Odrazu mówię, że tekst jest trochę długi, chaotyczny i generalnie to potok myśli dla "nerduf" jak ja, MaciekFicek i nam podobni.
Pierwotnie nie planowałem tego wpisu, ale Maciej mnie zainspirował. Pierwotnie składał się on tylko z 3 pkt. i komentarza do Gonciarza, ale dodałem wyjaśnienie do pkt trzeciego, byście lepiej zrozumieli moje podejście.
Zacznę od 3 punktów, które są bardziej komentarzem do spraw ogólnych oraz ostrzeżeniem dla OBU płci.
Jeżeli spotykasz się z alternatywką, julko-szonem czy inną laską z daddy issues, to zawsze po ONS kasuj i blokuj jej numer. A jak ma bardzo-bardzo mocno zryty garnek, to najlepiej w ogóle jej unikaj. Taka julka to taki Badboy względem kobiet, nigdy nie wiesz kiedy skapiszonuje ci łeb.
Można uprawiać chem-sex (sex z dragami - kryształem, pigułką gwałtu, amfą, ziołem), ale to stąpanie po cienkim lodzie. Jeżeli naprawdę nie masz solidnej wiedzy i praktyki w tym temacie, odradzam. To zabawa z ogniem, tak jak BDSM albo zdrada kontrolowana - nie jest to dobre dla większości ludzi!!! Znam ludzi, którzy są w szczęśliwych związkach i mając więcej niż jedno dziecko, lubią sobie czasem zapodać pewne rzeczy, po których czują miłość, miłość i tylko miłość i mogą się kochać godzinami. Znam ludzi, którzy po zostawieniu dzieci na weekend u dziadków, idą w swoją stronę na całonocne dupczenie z obcą osobą, a następnego dnia wszystko wraca do siebie. Tylko że są to mądrzy ludzie znający potencjalne konsekwencje, wiedzący jak sobie poradzić, gdy zaczną czuć nadmierny pociąg do innego partnera, zaczną mieć nadmierną ochotę na alko albo narko lub zaczną czuć inne objawy. Wiedzą na co zwracać uwagę, jakich zasad przestrzegać, czego absolutnie nie robić. Więc to nie jest tak, jak to sugeruje prawica, konserwatyzm, katolicyzm, że jest to zawsze szkodliwe. Że szkodliwe, to tak, że zabija duszę... Zależy jak na to spojrzeć - może zabić duszę, ale jak to powiedział mój kolega, a wraz z nim do takich samych wniosków doszli ludzie z tego forum dla Cuckoldingu i Hyperreal (forum dla miłośników używek, grzybów, zioła i grubszych tematów) - takie rzeczy nie są dla wszystkich. Jeśli ktoś tego potrzebuje i mu to realnie pomaga (tak, niektóre narkotyki na pewnym etapie mogą być lekiem i znam ludzi, którzy m.in. dzięki zielsku wyszli na prostą drogę, której na trzeźwo przez wiele lat!!! nie byli w stanie ogarnąć. BARDZO ODRADZAM PRÓBOWANIE TEGO NA WŁASNYM PRZYKŁADZIE!), to wie jak się z tym obchodzić. Prosty przykład, choć może trochę szurski - wbrew temu co mówią niektórzy ludzie, m.in. lewica (lewica ponieważ to oni są głównymi zwolennikami jazdy typu "wolno ale bezpiecznie"), można jechać szybko, ale bezpiecznie. Wystarczy tylko: a) mieć sprawne auto, regularnie je sprawdzać, dbać o nie b) być w dobrej kondycji, być wyspanym z głową, która nie będzie zagracona innymi sprawami c) dostosować prędkość do trasy, warunków pogodowych, ilości pojazdów na drodze d) mieć dobrą koordynację oko-ręka (mechanizm znany z gier FPP, RTS, MOBA), e) jechać dobrą drogą. Sam już co prawda nie zamierzam przekraczać za bardzo pewnej prędkości, ale w lekkim stopniu, czemu nie? Lepsze to niż korki, bo ktoś jest zbyt strachliwy, by wyprzedzić - lepiej się ciągnąć jak smród po gaciach, zamiast docisnąć pedał gazu. Szybciej dojeżdżasz do celu. Przy szybszej prędkości jest lepsza koncentracja (nie pamiętam, czy to aktualne badania), jesteś szybciej na miejscu. Nie jesteś zawalidrogą dla innych, zmniejszasz szansę na wypadek. Oczywiście mówię o drodze poza miastowej, bo w kwestii ograniczeń do 40/50 popieram lewicę w 100%. Zwłaszcza po wprowadzeniu tych przepisów, przez które 90% przechodniów ma w dupie patrzenie lewo-prawo-lewo lub prawo-lewo-prawo, włączają IDDQD i idą przez siebie z Godmode. I nawet jeśli uważacie, że się mylę, to mądrzejsi ode mnie ludzie doszli do takich samych wniosków (zbadano to we Francji np. o Niemczech to każdy wie, a kiedyś tam Maciej Ficek też popełnił wpis na ten temat, w którym podał sensowne argumenty). To że większość pajaców nie umie tak jeździć i robią złą sławę tym, co umieją, to inna bajka.
