Dawno temu niechętnie sięgałem po polskie dzieła kultury. Częściowo było to uzasadnione, bo niektóre produkty prezentowały się bardzo słabo na tle zachodniej konkurencji (np. kreskówki dla dzieci, niektóre filmy albo gry), częściowo nie. Wynikało to z mojego głupiego przekonania, że "skoro XXX robimy słabo, to YYY też nam wychodzi kiepsko", co nie sprawdziło się np. w przypadku muzyki - pod tym względem nie byliśmy gorsi od zachodu. Jeśli chodzi o filmy, to nie będę się wypowiadał szczegółowo - zakładam, że na pewno było więcej dobrych przykładów, które mogły z sukcesem rywalizować z produkcjami z zachodu, mającymi dużo większy budżet, czy bardziej doświadczonych twórców. Na ten moment mogę na pewno wymienić "Psy 1" od Władysława Pasikowskiego lub "Tato" Macieja Ślesickiego. Z nowych przykładów mogę wymienić "Wołyń" (angielski tytuł "Hatred"), "Sala Samobójców" (tak, wiem, że jestem w mniejszości i większość go krytykuje, ale będę go bronił, bo kilka rzeczy zrobił bardzo dobrze) lub "Miasto '44", które technicznie nie odstawało tak bardzo od konkurencji, ale miało inne błędy. Albo polską adaptację "Wiedźmina", która miała duży budżet (jak na ówczesne czasy i możliwości, a przynajmniej tak czytałem w artykułach mądrzejszych ode mnie ludzi), ale jak to bywa w moim kraju - nie było pomysłu na ten film, część pieniędzy rozkradziono, twórcy skupili się na zbyt wielu sprawach, zamiast zrobić solidną adaptację 1 lub 2 opowiadań połączonych w 1 film, w efekcie wyszło gówno.
Film który dzisiaj omówię jest konkretną produkcją z jasnym celem. Nie udaje, że jest nadmiernie ambitny, twórcy świadomie chcą nam dostarczyć wyłącznie dobrą zabawę. Nie ma w nim niepotrzebnych rzeczy, dobrze wykorzystuje schematy z horrorów przenosząc je na rodzimy grunt, generalnie mogę powiedzieć, że to solidna i rzemieślnicza, acz powtarzalna robota. Czy to jednak źle? Nie, zwłaszcza że zrobiono to lepiej niż horrory sprzed kilku dekad. Żeby była jasność - nie mówię, że jest lepsza, bo to porównanie byłoby nieuzasadnione. Tamte filmy powstawały w swoim czasie, tworzyły ten gatunek, twórcy nie mieli takiego bagażu doświadczeń i wzorców, z których mogli czerpać, tak jak Polacy. To tak, jakbym narzekał na stare gry FPS, które powstały na fali popularności "Doom 1" i zestawiał je z "Painkillerem" lub "Chrome". Jest to zwyczajnie nieuczciwe. Sprawa wygląda jednak inaczej, gdy porównujemy jakość i fun, jakie oba filmy dostarczają bez nadmiernego porównywania ich.
Mój kumpel Mariusz (pisze na Hive - dajcie like'a dla mariogrochu89, przyda mu się xD) zachwalał ten film już kilka (lub kilkanaście, nie pamiętam) miesięcy temu, gdy Netflix uratował twórców i pozwolił im zarobić (wyszedł on na początku pandemii, w czasie gdy ludzie naprawdę się bali i unikali chodzenia do kina). Wtedy nie miałem na niego ochoty, ale od jakiegoś czasu polubiłem horrory i mam ochotę na oglądanie klasycznych produkcji lub po prostu dobrych przedstawicieli tego gatunku. Zapamiętałem, że Mariusz chwalił ten film, a wrzucenie trailera 2 części przez Netflix, zadziałało na mnie jak finisher w walce bokserskiej - nie miałem już wyjścia, musiałem go obejrzeć. I w sumie ani ja ani Asia nie żałowaliśmy, choć moja dziewczyna była mniej zadowolona.
