Mimo, że mój plan oglądania wszystkich filmów i odcinków "Lupin III", został póki co zawieszony, to chętnie obejrzę jakiś nowy film, czy serial. Nie jest to zbyt duża inwestycja czasowa,zawsze czeka mnie przynajmniej dobre show na 7/10. Jeszcze nigdy się na nich zawiodłem, a najsłabsze filmy z tego uniwersum spadały niewiele poniżej 7/10, no i generalnie są lepsze niż większość filmów na podstawie mang z Weekly Shounen Jumpa. Przynajmniej pod względem scenariusza i postaci, bo na dobrej animacji i kresce mi nie zależy, póki nie jest to produkcja z pogranicza gatunków akcji i walki lub taka, która wymaga dobrej oprawy audio-wizualnej. Dzisiaj zrecenzuję właśnie taki film. Moje pierwsze skojarzenie i bon-mot, z którym przez lata będę kojarzył ten film (jak również rozpowszechniał wśród swoich czytelników), to "Jest to anime na poziomie filmów Pixara i Disneya". Być może to hasło jest przesadzone i zapewne znajdzie się jakiś ekspert, który udowodni mi że pod wieloma względami odstaje od produkcji sygnowanych Myszką Miki lub Lampą Pixara. Jeśli tak faktycznie będzie, to przyznam mu rację, ale sam zdania raczej nie zmienię. "Lupin the First" jest zbyt piękny i zbyt dobrze zaanimowany, bym się wycofał z tych słów. Jasne, większość kasy i uwagi poszło na głównych bohaterów i ich akcje, ale starałem się przyglądnąć postaciom drugoplanowym oraz trzecioplanowym i te nie wyglądają źle. Jasne, Disney w tej kwestii radzi sobie lepiej, ale nie uważam tego za coś wybitnie istotnego (mówię o swoich osobistych odczuciach, nie mówię że to w ogóle nieistotne).
Mimo, że "Lupin III" to dość znana marka ciesząca się dobrą estymą, to daleko jej do rozpoznawalności "Dragon Ball Z", "Pokemonów" i tego typu tytułów. Dlatego też krótkie wprowadzenie - Lupin III to wnuk Arsene'a Lupina. Słynnego francuskiego złodzieja, który kilkukrotnie ścierał się z Sherlockiem Holmesem. Japoński Lupin kontynuuje złodziejski fach swojego dziadka i okrada bogatych lub złych ludzi. Jest to inteligentny, szarmancki, sprytny i wyjątkowo mądry człowiek mimo swojego głupawego charakteru i małpiej aparycji. Mimo różnych tytułów, które sugerują, że "to jest ich pierwsza akcja", to sytuacja wygląda, jak w komiksach Marvela - dopóki nie wejdziesz w środek jakiegoś eventu, dłuższego story arcu (w "Lupinie" to dotyczy tylko 3 filmów, które są historią poboczną, w uniwersum gdzie wszystko dzieje się 100% serio, jest krew, nagość etc.), to możesz zacząć w dowolnym momencie. Historie nie są ze sobą powiązane, czasami odnoszą się do przeszłości, ale w żadnym przypadku to nie przeszkadza podczas seansu - ot twórcy puszczają oko do fanów związanych z serią od lat. Można zacząć od 4, 2, 3 sezonu albo od dowolnego filmu kinowego, są lepsze i gorsze punkty startowe. Ten film jest tym lepszym. Jeśli jednak preferujecie dłuższą, bardziej rozbudowaną fabułę, to polecam 5 i 4 sezon, oglądane w tej kolejności. 5 jest bardziej atrakcyjny dla współczesnego widza, ma ciekawsze wątki fabularne, moim zdaniem najlepiej przedstawione postacie (co jest ważne szczególnie w sytuacji, gdy dopiero zaczynacie swoją przygodę z tym anime). "Lupin the First" mimo całej swej miodności, ma jedną wadę - Mine Fujiko (kusicielka, wszechstronnie wykwalifikowana, jak Lupin) Jigen Daisuke (strzelec wyborowy każdego typu broni + prawa ręka Lupina) i Goemon (samuraj, główna siła uderzeniowa tej czwórki), czyli towarzysze Lupina, dostali wyjątkowo mało czasu i okazji do wykazania się. Nawet inspektor Zenigata, który jest zazwyczaj najmniej istotną postacią z całej piątki, nie wypada tak źle, bo ma więcej do powiedzenia i działania niż zazwyczaj, co jest rzadkością.