Nigdy nie zaufam na słowo kobiecie bez dowodu (mężczyźnie też), tak długo jak nie przedstawi mocnego dowodu (a i wtedy będę zachowawczy). Czemu? Bo się odklejacie bardziej od mężczyzn. Dowód - wystarczy, że raz się pokłócisz o coś z kobietą (nie ważne, czy to mama, babcia, siostra, kuzynka, dziewczyna, koleżanka, matka twoich dzieci) i zrozumiesz. Żeby było jasne - to musi być sytuacja, w której kobieta będąca pod twoim urokiem,wpływem, zakochana (nie mam na myśli szantażu i odebraniu prawa o samo decyzyjności), ma realny biznes przeciwstawny do ciebie lub po prostu inną opinię (ale że to ważna sprawa, to urasta do rangi tego 1). Jak już wyczerpią się argumenty oparte logiczne lub połowicznie logiczne, to zacznie się rżnięcie głupa, argumenty ad. emocje, niektóre nawet zaczną płakać - czyli w miażdżącej większości bzdury. Tyczy to w każdym stopniu wszystkie kobiety, tak jak męskie cechy są mniej lub bardziej irytujące, w zależności od pojedynczego przypadku. Jak i to nie zadziała, to kobiety są bardziej mściwe od mężczyzn i wbrew pozorom, mają więcej możliwości (a sami mężczyźni i dekle obu płci im to udowadniają - bo wierzą emocjom, a nie argumentom, bo solidarność jajników, bo na mężczyznę można napluć, a i tak będzie naszym niewolnikiem). Mechanizmy oczywiście dotyczą obu płci, ale Wy kobiety jakoś nie marudzicie na to u mężczyzn (nie mówię, że tego nie ma, mówię o skali), a poza tym już w średniowieczu wiedzieli, że kobiety nie mają zdolności honorowej. Wiedzieli też, jak silny jest gniew kobiety (cytat z filmu Gonciarza chociażby). Jak czytałem o tym w szkole, to nie rozumiałem za cholerę, ale jak już jestem dorosły i przemaglowałem ten scenariusz 2137 razy, to nie dam sobie wcisnąć kitu. O czym doskonale wiedzą dojrzałe, mądre kobiety. Niepopularna, ale prawdziwa opinia - facetowi mogę chociaż dać w ryj, jeżeli sprawa jest naprawdę nie cierpiąca zwłoki i wiąże się z realną krzywdą lub stratą (zanim ktoś się sprzeciwi, nawet moja koleżanka, starsza niż ja, mówiła mi, że kobiety czasem same się o to proszą i jako mężczyzna nie powinienem się wahać - podała listę takich tematów). . Jak ktoś zacznie mi zaraz gadać kocopoły o kretyńsko rozumianym pacyfiźmie - jak ktoś zgrywa cwaniaka, to sam się prosi o dostanie w ryj. Jak ktoś drażni lwa, może stracić życie. Jak ktoś wkłada rękę w maszynkę do mięsa, może stracić rękę. Boli cię to? To tego nie rób. Jeżeli ktoś nadal ma wątpliwości, ustawa mieszkanie za pomówienie, zakaz wyrzucania kobiety z dzieckiem z domu, jak nie płaci czynszu (rozumiem sens tego prawa, ale od lat jest skrajnie nadużywany) lub zamknięte grupki na FB, gdzie dają multum rad jak złapać nerwowego mężczyznę na przemocy domowej lub jak go do tego sprowokować. Gdyby za to wszystko kobiety byłyby karane z pełną surowością jak mężczyzni + mężczyzna by nie tracił nawet złamanego grosza ze swojego majątku (pomijam tu pieniądze zainwestowane w związek przez OBIE PŁCIE) podczas rozwodu + panowałaby równość w każdym innym aspekcie życia (za wyjątkiem kobiet w ciąży, bo jak dziunia nie chce urodzić bombla, to powinna być traktowana jak słaby mężczyzna), to co innego. Tak długo, jak tego nie będzie, nie zaufam kobiecie w takiej sytuacji, jak u K.G lub innej ważnej sprawie.
