Jak co roku, pojechaliśmy z Asią na najsłodszy, coroczny event na Dolnym śląsku. Z uwagi na powódź (ta na szczęście zakończyła się na Legnicy), obawialiśmy się czy nie odwołają go tuż pod sam koniec. Na szczęście nic takiego się nie zdarzyło i było dużo ludzi, jak co roku. Plan był taki sam, jak co roku - popatrzeć na różne rzeczy, skosztować to i owo oraz kupić zapas prezentów.
W tym roku po raz 1 w życiu spróbowałem góralskiego sera na gorąco z sosem żurawinowym oraz pajdę ze smalcem, skwarkami i ogórkiem. Przez całe życie nie przepadałem za nimi, pewnie dlatego że spróbowałem ich jako dziecko i mi nie posmakowały. Ser kosztował 7+1 zł (sos 1zł), pajda 20 zł. Niby drogo, ale pajda była solidnie wysmarowana smalcem, był cały ogórek, gruby kawał chleba, liczne skwarki. No trochę przepłaciłem, ale o ile nie jest to sieciówka lub ceny nie są za bardzo wywindowane, to nie widzę w tym dużego problemu. Tym bardziej, że wspomnienie wspólnego jedzenia sera i buły zostało - ja gryzłem, Asia gadała, ja słuchałem, a potem na odwrót :D.
Jak zwykle było mnóstwo ludzi z miodem, wyrobami z miodu, winem, syropami, sokami, asortymentem do hodowli pszczółek (gotowe ule i te do złożenia samemu). Były też rzeczy równie istotne, jak leśnicy i ich pomocnicy, którzy uczyli w namiocie o lesie, pszczółkach i roli, jaką pełnią razem ze zwierzętami i roślinami w naturze. Z tych niepotrzebnych rzeczy byli znowu handlarze, którzy oferowali tanie zabawki, fastfoody, krzesła i inne wyroby średnio związane choćby z wiejskimi klimatami (w kontekście uprawy roli, hodowli owadów, zwierząt). No ale nie ma co walczyć z wiatrakami, tak musi być - ludzie to kupują, dzieci lubią plastikowe śmieci, a dobre jedzenie docenia się często po czasie. Czego pajda jest dowodem ;).
Kupiliśmy prezenty dla nas samych oraz naszych najbliższych. Tata Asi lubi cukierki, to kupiliśmy mu zapas najlepszych krówek, jakie jedliśmy w życiu. Mój Tato od dziecka uwielbia jeść chałwę, to dostał 250g bardzo dobrej chałwy. My sobie kupiliśmy 3 różne ciasta oraz inne rzeczy. Kupiliśmy też chleb cebulowy, który idealnie komponował się z ugotowaną przeze mnie zupą. Generalnie polecam te obiady na tę porę roku - są sycące, najlepiej rozgrzewają gardło i flaki od wewnątrz. Zimą też, ale organizm jest trochę "utwardzony" + ma wyższy wydatek kaloryczny. Zanim pojechałem z Asią na mini piknik, musiałem zrobić zakupy z prezentami. Po obejściu całego eventu, wybrałem 3 sklepy i udało mi się ubić umowę z 1 z nich. Rozmowa była krótka.
- Dzień dobry, czy jak zostawię u Pani powyżej 700 zł, to mogę liczyć na zniżkę?
- Jak Pan kupi, to pogadamy.
- Pytam teraz - będzie zniżka, czy mam iść dalej?
- Jak Pan kupi, to tak.
- To proszę dać mi parę minut, tylko przygotuję listę i długopis do wykreślania.
No i kupiłem miodu za 715, dostając dodatkowy miód za 50zł. Tym razem wzięliśmy sobie miodek pod herbatę (rok temu pod kawę) - malinowy z czarnym liptonem jest epiiicki~~~!! <3 Asia zażyczyła sobie pożegnanie z latem, bo pogoda się zaczęła załamywać. A że jesteśmy na pewnym etapie zmian klimatycznych, to pogoda zmienia się dramatycznie szybko. Kolejny rok z rzędu w poniedziałek było cierpło, a w czwartek / piątek już zimno jak cholera. Stanęliśmy przy wiacie, obserwując jak ludzie wracają z grzybobrania. Asia rozłożyła zastawę, pokroiła pomidory i przygotowała resztę, a ja jako facet zająłem się grillem. Zjedliśmy pół chleba, po kiełbasie, parę kabanosów i pomidorka na spółkę. Jak powróci ciepła temperatura, to polecam takie posiłki - zupełnie inny klimat! Pamiętajcie, że sprząta się po sobie w lesie! :)