Omawiany przeze mnie film rozpoczyna się w trakcie 2 Wojny Światowej, gdy do domu jednego z archeologów, wpadają Niemcy, którzy chcą zdobyć tajemniczy artefakt i odkryć, jak wykorzystać jego moc. Akcja nazistów nie udaje się, a notatki mające wyjaśnić jedno z największych odkryć ludzkości, znikają na wiele lat. Pewnego dnia odnajdują je niedobitki słynnego malarza z Austrii oraz Lupin i tu zaczyna się główny wątek filmy. Ponadto dziecko, które uciekło wraz z synem archeologa, okazuje się być wnuczką badacza, bardzo ładną wnuczką. Nie wspomniałem o tym w wprowadzeniu, ale "Lupin III" to marka stworzona dla fanów teorii spiskowych. Mamy tu wątki dotyczące bankierów, bogatych wpływowych rodów jak Rothschildowie, nazistów, zastosowania narkotyków w armii, MK Ultra, elementów fantasy, zjawisk paranormalnych, rządów UK, USA, które wywierają nacisk na różne kraje (a nawet jest wprost powiedziane, że mogą zrobić rewolucję w dowolnym kraju na ziemi, jeśli zostaną spełnione odpowiednie warunki), sił specjalnych, FBI... A wymieniłem tylko część z tego. Jeśli podobnie jak ja lubicie takie klimaty, to w tej franczyzie znajdziecie wiele znajomych rzeczy! Nie inaczej jest w tym filmie, pojawia się również jeden z najsłynniejszych wąsaczy w historii ludzkości! Reszty nie będę spoilerował, by nie psuć zabawy.
Jeśli chodzi o postacie, to te od zawsze są mocną stroną tej marki. Mimo, że ich kreacje są pozornie proste, można by nawet rzec, że uproszczone, to scenarzyści świetnie pokazują, jak można je eksploatować bez uciekania się do wyciągania rzeczy z dupy, jak w niektórych mangach WSJ. Należę do wymagających odbiorców, a póki co nie zawiodłem się ani razu. Co najwyżej w niektórych filmach przeszkadza mi to, że Mine Fujiko mogła wyglądać lepiej lub postacie mają zbyt mało do roboty, bo większość czasu antenowego trafiło do Lupina i nowej bohaterki. Wciąż jednak ich jakość nie spada poniżej pewnego poziomu i gdybym serio musiał się do czegoś przyczepić, to musiałbym się bardzo postarać. Fujiko to śliczna kobieta, która ma bogatą osobowość i nie imituje silnej kobiety, jak np. Rey z nowej trylogii "Star Wars", a faktycznie nią jest. Goemon to konserwatywny samuraj, który nie pasuje do dzisiejszego świata i nie rozumie nowych technologii, ale macha mieczem równie efektownie i skutecznie, co bohater "Bleacha". Jigen Daisuke to strzelec doskonały, który niestety w tym filmie nie miał imponujących scen (poza ratowaniem Lupina), ale w innych zachowuje się jak bad-ass, więc warto wybaczyć mu chwilową słabość, która nie wynika z jego winy. Lupin jest wszechstronnie wykształcony i posiada mnóstwo umiejętności, a nawet jeśli czegoś nie zna lub nie umie obsługiwać, to przez swoją inteligencję szybko się uczy. Poza tym to taki sympatyczny i uroczy głuptas, choć to tylko tarcza, by przeciwnicy nie brali go na poważnie. Zenigata to przeciwnik złodzieja i przez wszystkie sezony próbuje go złapać, co mu się praktycznie nie udaje i wnuk Arsene'a zazwyczaj mu ucieka. Często towarzyszą mu oddziały policji lub Interpolu. Zasadniczo nie da się ich nie lubić, są sympatyczni, uniwersalnie i zrozumiale przedstawieni (co w tym przypadku nie jest wadą), mają problemy, słabości, generalnie cechy które przejawiają normalni ludzie. Jasne, często robią rzeczy niemożliwe do wykonania w realnym świecie, ale niespecjalnie odstają od aktorów efektownego kina akcji. No, może czasami, nie wspominając o plot-armorze, którego nie mają przeciwnicy, jednakże kreskówka może sobie na więcej pozwolić względem filmu. Co do głównej bohaterki, nie jest zła, autentycznie ją polubiłem, ale moim skromnym zdaniem jej odpowiednik z 5 sezonu i filmu "The Castle of Cagliostro" wyszły lepiej. Jest to jednak nadal wyższy poziom niż to do czego przyzwyczaiło nas większość filmów na podstawie mang WSJ. A biorąc pod uwagę te, które miałem przyjemność lub nieprzyjemność zobaczyć, to jest to jedna lepszych autorskich postaci, jakie widziałem w animacjach na podstawie komiksów z tego wydawnictwa.