Pierwotnie chciałem zmienić powyższy, 3 akapit, ale zdecydowałem, że go zostawię. Jest ogólny, nie uderza w nikogo (jak mój hate na witkową, brauna, konfederację), a jeśli jest mocny i spowoduje u kogoś poruszenie, to dobrze. Wiem, że jego przesłanie jest również zbyt fatalistyczne, wiem że wbrew mojej narracji i innych ludzi o podobnych poglądach, którzy komentują te tematy, sytuacja nie jest aż tak fatalna, ale problem rośnie i nic nie wskazuje na to, by trend miał się odwrócić (co znowu, nie znaczy że będzie totalnie-fatalnie - ale z drugiej strony, skoro już teraz jest tyle rozwodów, samotnych matek, samobójstw mężczyzn, nieszczęśliwej młodzieży, to co będzie jak to pokolenie zacznie mieć dzieci, moje roczniki już za parę lat zejdą z rynku matrymonialno-dziecięcego). Widzę to po statystykach i erozji relacji międzyludzkich. I tak, jestem hedonistą, który nie odmawia jakiejkolwiek przyjemności. Tak, też mam swoje problemy z komunikacją, powinienem robić więcej również w tej materii. Gdybym był na miejscu Gonciarza, to zapewne korzystałbym w podobny sposób do niego i nie uważam, by to było coś złego - taka jest ludzka natura. Po co o tym mówię? Bo mam kilkunastu kumpli, przyjaciół, którzy mają podobne podejście do mojego. Głównie są to libki i prawicowcy, ale jest też kilku lewoskrętnych chłopów i dziewczyn. Każdy i każda z nich, mimo różnych poglądów, podejścia i perspektywy na to (zgadzam się w generalnych sprawach, różnimy się w mniejszych/większych szczegółach), widzi że idzie ku gorszemu. Rzeczy które spowodowały nasze problemy, to śmierdzący dupą siusiaczek przy tym, co młode pokolenie dostaje na banię. Ja i wszyscy moi kumple-rówieśnicy dziękujemy Bogu, że dorastaliśmy we wcześniejszych czasach, bo gdybyśmy mieli dostęp do takich rzeczy w równie nieskrępowany sposób, co za młodu, to konsekwencje mogłyby być straszne.
