Z racji, że temat jest bardzo rozległy i w swoich rozmyślaniach z serii "jakie myśli przenieść na cyfrowy papier", doszedłem do daleko idących wniosków, ograniczę się do 3. Granicy między zwykłymi ludźmi, a bogatszymi. Prowokacje. Różne charaktery / różna wrażliwość / możliwość współpracy lub jej brak i tego, że nigdy się nie da tego stworzyć (tak samo jak nigdy nie stworzymy dobrze funkcjonującego społeczeństwa bez obowiązku pracy / zarabiania lub bez jakichkolwiek zasad). Czemu akurat do tych? Bo są to istotne kwestie, które przyczyniają się do frustracji, a ich normalizacja i rozstrzygnięcie przynajmniej częściowo zmniejszą problem.
Wbrew temu co mówi lewica i część liberałów (mówię część, bo liberałowie z definicji łączą najlepsze aspekty konserwatyzmu i progresywizmu), hierarchie i różnice w zarobkach to dobra rzecz. Choćby dlatego, że motywuje do poprawy swego losu (tych biednych), a bogaci mają jeden z bezpieczników, które muszą brać pod uwagę. Czemu są one dobre? Z tego samego powodu, co powstało prawo daaaaawno temu - bo my jako gatunek jesteśmy egoistyczni, a jak mamy jakiś cel i jesteśmy odpowiednio mocno zdeterminowani, możemy poświęcić na jego realizację wiele rzeczy. Widzimy to w każdym aspekcie życia. Czy to w pozytywny sposób (Np. naukowiec, który chce wymyślić coś dla dobra ludzkości, ale coś go powstrzymuje albo lekarz który decyduje za pacjenta o leczeniu w ramach wyższej konieczności), czy negatywny. No i te bezpieczniki mogą nas powstrzymać przed złem lub większym złem (gdy zrobiliśmy coś złego, ale nadal możemy się wycofać / powstrzymać przed zrobieniem czegoś jeszcze gorszego).
Wracając do hierarchii i podziału społeczeństwa, niestety nie uciekniemy od niego. Ludzie to robią z różnych powodów. Chyba nie skłamię gdy powiem, że robimy to głównie po to, by uciec od rzeczy które nas drażnią lub podnieść poziom swojego życia (problem znany starszym Polakom lub tym, którzy wyszli z sekt / toksycznych grup - jak tacy ludzie zauważą, że podnieśliśmy nasz poziom i chcemy uciec, to będą próbowali go znowu obniżyć lub obrazić za np. zdradę). Należy im to umożliwić, bo jest to zasadniczo dobre dla całego społeczeństwa. Niestety internet to znacząco utrudnił i celebryci, jak pogodynka Pan Krecik lub Kurzajewski nie mogą tego znieść. Cóż im mogę powiedzieć - po prostu nie patrzcie w tę stronę lub nie przejmujcie się komentarzami na zasadzie "mam ciekawsze życie od ciebie, nie jesteś mnie w stanie zranić". Żeby nie było, pomijam tutaj ustawiczne nękanie jakieś osoby. Np. zbanowaliśmy gościa o nicku Marik1234, który nas wyzywa. Ten wraca, wyzywa nas nadal. To że większość celebrytów jest odklejona, nie oznacza że można ich nadmiernie obrażać. Inna sprawa, że oni czasem prowokują do tego zwykłych ludzi.
No właśnie, prowokacja. To że niektórzy ludzie są agresywni to jedno. To że część ludzi jest nadmiernie agresywna, ale umieją chociaż częściowo kontrolować swoje zachowania to drugie. Pierwszego przypadku nie zamierzam komentować, bo chyba wszyscy się zgodzimy, że tutaj trzeba działać dla dobra społeczeństwa. W tym drugim przypadku również, ale moim zdaniem (i na szczęście nie tylko moim, cieszę się że coraz więcej osób to dostrzega), warto karać również prowokatorów. Jestem przeciwnikiem skazywania za obrazę uczuć religijnych, ale mój kolega słusznie zauważył, że ten przepis chroni katolików, zwłaszcza tych starszych. Tak samo robi prawica, kopiąc przysłowiową klatkę z tematem LGBT. Czasem można to robić nieświadomie, ale nie dajcie sobie wmówić kitu - większość ludzi i grup / ideologii robi to świadomie, wiedząc że nic im nie grozi i chociaż w ten sposób mogą wkurzyć drugą stronę. Jeżeli wprowadzamy karę za mowę nienawiści, to ten aspekt również powinien być wzięty TAK SAMO pod uwagę. Mój kumpel Michał, zauważył pewną rzecz ze swoją partnerką - świat jest pełen różnych stawów, gdzie mieszkają różni ludzie o różnych cechach. Tak długo jak te się nie przenikają (poza chętnymi osobami, które są gotowe do zmiany swoich przekonań lub zachowań), tak długo nie ma problemu. Pomijając oczywiście konflikt, bo np. jakaś grupa się rozrosła i ich mały stawik już im nie wystarcza.