Jeśli chodzi o grafikę, mimikę i ruchy postaci, kreskę i animację, to powiem tak. Czy właściwie skomentuję słowa Karola - "Pewnie wydali na ten film 10% tego, co Disney wydaje na swoje produkcje animowane". Wszystkie te aspekty, o których napisałem w 1 zdaniu, zostały w tym filmie wykonane BARDZO ładnie, płynnie, generalnie starannie. Japończycy po raz kolejny dali świetny przykład swojej precyzji i staranności o najmniejsze detale. Nawet jeśli tyczy się to tylko głównych bohaterów, w mniejszym stopniu Geralta i Lamberta (ten dobór imion to przypadek? xD), a całej reszty w ogóle nie dotyczy, to mi to nie przeszkadza. Człowiek i tak nie zwraca na nich aż takiej uwagi, bo ją skupia na bohaterach z pierwszego planu. A ci wyglądają świetnie! Poruszają się płynnie, widać to po całym ciele i ubraniach, które noszą, reagujących na każdy ich ruch i wszystko inne. To samo twarze, oczy, mimika, czułem się jakbym widział wysokobudżetowy film Pixara lub Disneya, ale z lepszą fabułą - bo mniej uproszczoną. "Lupin III" to nadal baśń, którą można spokojnie pokazać dzieciom i młodym nastolatkom (gdyby był polski lub angielski dubbing, w zależności o jakich dzieciach mówimy), ale jego scenariusz jest pisany w nieco dojrzalszy sposób. Porusza poważniejsze tematy, wszystko nie jest tak uproszczone pod dzieci, a przekaz nie jest maksymalnie uniwersalny, by wszyscy widzowie na całym świecie go zrozumieli i zapłacili pieniądze. Sceny akcji są mega dobre, a pokaz możliwości tego artefaktu... No cóż, powiem tak - majestatycznie wyglądająca destrukcja. W kinie musiało to świetnie wyglądać! Generalnie CGI 9/10, ale z racji staranności wykonania i tego, że całość wygląda w powalająco uroczy sposób, to daję 10/10.
Co do muzyki, to będzie krótko, bo nie ma sensu się długo wypowiadać - to kolejny "Lupin III" z genialną ścieżką dźwiękową. Yuji Ohno jak zwykle dostarczył porcję znakomitego jazzu, który genialnie pasuje do treści filmu oraz świetnie podkreśla klimat i wydźwięk efektownych scen akcji. Ten pan jest związany z marką od zawsze i nie zawiódł mnie w żadnym przypadku. Wszystkie jego kompozycje openingów, endingów, głównych motywów muzycznych i pozostałych utworów, to zazwyczaj bardzo dobra robota. Jest kreatywnym twórcą, który tworzy po prostu dobrą i zapadającą w głowie muzykę. Nie jestem specjalistą od "Lupina III", jak mój kumpel Karol, więc nie wiem ile utworów to autorskie melodie stworzone na potrzeby tego projektu, a ile to remixy. Tych drugich jest jednak dużo w tym filmie, znam 2 sezony i kilka filmów, a słyszałem wiele utworów, które z nich kojarzę. Utwory stworzone na potrzeby tej części są dobre i zbliżone klimatem do tego, co mogliśmy dotychczas usłyszeć w produkcjach pełnometrażowych lub serialach z tej franczyzy.
Reasumując, to bardzo dobra rozrywka, którą możecie obejrzeć zarówno z dziećmi, jak i sami. Mimo, że jest to baśniowa i kolorowa bajka, to jej fabuła i reżyseria są tak dobre, że nie powinno Wam to przeszkadzać. O ile oczywiście lubicie oglądać pełnometrażowe animacje Disneya. Na pewno obejrzę ten film jeszcze co najmniej raz, bo chciałbym pokazać go swojej dziewczynie. Może uda mi się ją przekonać do poznania pozostałych anime. Czego i Wam życzę, bo warto poznać "Lupin III". Moja ocena to 9/10 - jeden z lepszych filmów z tego uniwersum.