Świadomość ludzi niby urosła, ale zbyt wielu nie wyciągnęło z tego lekcji (że najlepsze jest stabilne centrum, może minimalny skręt w stronę indywidualizmu/kolektywizmu, lewicy/prawicy, kościoła/ateizmu), zbyt wielu w ogóle tego nie zrozumiało, zbyt wielu nie ma czasu, możliwości, zasobów na realizację tego. Mi też na pewno coś umknęło, w końcu przez lata czasem niesłusznie krytykowałem KK, podczas gdy chwycenie niektórych rzeczy "za ryj", to bardzo dobra postawa. Motywuje do samodyscypliny, a przez napotykanie na ścianę, człowiek zaczyna myśleć i szukać odpowiedzi - o ile został tego nauczony, a potem o ile ktoś mu tej odpowiedzi udzieli. Ja to zrozumiałem dopiero po licznych rozmowach z katolikami i katoliczkami. Chciało mi się, widziałem że jest alternatywa. W zeszłym roku na grupie dla miłośników Cuckoldingu i zdrady kontrolowanej, czytałem wypowiedź jednej laski, gdybyśmy się wychowywali na jednej ulicy, to byłaby przynajmniej moją znajomą (max 4 lata starsza ode mnie). Doszła do takich samych, a nawet głębszych wniosków. Zauważyła, że bodycount ma wpływ - choćby dlatego, że za bardzo myśli o kutasach, a za mało o życiu, że zmarnowała czas, który mogła przeznaczyć na co innego, że przepaliła wiele znajomości, że totalnie olała różne okazje, gdy mogła poprawić swoje życie, że zagłuszała swoje emocje, sygnały które wysyła czas, przegapiła wiele pięknych sytuacji. I to nawet nie chodzi o dzieci, bo ta pani już wcześniej podjęła decyzję o tym, że ich nie będzie miała, a o zadbanie o siebie i samorozwój.
Typowe objawy każdego uzależnienia - ja i Ataraksja coś Wam możemy o tym powiedzieć. A wiele młodych dziewczyn łączy to jeszcze z kasą. Dodatkowo w głowach mieszają im BadBoye, którzy od lat mają żniwa cały czas. Do tego media promują to coraz bardziej, agentura i pożyteczni idioci również, głupie blądźwy i mentalne kakoldy bez choćby pierwiastka moralności też (pozdro gonciarz), nakręcając spiralę, która do tego doprowadziła. Bardzo, bardzo, bardzo uproszczona wersja, która dotyczy TYLKO kwestii ludzi w tym drobnym wycinku, pomijam całą resztę aspektów, które poruszyłem w tym tekście. Bo gdybym tego nie pominął, to musiałbym to rozwinąć, a nikt pewnie nie przeczyta tej gderliwej ściany tekstu, tym bardziej że nie piszę tego po raz 1, więc produkuję się dla swojego ego i może Maćka, który podobnie jak ja, lubi czytać takie szpeje xD. Ojciec/Matka ma swoje nierozwiązane problemy -> Robi kolejnego bombla, zamiast korzystać z gumek lub innych środków antykoncepcji -> Brak wzorcu ojca, matki / zbyt skrajni rodzice / brak czułości, brak miłości (któryś z tych powodów lub inne albo kilka z nich na raz, zazwyczaj to 2) -> nieszczęśliwe dziecko -> będzie w przyszłości simpem, dziwką, sp3rmiarzem, osobą która daje sobą pomiatać, która myśli, że nic nie znaczy, która wydaje część swojej wypłaty na chemię, osobą niestabilną psychicznie, seksualnie, niezdolną do uczuć wyższych (podaję część możliwych rozwiązań) -> nieszczęśliwe życie, samobój, zrobienie kolejnego dziecka. I here we go again. Oczywiście, co pokolenie ilość nierozwiązanych problemów się dodaje i mutuje, a to aspekt którego dziś jeszcze nie poruszyłem.
