w obu przypadkach nie poszliśmy zbyt daleko do przodu.
Zaczynając od początku, wątek dotyczący Shadow Boxingu i umiejętności Bakiego był świetny i autor zawarł w nim wiele trafnych spostrzeżeń. Np. o pamięci mięśniowej, przygotowania mentalnego do walki poprzez symulacje, możliwościach owadów, ich umiejętnościach. Wszystko to jest prawdziwe - owady mają duże możliwości, jak na swoje niewielkie rozmiary. O pamięci mięśniowej możecie pogadać z kierowcami o wieloletnim stażu, e-sportowcami lub ludźmi w moim wieku, którzy lubią wracać do starych gier, wojownikami - niektóre rzeczy można zapomnieć, np. mój mózgu zapomniał zaskakująco wiele elementów z gier mojej młodości lub okresu nastoletniego, ale ciało zapamiętało. Nie pamiętam, po co się to robiło etc. ale palce i dłonie odruchowo robią to, co trzeba. Jeśli chodzi o symulacje, to sprawa jest prosta - trening w symulatorze latania, a w przypadku żołnierzy - ćwiczenie np. desantu na przedmiotach imitującymi realne działania bojowe. Aczkolwiek, jak już pisałem, są albo za bardzo przesadzone albo nie wiemy, czy np. owady zachowałyby swoje naturalne właściwości, gdyby je znacząco powiększyć. Jednakże jeśli potraktujemy to jako ciekawostki, dzięki którym dowiemy się czegoś nowego, to mój zarzut wobec tego znika. Walka z modliszką, jak i cały ten krótki etap, który rozpoczyna anime, wyszedł dobrze i mam do niego tylko jeden zarzut - zbyt oszczędną animację i niewiele efektownych scen.
Więzienie z jednej strony było lepsze, ale z drugiej strony czułem jakby wszystko działo się zbyt wolno. Wydaje mi się, że serial nic by stracił, gdyby wrzucono tam o połowę treści (bo zakładam, że to nie jest jeszcze koniec tego arcu, a nawet jeśli - mogliby wrzucić 1, 2 odcinki kolejnego na zachętę). Za to mógłby sporo zyskać, bo skoro niewiele wnosi do fabuły, to chociaż mógłby szybciej minąć. Polubiłem nowe postacie, nawet te epizodyczne - parodia George'a Busha i ten pirat byli świetni! Pierwszy za (niektóre) celne żarty, ogólny komizm. Ten drugi miał ciekawy styl walki, niezłą osobowość i bardzo dobrą (jak na tego typu komedię) genezę. Podobało mi się to połączenie polityki ze sztukami walki w przypadku tego państwa. Ciekawa ideologia kierowała jego stwórcą - stać się najniebezpieczniejszą grupą bez używania jakiejkolwiek broni. No i gagi - żarty z GPS-ami śledzącymi najpotężniejszych ludzi, aplikacjami służącymi do nawigacji, te dotyczące polityki. Pod tym względem było bardzo dobrze, jak zawsze. Uwielbiam wyobraźnię tego człowieka!
Jak jest pod względem grafiki? Cóż, całe anime jest oszczędne w kwestii animacji, nie widziałem ani jednej dłuższej sceny, która zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. W poprzednim takowych było kilka, tu ani jednej. Nic nowego, anime Netflixa nie słyną ze zbyt dobrej animacji, ale po tylu odcinkach spodziewałem się czegoś lepszego. Fakt, anime prezentuje się naprawdę ładnie (jedno z lepiej narysowanych anime Netflixa, o ile nie najlepsze, aczkolwiek wolę już niższy poziom kosztem efektownych scen, jak w poprzednim sezonie), ale porównując początek sagi z Wielkim Turniejem Raitai, to czuję się lekko zawiedziony. Tam przynajmniej coś się działo, a w tym sezonie gadają jeszcze więcej niż wcześniej. Ja wiem, że autor komiksu żartuje sobie z nas, ale o ile w mandze to nie przeszkadza (bo zakładam, że czyta się rozdział w parę minut, co jest cechą tego typu komiksów), o tyle tutaj można byłoby wrzucić nieco więcej rzeczy do każdego odcinka. No, ale to się tyczy scenariusza i tempa akcji, nie kreski i animacji, zatem... Pojedynek z modliszką mógł być dynamiczniejszy, a nie tak statyczny. Pojedynki w więzieniu były już lepsze, ale żaden nie zrobił na mnie wrażenia. Pomijam tu pojedyncze sceny, w których Oliva pokazuje nam część swojej mocy - jego uderzenia typu 1 hit ko, zawsze robią wrażenie. Nie jest to co prawda poziom poprzednich sezonów (a przynajmniej dla mnie tamte były lepsze), ale w tej materii nie mam powodów do narzekań. Brakowało mi również jakiegoś genialnego odcinka, takiego który zrobiłby na mnie co najmniej bardzo mocne wrażenie już na samym początku i trzymałby mnie w tym stanie do samego końca.. Takiego jak ten otwierający wcześniejszy sezon, który obejrzałem już z 8 razy. Mistrzostwo pod każdym względem - klimatu, reżyserii, tempa akcji, ilości treści, walk. Tu mi tego zabrakło, dostałem zbiór niezłych, czasem dobrych odcinków Czy właściwie powinienem powiedzieć, poprawnie stworzonych epizodów z dobrymi lub bardzo dobrymi momentami.
Łudziłem się do samego końca, że dostaniemy chociaż jedną dynamiczną i dłuższą walkę, ale niestety rozczarowałem się. Itagaki przesadza z tym dowcipem, że widzimy długie przygotowanie do walki, która jest krótka lub nie obfituje w akcję. Na szczęście nie miałem wywindowanych oczekiwań, więc i rozczarowanie nie było zbyt dołujące. To nadal bardzo śmieszna komedia, o ile lubicie tego typu poczucie humoru. Jeżeli nie poczujecie tego, to tracicie większość zabawy, a co za tym idzie sens oglądania. Powiem więc tak - jeśli lubicie absurd, mądrze napisaną parodię w głupkowatym stylu, nie przeszkadzają Wam ass-pulle, równie duże co mięśnie Olivy lub Yujiro, to polecam. W przeciwnym wypadku rozczarujecie się. Jak dla mnie +6/10.