Fabuła jest prosta, jak drut. To jest tak, jak z literaturą europejską z epoki romantyzmu - jeśli znasz kilka utworów, to tak jakbyś znał wszystkie. Jeśli widzieliście kilka horrorów z lat '80 i '90, to scenariusz niczym Was nie zaskoczy. Są tu dokładnie te same schematy, archetypy bohaterów, motywacje morderców, jak w klasycznych slasherach. Ba, nawet jeden z bohaterów wymienia je expressis verbis - ci którzy uprawiają seks, to umrą jako pierwsi. Ci którzy się rozdzielą, to umrą. Ci którzy popełniają głupie błędy lub poruszają się w podejrzanych miejscach również umrą. Jednakże świat się bardzo zmienił od czasów, gdy w kinach emitowano "Halloween" lub "Friday 13th" - mamy nieskrępowany dostęp do internetu w niemal każdym miejscu i czasie, ludzie mają większą samoświadomość, kamery są w wielu miejscach, wielu z nas ma ją zresztą w kieszeni swoich spodni (i to całkiem niezłą, gdyby człowiek się uparł, to może nagrać nią normalny film lub serial - i tu absolutnie sobie nie żartuję). Twórcy rozwiązali ten problem w prosty, a zarazem mądry sposób - akcja "W lesie dziś nie zaśnie nikt", ma miejsce podczas wakacyjnego obozu, w którym odebrano jego uczestnikom telefony, nie ma dostępu do technologii etc. Sam scenariusz ma co prawda kilka dziur, jak np. to że wysłano młodą dziewczynę po głębokiej traumie na taki obóz, ale... Mówimy o głupim slasherze, który ogląda się przy piwie dla relaksu oraz ładnych i brutalnych scen, więc wymaganie dobrej fabuły od takiej produkcji, jest mniej więcej na tym poziomie, jak oczekiwanie od prostytutki, że będzie nam recytowała wiersze przed seksem. Tak, to nie oznacza że można wybaczyć te błędy, jednakże można spojrzeć na to przychylniejszym okiem.
Jeśli chodzi o wspomnianą brutalność, efekty specjalne oraz techniczne wykonanie, to nasz film nie ma absolutnie żadnych powodów do wstydu. Sceny śmierci wyglądają ładnie i prawdziwie, chyba w żadnym przypadku nie poczułem sztuczności (nawet w scenach seksu, które nie zawsze są dobrze pokazywane w polskiej kinematografii). To samo mogę powiedzieć o krwi, wyglądzie zwłok, czy efektach specjalnych. Brutalne sceny były tak krwawe i naturalne, że nie powinni na to narzekać zarówno zwykli widzowie, jak i fani tego gatunku. No a przynajmniej ja nie zapamiętałem niczego, co by mi przeszkadzało w trakcie seansu (poza kilkoma głupotami, o których już napisałem w kontekście scenariusza). Moja wiedza na temat horrorów jest słaba, jednakże mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że polskie dzieło dało mi o wiele więcej frajdy niż "Hellraiser 2", wszystkie części "Friday 13th", które widziałem, czy inne horrory (za wyjątkiem "Hellraisera 1", czy "Halloween 1&2"). Większość aktorów gra dziwnie, by nie powiedzieć że słabo (poza kilkoma z nich, np. listonoszem), ale to standard dla tego typu kina. Czasami czułem lekki cringe, zwłaszcza przy scenach z księdzem, ale spodziewałem się że będzie gorzej.
Reasumująć, jak już wspomniałem - nie jest to produkcja, która czymkolwiek Was zaskoczy. Jest to do bólu standardowy slasher. Jeśli jednak Wam to nie przeszkadza, to powinniście się nieźle bawić. To taki dobry, śmieciowy film do obejrzenia na weekend z dziewczyną lub kumplami. Lepszy niż większość śmieciowych produkcji, które tworzy lub kupuje Netflix. Oceniam go na 7/10.