Niektórzy wskazują też na to, że kobiety idące na studia nie chcą mieć aż tak dzieci + prawa do głosu też ma na to wpływ, ale uważam to za totalną szurię. Podstawą każdego kłamstwa jest prawda. Im większe kłamstwo, tym więcej musi być w nim prawdy. Tak, w pewnym sensie mógłbym się zgodzić z tymi teoriami, ALE. Wśród kobiet są dziunie, które złomują mnie jak Jiren z Goku w debacie politycznej/społecznej lub muszę się bardzo postarać, by była to wyrównana dyskusja - z mojej strony. To że wśród kobiet, jest wiele mało inteligentnych, to prawda, ale wśród mężczyzn jest tyle samo mało inteligentnych albo i więcej (choćby dlatego, że dostajemy małpiego rozumu widząc kawałek dupy, cycka lub mając perspektywę zanurzenia korzenia choćby w bajorze - opcja dla 40-letnich prawiczków). Co więcej, jeżeli kobiety naprawdę częściej głosują na mężczyzn niż kobiety (a przynajmniej ja natrafiłem na takie badania, jeżeli jest inaczej, proszę o korektę), to świadczy to o ich wyższej inteligencji, ale to już powiedział Krul Kulfon Migge. Problem leży w innym miejscu. Co do dziewczyn na studiach - tak, badania to potwierdzają, ale... Zacznę od przyznania racji lewicy i posypania głowy popiołem, to wina korporacji i mentalności "praca praca". O ile w indywidualnym podejściu tego typu nie ma w tym nic złego, o tyle jak to narzuca państwo i pracodawca, no to... jest już gorzej. Prawdą jest to, co mówił Korwin o tym, że w pracy należy zapierdalać, ale prawdą jest też life-work balance, który promuje częściej lewica. Korporacje (które podobnie jak system, wyruchały obie płcie, nas wszystkich aż po same kule bez mydła) wmówiły nam, że Praca Czyni Wolnym. Że harując o 30% za tą samą stawkę, będziemy zajebiści, bo szefo nam powie "dziękuję" za które kupimy 2137 tysięcy cyfrowych czekoladek. Kobiety są na to bardziej podatne, co również zostalo udowodnione w badaniach. Kobiety bardziej angażują się emocjonalnie od mężczyzn w każdej sprawie, jak ich gadzi mózg uzna to za priorytet (zbyt wiele razy widziałem to w przypadku koleżanek, mamy, siostry, kobiet z pracy, rodziny, innych grup, dziuniach z internetu, z reala, na każdej znanej mi kobiecie, by uwierzyć że jest inaczej), rozwodnicy mogą potwierdzić. Korpo i państwo chcą nas wydoić i zapłacić jak najmniej, wariant idealny to taki, gdyby w ogóle nie musieli, Nihil Novi. A że kobiety szybciej tracą płodność, to mają mniejsze window of opportunity. Ale to nie problem, bo można promować inny styl życia (który już był w PRL-u, który jest coraz popularniejszy zagranicą na zachodzie, gdzie już zrozumieli błędne podejście wobec kobiet sprzed kilkunastu lat). Można narzucić takie rozwiązania i różne ochronki dla kobiet (są złem koniecznym - co innego parytety i inne śmietniki, te można w zdecydowanej większości bez problemu wywalić do śmieci). A nie ufam kobietom (i innym ludziom), bo do tych wszystkich problemów, o których piszę, muszę dorzucić moje własne, wynikające z mojej płci, dynamiki relacji, temu że mamy mniej przywilejów w sądzie. Lepiej być postrzegany jako dupek pilnujący swoich zasad niż być dymanym przez nieuczciwych i zachłannych ludzi. Jak już mówiłem, to fatalistyczne podejście, jestem świadom że przesadzam, ale jestem zbyt naiwny i podatny na gadki ludzi, przez co kilkunastokrotnie zostałem wykorzystany. Nie chcę więcej, więc jak zbuduję dom dla swojej rodziny lub większe mieszkanie, to będzie tylko moje i mojego dziecka (po moim trupie może być mojej partnerki, wtedy będzie mi wszystko dyndać). Koledzy którzy wraz z rozwodem stracili swój dom są dla mnie dostatecznym powodem. Drugim, uzupełniającym jest to, że społeczeństwo coraz bardziej nam się rozwala i przyszłość nie rysuje się w jasnych barwach, a przypominam że ten problem dopiero do nas przychodzi. Promowanie prostytucji przez lewicę, promowanie absolutnej tolerancji na wszystko (nie działa, to utopia. Choćby dlatego, że są ludzie jak ja, którzy będą hamulcowymi dla przekory.), promowanie otyłości, promowanie i zmuszanie do akceptacji osób trans (opinia trochę na bazie "chłopsko-rozumizmu", ale ostatnio rozmawiałem z dwoma kolegami, jednym lewicowcem, drugim pół/pół jak ja, trochę bardziej na lewo, tak jak ja jestem nieco prawoskrętny - doszliśmy do wniosku, że większość osób trans lub mających tego typu problemy, ma problem z głową. Nie mówię że to zło, byłbym głupi tak mówiąc - schizofrenicy też są niewinni. Natomiast byłbym takim samym głupcem, gdybym mówił że są "totalnie normalni"). Taka absolutna tolerancja robi krzywdę przede wszystkim tym ludziom, którzy jej potrzebują. Popieram również legalizację prostytucji etc. ale promowanie tego (jak również samego seksu), ma wyłącznie szkodliwe działanie dla reszty społeczeństwa. Pomijając SexEdukację, ale to osobny temat.