Jeśli chodzi o trzeci wątek - różnimy się jako ludzie i nie da się pogodzić niektórych różnic. Niektórzy mogą koegzystować, niektórzy mogą współpracować (choćby po to powstawała jedna z żelaznych zasad biznesu - nie rozmawiajmy o emocjach, a interesach), dla innych jest to niemożliwe. Nie zawsze jest to od nas zależne i nie zawsze można coś z tym zrobić. Czasem po prostu mamy takie geny, czasem tak zostaliśmy nauczeni. Żyjemy w społeczeństwie i ludzie ze wszystkich grup o tym zapominają. Zwłaszcza gdy jest to społeczeństwo indywidualne i egoistyczne, co jest jedną z wad kapitalizmu - on tworzy takich ludzi. To co dla jednych jest obrażliwe, dla drugiego będzie śmieszne. To co dla jednego jest obrzydliwe, dla drugiego może być podniecające. I tak dalej i tym podobne. Nie ma na to rozwiązania, a Apartheid oparty na charakterach / światopoglądzie jest kiepski, bo ludzie wewnątrz swoich grupek, znowu znajdą różnice miedzy sobą i będą dążyć do dalszego podziału. Tutaj mam uniwersalne lekarstwa - po 1. nie patrz w stronę, która cię irytuje (co jest cholernie kuszące, ludzi ciągnie nawet do tych złych emocji z różnych powodów), po 2. nie bądź chujem. Drugi punkt jest trudny, ale walczę ze swoją toksycznością, językiem jakim się posługuję i kontrolą emocji - nadal nie jest dobrze, ale jest lepiej niż było. Więc da się, wystarczy tylko chcieć.
Nie będę jednak popierał tego projektu ustawy / ustawy jak przejdzie. No chyba że zostaną wprowadzone dodatkowe zmiany. Czemu? Bo to furtka do cenzury. Bo wielu ludzi oburza się o byle co. Bo wielu ludzi nie jest w stanie zaakceptować odmiennego zdania lub ma do niej uprzedzenia, gdy pozna opinię kolegi / koleżanki na dany temat. No i przede wszystkim, społeczeństwo jest obecnie zbyt spolaryzowane. Tak jak za naszego dzieciństwa lub w trakcie rządów PiSu dominowała "prawicowo-konserwatywna cenzura", tak teraz mamy to samo z lewicą. Nie da się stworzyć systemu idealnego i zawsze ktoś będzie poszkodowany w walce z prawem, to jasne. Ale nie mogę się zgodzić na sytuację, gdy stawia się emocje ponad fakty, jedne grupy mają przywileje lub mogą je sobie kupić przez kasę (prawo u nas jest tak skonstruowane, że dobra papuga będzie w stanie znaleźć coś korzystnego), a domniemanie winy jest coraz częściej podważane i łamane. Bo nie ma co udawać, to prawo jest wprowadzane tylko po to, by POPiS mogły zamknąć paszcze swoim przeciwnikom. Bo ich na to stać. Szarego człowieka nie.
I choć mogę krytykować Stanowskiego za różne rzeczy + bycie tłustym kotem, który również był wspierany na początku swojej kariery, to on musiał znacznie więcej się "nachodzić" i "najebać" nad swoją karierą. Choćby dlatego, że nie miał intratnego stanowiska, jak tzw. Resortowe Dzieci (PiS mimo narracji również je ma), które miały bardzo dobrą pracę za sam fakt bycia dzieckiem Kogoś Wyżej Postawionego. Musiał je zdobyć. Moje uwagi wobec KS są tym bardziej mniej znaczące, że zrobił już bardzo dużo dla Polaków. Dla kasy i z cynizmu, ale wolę takich patriotów niż udających. Btw. nie wierzę w cudowne przypadki tego typu, ludzie bez pleców nie robią takiej kariery, już się wyleczyłem z tych złudzeń. No chyba że jest to wyjątkowy zbieg okoliczności, ale większość ludzi która tak przedstawia swoją drogę do bogactwa, kłamie w mniejszy lub większy sposób.