To powiedziawszy, Gonciarz jak zwykle łże. W tym przypadku "łgarstwo" polega na odwróceniu perspektywy - nie zrobił nic złego, bo ruda jest stalkerką. Otóż nie, Gonciu. Byłeś autorytetem, wzorem cnót (i to nie twoi koledzy z lewicy ciebie tam postawili, a przynajmniej nie oni sami, a wraz z tobą), adwokatem lewicowej sprawy, reprezentantem kobiet, osobą która obrażała i szkalowała mężczyzn, świadomie kłamała i bezczelnie okradała / doiła swoich fanów z kasy. Gdybyś był chamem jak ja - róbta co chceta, tak długo jak nie łamiesz prawa. Mam prawo, wręcz obowiązek, wymagać od takich ludzi jak ty, bo za grzanie się w blasku fleszy i socialmediów, masz określone przywileje, coś za coś. Ty w tej sprawie nie zrobiłeś nic złego (chyba, że coś wyjątkowo pominąłem - jeśli tak, to nieświadomie), poza tym co przed chwilą napisałem. Ruda ma OF, ale jej fotki są publicznie dostępne - widać na nich cyca, dupę, prawie widać narzędzie którym kobiety sterują facetami, jak Żydzi Golemem (zrozumiecie, jak dowiecie się, po co Żydom był potrzebny Golem), generalnie są to sceny mocno sugestywne, idące parę kroków dalej za wypinaniem dupy, cyków na instagramie. Gonciarz niczemu nie zaprzeczył, bo nie byłby w stanie - to prawda. Gonciarz jedynie odpycha od siebie winę moralną, która sądu nie obchodzi (szkoda, że ty i reszta lewactwa tego nie stosujecie na codzień, hatfu na waszą postawę i skrajną hipokryzję). To przez was, lewacka i częściowo lewicowa hołoto, mamy tak duży problem z przesadnym karaniem ludzi za słowa, zwłaszcza takie, które nikogo wybitnie nie krzywdzą - czyli takie będące mocnymi, konkretnymi i powtarzającymi się oskarżeniami. To wy przez lata klaskaliście, lajkowaliście Gonciarza, a teraz się jego wypieracie, bo wykorzystał wasze luki przeciw wam. Jasne, wykorzystał też rudą, pewnie kilka innych lasek też, ale gdyby skazywać za to ludzi, to większość Ziemian by siedziała w więzieniach. Na niewinną nie trafiło - Gonciarz nie proponował 3-kąta KKM / MMK z narkotykami jakieś julce z IG, tylko kobiecie która wypina dupę, cycki i przeklina wcale nie gorzej ode mnie. Oskarżenia Rudej Julki przypominają mi płacz marnego boksera, który ma pretensje o to, że ten drugi skapiszonował mu mordę w ringu. No sorry, ale czego nie rozumiesz typie? Tak działa świat od zawsze - jeżeli robisz konkretne zachowania, to przyciągasz ludzi o konkretnych cechach i celach. Bo z grzeczności nie wspomnę o tym, że stworzyłaś fałszywe dowody na Gonciarza oraz prześladowałaś go. Eksponując swoją goliznę w sieci, dokonałaś wyboru, teraz spotykają cię konsekwencje.
Lol, jaki potok myśli. Mam wrażenie, że pominąłem 2-3 rzeczy, to z zaufaniem do kobiet mogłem lepiej przedstawić, no ale wiadomo o co chodzi.